Panie Waldku, pan się nie boi…
To na dobrą sprawę dość zaskakujące, że PSL jako jedyna parta potrafi przetrwać bez większych sporów i zgrzytów z jakąkolwiek partią polityczną, reprezentującą jakikolwiek kierunek polityczny.
To na dobrą sprawę dość zaskakujące, że PSL jako jedyna parta potrafi przetrwać bez większych sporów i zgrzytów z jakąkolwiek partią polityczną, reprezentującą jakikolwiek kierunek polityczny.
Mówi się brzydko o teściowej: „jak nie trzaśniesz to nie zamkniesz”. W polityce lepiej funkcjonuje: „jak nie trzaśniesz to nikt nie usłyszy”, ot taka inna wersja powiedzenia o stole i nożycach. Im głośniej coś walnie blisko sceny politycznej tym większe prawdopodobieństwo, że spora liczba polityków nastawi uszy.
Polityk musi liczyć się z tym, że 24 godziny na dobę jest na widoku (i podsłuchu). Jeśli więc nawet chrapie w nocy, powinien czynić to melodyjnie, kusząco, w odpowiedniej tonacji, by i tą swoją twórczością akustyczną zwabiać wyborców. Cóż dopiero, gdy składa publicznie życzenia!
Nawet najbardziej zdyscyplinowany pacjent, któremu lekarze odczytują listę tego, czego mu nie wolno, w którymś momencie nie wytrzymuje i pyta: a co mi wolno? Odpowiedź, niestety, bywa równie mało zachęcająca, co zaordynowane zakazy.
Chyba najwięksi nawet optymiści w SLD nie uważają Szmajdzińskiego za faworyta wyborów prezydenckich. Dlatego zapewne lewicowi spin doktorzy zadbali o atrakcyjne uprawomocnienie tej kandydatury, wypowiedziane ustami młodego człowieka, wiceprzewodniczącego Zarządu Krajowego Federacji Młodych Socjaldemokratów Jakuba Kwaśnego.
SLD to najwyraźniej środowisko mówców-marzycieli. Miesiąc temu pisaliśmy o Ryszardzie Kaliszu, który – przemawiając – naśladował Martina Luthera Kinga. Tym razem jego przyjaciel i były prezydent Aleksander Kwaśniewski zabrał się za parodiowanie tego samego mówcy.
I pomyśleć, że jeszcze raptem nieco ponad cztery lata temu zarówno prezydent, premier jak i znaczna część posłów i senatorów wywodziła się w Polsce z partii o coraz mniej mówiącym wszystkim skrócie SLD. Dziś działacze lewicy o masowym poparciu wyborców mogą co najwyżej pomarzyć. Ale i tak robią coś więcej: walczą.
W sondażach ostatnio trudno się połapać – w jednych PO traci, w innych wprost przeciwnie. Ale jedno nie budzi wątpliwości: zupełnie marginalna rola SLD. I trudno się temu dziwić zważywszy na całkowitą nijakość lewicowego przywództwa. Grzegorz Napieralski jako polski Zapatero? Śmiechu warte.