Nowy Duce
Liderem liderów przestał być Donald Tusk. To nie jego uważają Polacy za najbardziej wiarygodnego lidera partyjnego. Tuska zdetronizował pozbawiony, do niedawna, jakichkolwiek kolorków wizerunkowych Grzegorz Napieralski.
Liderem liderów przestał być Donald Tusk. To nie jego uważają Polacy za najbardziej wiarygodnego lidera partyjnego. Tuska zdetronizował pozbawiony, do niedawna, jakichkolwiek kolorków wizerunkowych Grzegorz Napieralski.
Jeśli zasadniczym elementem ofensywy rządu w dziedzinie polskiej polityki zagranicznej ma być pokazywanie premiera w towarzystwie przywódców najważniejszych państw, nie wróży to dobrze polskiej polityce zagranicznej.
Nie miejmy złudzeń: polityk, którego widać i słychać, to polityk popularny a polityk popularny, to polityk, który cieszy się poparciem wyborczym. Nie żadne tam programy polityczne czy tym bardziej racjonalne, propaństwowe działania.
Prezydent elekt Bronisław Komorowski zaskoczył, pokazując, że od czasu do czasu może próbować być samodzielny. Gesty, mające wybić go na niepodległość, wykonał – jak wiele innych – ze sporą nieporadnością. Reakcje? To w końcu prezydent nie-Kaczyński, więc przychylne.
Jeśli Bronisław Komorowski wygra wybory, to wszystko pójdzie w niepamięć. W polityce rzadko kiedy bowiem liczy się coś więcej niż skuteczność. A skuteczna może być nawet przegrana kampania, byleby tylko przyniosła 50% głosów + 1. Przegrana, jak ta Bronisława Komorowskiego.
Tak naprawdę nie ma wielkiej różnicy, czy rzekoma przemiana Jarosława Kaczyńskiego jest głęboka i rzeczywista, czy też jest wyłącznie taktycznym wybiegiem. Grunt, że wywołała popłoch w otoczeniu Bronisława Komorowskiego. Popłoch najzupełniej autentyczny.
Rzeczywistość się zmienia. Niby prosta i oczywista sprawa, ale sztabowcy PO jakoś nie chcą się z tym pogodzić. Wysłali kandydata na Wyspy, licząc, że będzie cudownie jak w roku 2007, a tu klapa. Co z tym zrobić? Zwycięstwo może i wciąż mają w kieszeni, tyle że kieszeń coraz wyraźniej jest dziurawa.
Niezależnie od tego, kto ostatecznie wygra wybory, dotychczasowy przebieg kampanii prezydenckiej wskazuje, że strategia sztabu Bronisława Komorowskiego, obliczona na to, by głównym elementem różnicującym najpoważniejszych kandydatów była kategoria „normalności”, nie sprawdza się.
To, co zostało najgłośniej powiedziane na wczorajszej promocji „kandydata normalnego”, nie wymaga wielu słów komentarza. Niech się tym martwi Sławomir Nowak, bo to on zawalił, dając wolną rękę najbardziej odrealnionym honorowym członkom komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego. Ale kto mógł przypuszczać, że sensownie skorzysta na tym Władysław Frasyniuk?
Komorowski, w przeciwieństwie do Kaczyńskiego jest normalny. Tego zaskakującego odkrycia dokonał Majewski na wczorajszej prezentacji komitetu honorowego Bronisława Komorowskiego (czyt. Komitetu obrony Bronka normalnego).