„Bo ty nie masz wyczucia…
Tagi: Kaczyński, Krzywonos, Lisek, lista, marketing polityczny, PR, wybory
rys. Jerzy Łukaszewski
… co można, a co trzeba. I coraz to popełniasz malenkije faux pas. W tobie żadne uczucie, w tobie żadna potrzeba. Ty by piła szampanskoje z byle kim, a ja… ” . Ta zabawna, pseudorosyjska piosenka ze starego kabaretu bawiła starsze roczniki, ale też zgodnie z zasadami niegdysiejszych kabaretów, mówiła o rzeczy istotnej.
W czasach, gdy tyle mówi się o znaczeniu PR w polityce, gdy partia pana premiera Tuska postrzegana jest przez niektórych jako sama esencja PR-u, może dziwić fakt, że przedstawiciele tej partii zaczynają się zachowywać co najmniej dziwacznie. Wygrana batalia prezydencka nie zakończyła bratobójczej wojny z PiS-em, wręcz przeciwnie, wojna trwa, a nawet nabiera rumieńców. A ponieważ w przeciągu roku, a więc czasu, który przeciętny polityk jest w stanie ogarnąć wyobraźnią, mamy dwie potyczki wyborcze, sztabowcy obu partii rozglądają się za świeżym mięsem armatnim, zwanym czasem czule „lokomotywami wyborczymi”. I czasem, niestety, ich wzrok pada tam, gdzie zwykła ludzka przyzwoitość nakazywałaby nie zaglądać.
Popularność, jaką zdobyła w ostatnich dniach pani Henryka Krzywonos, nie mogła ujść uwadze łowców głów. Trudno zresztą, by było inaczej.
Na jej wystąpienie niemal natychmiast zareagowali internauci. Na forach internetowych największych portali internetowych w kraju oraz na portalu społecznościowym Facebook, Krzywonos otrzymała od tysięcy osób słowa poparcia i aprobaty.
To poparcie, to są tysiące głosów, rzecz nie do pogardzenia. I nie ma specjalnego znaczenia, czy pani Krzywonos jest gotowa do pracy typowo politycznej i czy w ogóle jej chce. ONI jej chcą. Założę się o każde pieniądze, że większość z nich nawet nie wie, co dokładnie powiedziała pani Henryka na zjeździe w Gdyni. Nie wiem, czy ktoś z nich zwrócił uwagę, jak mówiła o zmarłym prezydencie Kaczyńskim, że była jego przyjaciółką, że spotykali się i lubili. Tak po prostu, po ludzku. „Dokopała” prezesowi PiS-u między innymi właśnie ze względu na pamięć zmarłego, którą ona chce szanować. To nie jest takie ważne. Ważne, że „dokopała”. Wystarczy, by zaproponować jej miejsce na listach PO.
- Gdyby pani Henryka Krzywonos była zainteresowana działalnością publiczną, byłoby super. Praca w senacie stanowiłaby wspaniałe ukoronowanie jej biografii. Z pewnością byłaby też korzystna dla Polski i dla Platformy – mówi „Wprost” Lisek.
Skoro z dalszej części informacji wynika, że nikt z dzielną tramwajarką w ogóle na ten temat nie rozmawiał, to po co te dywagacje i to czynione publicznie? Czy politycy nie posuwają się za daleko? Traktując człowieka, jak przedmiot, jak pionka, któremu oni znajdują miejsce na szachownicy nie pytając go nawet o zdanie? Z jednej strony można zrozumieć chęć przyciągnięcia do siebie osoby popularnej (SLD kiedyś było w tym mistrzem dając miejsca na listach piłkarzom i Bóg wie jeszcze komu), ale z drugiej takie bezceremonialne roztrząsanie planów życiowych osoby, która nie dała na to swojego upoważnienia, jest czymś, co balansuje na granicy prymitywnego PR-u i zwykłego chamstwa. Pani Krzywonos bowiem takich planów nie ma.
- Nie ma mowy, nie wejdę do polityki – odpowiedziała
Co dobrze świadczy o jej rozsądku i trzeźwym spojrzeniu na rzeczywistość. Politycy poczują się zawiedzeni? Na pewno. Przez chwilę. Potem znajdą sobie jakąś panią, która pompuje piłki plażowe nosem, pana z trzema uszami, albo kogoś z „Tańca z Gwiazdami” i będą zadowoleni. My też. Będzie na kogo głosować.
Jerzy Łukaszewski
