Piotruś Pan i latający cyrk Monty Phytona

Tagi: , , , ,

Piotruś Pan i latający cyrk Monty Phytona http://files.nireblog.com/blogs1/gwiazdy-hsm/files/zac-z-piotrusia-pana.jpg

Ci, którzy śledzą to co się dzieje na scenie polskich gwiazd i im podobnych pamiętają, jak swego czasu Kuba Wojewódzki był tematem numer jeden. Wtedy głośno mówiło się o jego rzekomym ‘syndromie Piotrusia Pana’. Jakaś prawda w tym była i syndrom chyba dotknął nie tylko jego.

W ramach kreowania nowego wizerunku – osoby o określonych poglądach jak mniemam – Marek Migalski zaprezentował nam swój syndrom Piotrusia Pana, czyli chłopca, który nie chciał dorosnąć. I nie chodzi tu, jak w przypadku Wojewódzkiego, o całokształt wizerunku – tak zachowanie, jak i wygląd. Mamy oto dorosłego, ubranego w garnitur pana w kwiecie wieku i przekonania rodem z przedszkola.

O liście, który Marek Migalski vel Piotruś Pan opublikował na swoim blogu media już nie wspominają. Wybryk będący dla prezesa przejawem braku lojalności wobec ideologii Prawa i Sprawiedliwości został ukarany. Piotruś Pan przyjął karę ze spokojem. Ciekawym szczegółem jest przekonanie Piotrusia, iż Jarosław Kaczyński może osiągnąć to wszystko, co sam Piotruś uważa za możliwe do osiągnięcia przez zmianę retoryki i polityki wodza bez owych zmian.

W dzisiejszym wydaniu „Polska The Times” możemy przeczytać wywiad, jakiego udzielił dziennikowi Marek Migalski. Wróćmy zatem do wspomnianego listu. Czy doktor politologii, człowiek, który bardzo dobrze zna charakter i poglądy prezesa przypuszczał, że może on tak negatywnie odebrać dobre rady? Okazuje się, że nie.

Szczerze mówiąc, miałem dość dwojakie odczucia. Po części wydawało mi się możliwe, że moje słowa podziałają jednak jako jakiś dzwonek alarmowy, staną się impulsem do debaty nad obecną strategią polityczną i medialną PiS. Z drugiej strony, wiedziałem, że prezes często bardzo ostro reaguje na krytykę – także konstruktywną.

Naiwne, ale jakże prawdziwe. Równie dobrze można zapytać o wiarę w Wielkanocnego Królika, Świętego Mikołaja i dobre wróżki.

Kiedy zostałem zaproszony do startowania z list PiS do europarlamentu, zgodziłem się na to nie po to, żeby totalnie podporządkować się woli prezesa, lecz także po to, by brać udział w kształtowaniu strategii tego obozu politycznego. Sądziłem, że chodzi o wykorzystanie mojej wiedzy, możliwość korzystania z mojego politologicznego warsztatu. Skończyło się jak w przypadku Dorna czy Zalewskiego. Coś na tym tracę, bardziej jednak chyba traci PiS i EKiR, które pozbywają się jednego ze swoich posłów.

Mierz siły na zamiary w tym przypadku ma się odwrotnie. Zdziwiłabym się bardzo, gdyby człowiek apodyktyczny, ze skłonnościami dyktatorskimi cieszył się z tego, że w jego najbliższym otoczeniu znajduje się ktoś, kto ma inną wizję tego, w jaki sposób rządzić, dochodzić do władzy i ją utrzymywać. Widać jednak, że nasz Piotruś Pan wierzy, iż to nie on stracił a partia, która mu zaufała. Można i tak.

Po napisaniu listu odebrałem bardzo wiele telefonów i SMS-ów z wyrazami cichego poparcia od posłów i polityków PiS.

Dlaczego cichego? Rozumiem, że lojalność jest dla prezesa najważniejsza. Prezesa rozumiem. Ale ludzi, którzy stoją przy prezesie bez szczerej wiary w jego działania już nie rozumiem i trudno mi to nazwać lojalnością. Użyłabym natomiast pojęcia „głupota”, gdyż głupotą jest nie tyle popieranie działań destrukcyjnych, co bronienie tych działań bez przekonania o ich słuszności.

Rzecz jasna publicznych deklaracji poparcia było znacznie mniej – ale to zupełnie zrozumiałe. Mam pełną świadomość, że ja mogłem sobie na to pozwolić znacznie łatwiej niż wielu moich kolegów. Mam tylko czterdzieści lat, jestem wolny, mam zawód i przede mną jeszcze 4 lata kadencji w Parlamencie Europejskim. Dlatego jestem w o wiele bardziej komfortowej sytuacji niż ktoś, kto za rok będzie kandydował do parlamentu z list ustalanych przez prezesa, ma do utrzymania rodzinę i jakiś ogromny kredyt do spłacania. I naprawdę rozumiem, że ktoś w tej sytuacji nie poprze mnie publicznie.

No tak. Mam ciepłą posadkę, więc nie muszę się martwić. Natomiast inni, z racji swojego wieku, braku owej posadki oraz odpowiedzialni za swoją rodzinę muszą. Mi to podchodzi pod mobbing.

Najpierw zaznaczmy wyraźnie – ja w swoim liście nie zwróciłem się przeciw prezesowi PiS. Nie próbowałem go urazić, nie było ciosów poniżej pasa.

Piotruś, z racji swoich 40 lat i dość dobrej znajomości z prezesem powinien wiedzieć, iż każda, jakakolwiek krytyka prezesa jest jednocześnie zwrotem przeciwko niemu i ciosem poniżej pasa.

Przykład Migalskiego, a wcześniej Ludwika Dorna i Pawła Zalewskiego pokazuje, że prezesowi nie wolno się stawiać w żaden sposób – w ogóle.  Dorn rezygnując z kandydowania w wyborach prezydenckich poparł Jarosława Kaczyńskiego, natomiast Zalewski przeszedł do Platformy Obywatelskiej. Jaka będzie przyszłość Migalskiego?

Patrząc na to co się dzieje wokół PiS – a trudno tego nie zauważyć w sytuacji, gdy większość nagłówków polskich dzienników wręcz o tym krzyczy – „źle się dzieje w państwie duńskim”. Pogłoski o rzekomym ustąpieniu Kaczyńskiego on sam zdementował w wywiadzie dla blogpress.pl. W tym samym wywiadzie rozpoczął kolejną bitwę w wojnie z PO – tym razem chodzi o kulturę (a raczej jej brak) posłów Platformy. Odnoszę wrażenie, że cała partia PiS, z wodzem na czele zamieniła się w latający cyrk Monty Phytona. Strach pomyśleć co będzie w kolejnym odcinku.

Wszystkie cytaty pochodzą z wywiadu udzielonego przez Marka Migalskiego dla dziennika „Polska The Times”

Justyna Frankel

  • Share/Bookmark

Skomentuj