Palikot sobie sterem i okrętem
Jako że na polskiej scenie politycznej nie ma zbyt wielu osób deklarujących otwarcie poparcie dla działań Janusza Palikota, postanowił on takie osoby zorganizować i nadać im oficjalne ramy działalności.
Jako że na polskiej scenie politycznej nie ma zbyt wielu osób deklarujących otwarcie poparcie dla działań Janusza Palikota, postanowił on takie osoby zorganizować i nadać im oficjalne ramy działalności.
Nie jest tajemnicą, że Bronisława Komorowskiego i Janusza Palikota łączy przyjaźń. Nie przeszkadza to jednak Palikotowi w krytykowaniu prezydenta; robi to zresztą coraz częściej i coraz mocniej. O co poszło tym razem? O krzyż.
Zdarza się, że artysta jest niezadowolony ze swego wizerunku. Niektórzy twierdzą nawet, że po wiecznym niezadowoleniu z siebie poznaje się prawdziwego artystę. Jednak przesada, jak zawsze, także z tej cechy może uczynić źródło niebezpieczeństw.
Tak mizernie kreowany wizerunek łagodnego kandydata legł w gruzach przy okazji jednej wypowiedzi. Niewielkie wahanie ciśnienia zrzuciło maskę z łagodnym wyrazem twarzy. Ten, którego przez ostatnie tygodnie trudno było rozpoznać – powrócił. Oczywiście nie po cichu.
Wpadka w obszarze komunikacji politycznej może być wykorzystana na korzyść lub niekorzyść kandydata. Gdy ma być dowodem na jego ludzki, przyziemny tryb życia – wspiera go, gdy zaś potwierdza jego niekompetencję, niezborność i zagubienie – pełni zgoła inną, destrukcyjną dla kandydata funkcję.
Wyborcy polscy są już przyzwyczajeni: przy okazji każdych wyborów prezydenckich mamy do wyboru kandydatów popularnych i niepopularnych, atrakcyjnych i nieatrakcyjnych, mądrych i głupich. W każdych wyborach powtarza się, pośród alternatyw, jedno nazwisko: Janusz Korwin-Mikke – kandydat zawodowy nie poddający się wyżej zaproponowanym klasyfikacjom.
Mawia się, że mężczyzna w życiu powinien zbudować dom, spłodzić syna i zasadzić drzewo. Są tacy, dla których kolejność nie ma znaczenia. Niektórzy wychodzą z założenia, że wystarczy zrobić jedno.
Jarosław Kaczyński udzielając wywiadu dla gazety „Rzeczpospolita” odciął się grubą kreską od swojej politycznej przeszłości. Tragedia pod Smoleńskiem stała się czynnikiem X, który zmienia ludzi i sprawia, że ich nieciekawa przeszłość przestaje istnieć.
Kampania rozkręca się powoli. Obecnie kandydaci walczą na podpisy – kto więcej zbierze ponad wymagane 100 tysięcy. Jednak wszyscy zdają sobie sprawę, że ilość podpisów wcale nie musi przekładać się na ilość głosów. Trzeba pokazać coś jeszcze.
W tygodniu, w którym miały miejsce naprawdę ważne wydarzenia, występ Romana Giertycha przed komisją śledczą ds. nacisków przeszedł właściwie bez echa. Prawdę mówiąc, nie ma czego żałować