III b: tu jest Polska

Tagi: , , ,

III b: tu jest Polska http://www.przk.pl/upload/pics/TN_24_09_Ks_katecheza_WW.JPG

Skrajnie cyniczne i do maksimum efektywne, prowokacyjne wystąpienie premiera Donalda Tuska w Gdyni (gdzie się podziały tamte miliony) oraz to wszystko, co po nim nastąpiło, nieco przysłoniło inne ciekawe wydarzenia tygodnia. Choćby to, że właśnie zaczął się rok szkolny. Kolejny rok nauczania religii.

Tematem zajęła się, a jakże, „Gazeta Wyborcza”. Wiem, że nie będę oryginalny, pochylając się nad ideologicznym zaangażowaniem tego dziennika, ale mimo wszystko i wiedząc, jak bardzo jest to wtórne, nie odmówię sobie tej przyjemności.

Najpierw nagłówek. Link wyróżniony na frontowej stronie Gazeta.pl (1 września) zachęca, by zapoznać się – można mniemać – z wynikami badań przeprowadzonymi na reprezentatywnej próbie, a przynajmniej z przekrojowym opisem dobrze przebadanej tendencji: „Licealiści: religia w szkole jest bez sensu”. No to wchodzę.

Lid co prawda już dość mocno zawęża spektrum, ale wydaje się, że nadal może być nieźle:

Obowiązkowa religia w szkole jest niepotrzebna. Ludzie w naszym wieku mają już uformowany światopogląd i pisanie sprawdzianów ze znajomości modlitw mija się z celem – mówią opolscy licealiści

Licealiści z uformowanym światopoglądem? Paradoksalnie nie to jest tu jednak najciekawsze, a płynność, z jaką autor (i/lub redaktorzy) tekstu przechodzi(ą) od ogółu do szczegółu.

Środowe rozpoczęcie roku szkolnego. Uczniowie klasy 3b w III LO w Opolu siedzą jeszcze w ławkach po spotkaniu z wychowawcą, gdy wchodzimy i pytamy, czy porozmawiają z nami o tym, czy warto, by religia była w szkole.

Aa, więc to uczniowie III b w III LO w Opolu! No, ale przecież wszystko się zgadza – jakby nie było, są to licealiści. Porozmawiają. Czemu nie? Choć najpierw

zapada cisza.

Na szczęście szybko przełamuje ją Magda.

Myślę, że niepotrzebnie się nas do chodzenia na religię zmusza. Słuchanie opowieści o prorokach i świętych nie buduje naszego światopoglądu, bo on już jest uformowany. Już wolałabym w tym czasie uczestniczyć w jakichś bardziej przydatnych zajęciach, na przykład przygotowujących do matury.

Pewnie ciekawie byłoby się dowiedzieć, uformowany przez co, skoro nie przez „słuchanie opowieści o prorokach”, nie to jest jednak przedmiotem dyskusji. Kolejnym argumentom przeciw – choć nie oryginalnym, ale to przecież nie festiwal pomysłów czy burza mózgów – nie sposób odmówić siły i racjonalności: że do religii nie należy zmuszać, że ocenę z tego przedmiotu uczniowie wykorzystują, by podciągnąć sobie średnią, bo o „szóstkę” z religii nie trzeba się zbytnio starać, że

religia w takiej formie, w jakiej odbywa się w szkołach obecnie, jest mocno infantylna i często sprowadza się do klepania utartych formułek.

I na tym można by już właściwie zakończyć, gdyby nie to, że ten ostatni argument podaje

Karolina (zwolenniczka religii w szkole).

Bo właśnie: czy wśród licealistów o uformowanym światopoglądzie, otwartym tekstem mówiących, że religia w szkole jest bez sensu, znajdzie się ktoś, kto uważa inaczej?

Daje się wyczuć, że zwolennicy religii w szkole (w tej klasie wyraźnie w mniejszości) są niezdecydowani, czy dyskutować, czy lepiej się nie odzywać.

Skąd ta niepewność? Przecież racjonalni, ceniący sobie wolność wyboru młodzi opolanie, nie tworzą chyba atmosfery, która mogłaby zostać odczytana jako presja wobec mniejszości?

Ale przecież religia pomaga dzieciom uporządkować świat, ułatwia wyjaśnianie sobie pewnych zjawisk. Np. dzieci są bezradne, gdy umiera ktoś z bliskich, bo nie wiedzą, co dzieje się dalej zarówno z nimi, jak i ich bliskimi. Dzięki religii mają odpowiedź – pada z sali.

Pada. Anonimowo. Chociaż wszystkie inne wypowiedzi firmowane są jakimś imieniem. Także ta błyskawiczna i bezbłędnie wychwycona riposta, zamykająca ten jedyny w rozmowie wątek noszący jakiekolwiek znamiona dyskusji:

Marta: – Zgadza się, ale lepiej takiemu dziecku logicznie wyjaśnić, co się dzieje z człowiekiem, dlaczego się starzeje, choruje i umiera. Lepiej uświadomić je wcześniej, bo jeśli zbuduje się jego świat wokół iluzji, to gdy ta rozstanie rozbita przez twarde, życiowe fakty, tym bardziej je to zaboli.

Przy czym nie, żeby „zwolennicy religii w szkole”, nie mieli już nic do powiedzenia. Karolina:

(…) religię w takiej formie jak teraz chyba rzeczywiście lepiej wyprowadzić ze szkół i przenieść do domów katechetycznych.

No, i mamy konsensus.

*****

A tak poza wszystkim, żeby była jasność, sam również uważam, że nauka religii w szkołach to nieporozumienie.

Piotr Tomza
  • Share/Bookmark

4 komentarze do “III b: tu jest Polska”

  1. Zgadzam się w 100% z ostatnim zdaniem. Czyż nie prościej byłoby przenieść lekcje religii do domów katechetycznych czy kościołów – można nawet wypożyczyć sale lekcyjne w szkołach. Ale jeden warunek musi być spełniony – lekcje powinny odbywać się poza tygodniem szkolnym, np. w niedziele. I nie tylko dla liceum, ale również podstawówek i gimnazjów. Ciekawe ile wtedy znalazło by się chętnych do uczestniczenia w katechezach? Może 50%? Może nawet mniej?
    Byłoby tak o wiele lepiej dla samych uczniów którzy mogliby te dwie godziny zajęć tygodniowo przeznaczyć na choćby zaniedbaną matematykę.
    Oczywiście kościół będzie się zapierał przed takim rozwiązaniem, bo sam dobrze zdaje sobie z tego sprawę że przegra – ale to już jego sprawa.

  2. A na czym polegała „cyniczność” pytania Tuska na zjeździe? Dla mnie to było zaproszenie do refleksji nad tym, co się stało z wielkim ruchem, który zwyczajnie skarlał. Ale rozumiem, że dla autora myślenie jest „cyniczne”.

  3. Dokladnie tak – myslenie jest dla mnie cyniczne i wlasnie na tym polegala w moim przekonaniu cynicznosc pytania Tuska na zjezdzie. Nie ma to jak „zaproszenie” do dyskusji argumentem „ad personam”. Powodzenia.

  4. Dziękuję za wyjaśnienie. Ale nic nie wiem o żadnym zaproszeniu.

Skomentuj