Śmierć frajerom
Ludzie zuchwali osiągają więcej niż inni nie dlatego, że mają więcej szczęścia. Po prostu – niewielu z nas spodziewa się, że niektórzy zdolni są do aż takich bezczelności.
Ludzie zuchwali osiągają więcej niż inni nie dlatego, że mają więcej szczęścia. Po prostu – niewielu z nas spodziewa się, że niektórzy zdolni są do aż takich bezczelności.
Po śmierci Marylin Monroe, Johna F. Kennediego czy też Elvisa Presleya zagorzali fani gwiazd podważali tę śmierć lub jej okoliczności. Do dziś kwestionuje się samobójstwo aktorki, faktyczną śmierć piosenkarza i okoliczności zabójstwa polityka. Teraz Polska.
Wśród naszych polityków można znaleźć takich, którym propaganda nie jest obca. Jednak sprytne hasła i interpretacja rzeczywistości trafia tylko do zwolenników, tych w opozycji już trudniej przekonać. Nasi politycy powinni brać przykład od mistrza propagandy: rządu, a przede wszystkim prezydenta Stanów Zjednoczonych.
Gotowi do biegu, start! I wystartowali z bloków. Na zwycięzcę czeka nagroda – fotel prezydenta Warszawy. W wyścigu udział wezmą – Hanna Gronkiewicz-Waltz, Janusz Korwin-Mikke, Paweł Poncyliusz, Marek Borowski, Wojciech Olejniczak i Paweł Piskorski. Czy wygrana zależy od pomysłu na stolicę?
Marek Migalski, jak sam pisał, chciał wywołać dyskusję na forum wewnątrzpartyjnym. Jako, że członkiem partii nie jest i na forum rozmawiać nie może, ową dyskusję rozbudzić miał list otwarty do prezesa PiS. Dyskusja jest, jednakże nie taka jaką chciał wzbudzić Migalski. Miało zagrzmieć, nie zagrzmiało.
Wszyscy pamiętamy Jarząbka śpiewającego do szafy „łubudubu, niech nam żyje prezes naszego klubu”. Jeszcze nie tak dawno, w trakcie kampanii prezydenckiej poseł Migalski skłonny był śpiewać hymn ku czci swojego prezesa, nie tyle do szafy, co przed kamerami.
Gdyby każdy gorliwy katolik biorący udział w sporze o krzyż, przestrzegałby zasad swojej wiary sporu de facto by nie było. Kościół pozwolił, by jego symbol został wykorzystany w brudnej grze politycznej. Państwo ugięło się pod presją ‘wierzących’, by zlekceważyć tych, którzy wierzą, ale niekoniecznie w Boga.
Mówienie tego co ślina na język przyniesie przez bardzo długi okres było domeną, czy też znakiem rozpoznawczym Lecha Wałęsy. Po wielu latach społeczeństwo się przyzwyczaiło do takiej formy wypowiedzi. Jeszcze w trakcie prawyborów w PO mogliśmy zaobserwować, że Bronisław Komorowski ma podobne zapędy; nikt nie spodziewał się, że takowe posiada również Jarosław Kaczyński.
Bronisław Komorowski został zaprzysiężony na prezydenta w czasie, gdy na ulicach, a przede wszystkim przed Pałacem Prezydenckim toczy się spór. Teoretycznie spór o krzyż, w praktyce spór o jego prezydenturę. Trudno mu będzie pełnić urząd w sytuacji, gdy wybory, jak nigdy wcześniej, podzieliły Polaków.
Ja, czyli kto? Tłum. Tłumy strajkujące na ulicach Warszawy wskazały drogę do osiągnięcia celu. Im głośniej się krzyczy, tym większe prawdopodobieństwo, że ludzie na stołkach to usłyszą. Jak jeszcze w przypadków związkowców można przyjąć, iż walczyli w słusznej sprawie większości, tak w przypadku walki pod Pałacem Prezydenckim już niekoniecznie.