Jak wygląda nasza demokracja?
Tagi: kraj, pomoc, Robert Krzysztoń, Ton Van Anh, Wietnam, Łoziński
Fot. z legitymacji prasowych "Kontratekstów".
We własnych oczach zwykle wyglądamy, jak uosobienie cnót wszelakich. Kraj, który kochamy, jesteśmy w stanie idealizować. A jaka jest rzeczywistość? Dziś oddaję głos redaktorowi naczelnemu „Kontratekstów, który przedstawi przypadek rzutujący na postrzegania nas na świecie. Wizerunek całego kraju, to wszak rzecz najważniejsza.
Robert jest bardzo zasłużonym byłym działaczem opozycji antykomunistycznej w Polsce (zaczynał jeszcze, gdy był w szkole średniej), Van Anh opozycjonistką wietnamską młodszą od niego o 17 lat. W wolnej Polsce zajęli się pomaganiem uchodźcom, głównie z Wietnamu. Ton Van Anh jest korespondentką Radia „Wolna Azja”, oboje są także dziennikarzami „Kontratekstów” i mają nasze legitymacje dziennikarskie.
Kilka miesięcy temu skończyła się ważność paszportu Van Anh. Udała się do ambasady Wietnamu, gdzie odmówiono jej przedłużenia paszportu, informując, że jest to decyzja Służby Bezpieczeństwa Wietnamu, centrali w Sajgonie (przemianowanym na Ho Shi Minh). Jednym słowem, Wietnam pozbawił ją obywatelstwa z powodu jej działalności w opozycji antykomunistycznej. Skąd my to znamy? Stad, że polscy komuniści wobec wielu naszych opozycjonistów za Jaruzelskiego i innych osób (Żydów w 1968 roku, Mazurów, Kaszubów i Ślązaków za Gierka) robili to samo. Różnica jest jednak taka, iż polskim obywatelom wyrzucanym z biletem w jedną stronę pomagały wówczas inne państwa nadając im obywatelstwa, lub tzw. paszporty nansenowskie (paszporty bezpaństwowca na mocy jednej z konwencji ONZ), natomiast w Polsce od lat prowadzona jest polityka wyrzucania z kraju wszystkich imigrantów pod byle pretekstem, posuwająca się nawet do składania fałszywych zeznań przed sądem deportacyjnym przez urzędników państwowych (pisaliśmy o tym nie raz).
Van Anh ma jeszcze ważną przez pewien czas kartę stałego pobytu, ale wkrótce się jej ważność skończy. No i nie ma już paszportu, na który tę kartę wydano. Jej sytuacja jest poważna także dla tego, że znaczna część polskich funkcjonariuszy policji, straży granicznej i straży miejskiej zajmuje się regularnym szmalcownictwem i nadgorliwie legitymuje Wietnamczyków licząc na wyciągniecie od nich łapówki za przymknięcie oka na nielegalny pobyt (o tym też pisaliśmy wiele razy). Teraz każdy taki nadgorliwy policjant lub strażnik może w każdej chwili wsadzić Van Anh do aresztu deportacyjnego. W Wietnamie grozi jej to, co innym dysydentom: więzienie, tortury, może nawet śmierć. Ten reżim nie zna pieszczot.
W tej sytuacji Ton Van Anh wystąpiła do polskich władz o przyznanie paszportu nansenowskiego i okazało się, że jest to niemożliwe, bo Polska czegoś tam zaniedbała. Szlag mnie trafia proszę państwa, bo czemu takie paszporty mogą przyznawać Indie lub Singapur (kraj w którym nikt nie może dostać obywatelstwa, jeśli się w nim nie urodził), a europejski duży kraj, Rzeczpospolita Polska, nie może? Nasza demokracja jest chyba za demokracją indyjską, a nawet za singapurską dyktaturą. Obecnie oboje złożyli wniosek do Prezydenta RP o przyznanie Ton Van Anh polskiego obywatelstwa. Na razie decyzji brak, a czas mija.
Sytuacja jest o tyle dramatyczna, że Robertowi odnowił się pozornie wyleczony nowotwór. Jak typowy Polak, nie chodził latami do lekarza i nawet mając już bóle wmawiał sobie i innym, że to kręgosłup. Gdy w końcu udał się do doktora, okazało się, iż niewiele można już zrobić, no chyba że wytnie się całe jelito grube, część wątroby, trzustki, mięśni i skóry, a i to bez gwarancji na brak dalszych przerzutów. Robert sam mówi: „ja chyba umieram”. Nie chce zostawić swojej młodszej kobiety na lodzie, bez praw i żadnego majątku. Nawet nie mogą teraz wziąć ślubu, bo Van Anh nie ma paszportu.
W akcji ratowania Roberta i Van Anh bierze udział wielu ludzi i Stowarzyszenie Wolnego Słowa. Także my, Redakcja „Kontratekstów”. Potrzebne są dwie rzeczy: pieniądze na leczenie Roberta (podajemy numer konta SWS: 11 1240 1024 1111 0010 1125 5876, Bank Pekao S.A.) oraz apelowanie wszelkimi kanałami do Prezydenta RP, Bronisława Komorowskiego, o szybkie przyznanie Ton Van Anh obywatelstwa. Wiemy, że wśród naszych czytelników jest wiele osób znaczących, których głos się liczy. Apelujemy, nie tylko do nich, ale do wszystkich, o wysyłanie listów w tej sprawie do Prezydenta RP. Może to coś da.
Krzysztof Łoziński
Redaktor naczelny
P.S. Jesli ktoś z państwa ma pomysł, jak pomóc, prosimy o sugestie. I działanie.
Jerzy Łukaszewski

Od jakiegoś czasu obserwuję działalność tej pary i szczerze współczuję. Jeśli chodzi o obywatelstwo, lub choć możliwość legalnego pobytu to moim zdaniem powinno je dostać wielu Wietnamczyków żyjących od lat w naszym kraju a Ton Van Anh, biorąc pod uwagę jej działalność, w szczególności. Życzę obojgu powodzenia w walce z chorobą oraz w walce o wspólną, legalną przyszłość.