Panu Bogu świeczkę i …
Tagi: Konferencja Episkopatu Polski, krzyż, marketing polityczny, Michalik, Palikot
rys. David Guenter
Jeśli ktoś nie potrafi szybko biegać, zawsze może powiedzieć, że jest długodystansowcem i jego sposób biegania musi różnić się od tego, jaki prezentuje sprinter. A my możemy w to uwierzyć. Możemy, ale nie musimy.
Kościół od dawna lansował tezę, iż jako instytucja ponadczasowa, inaczej reaguje na wydarzenia bieżące, niż zwykli śmiertelnicy. Ma dystans do rzeczywistości, inną perspektywę. Teza tyleż zgrabna, co wygodna. Dzięki niej Kościół może reagować na wydarzenia bieżące, ale nie musi i zawsze postępuje zgodnie ze swymi „zasadami”. Np. w sprawach o korzyści majątkowe potrafi być wyjątkowo „bieżący”, a nawet wręcz wyprzedzający, zaś tam gdzie trzeba wziąć na siebie odpowiedzialność za wydarzenia i opowiedzieć się wyraźnie za i przeciw, może być niespieszny, „ponadczasowy”. Zdumiewające, ale to właśnie Kościół nie wziął w obronę krzyża, gdy ten wyraźnie stawał się gadżetem wojennym w politycznej wojence. To Kościół nie zabierając głosu w porę dopuścił do sytuacji takiej, jaką mamy dziś, że symbol jest radośnie bezczeszczony przez obie strony konfliktu. Lawina krytyki, jaka go za to spotkała, w końcu zmusiła „lwa do ryknięcia”. No i ryknął.
Najświętszy symbol jest nadużywany. Krzyż nie jest po to, abyśmy zwyciężali w naszych drugorzędnych ludzkich ambicjach czy sprawach
Arc. Michalik powiedział to w imieniu jednogłośnej ponoć Konferencji Episkopatu Polski. Nareszcie, chciałoby się powiedzieć. Chciałoby się, bo się nie powie, gdyż dalsza lektura oświadczenia biskupa wskazuje, jak bardzo mylili się ci, którzy liczyli na hierarchię. Przecież nie od dziś wiadomo, że polski kościół nie jest jednością. Jeszcze parę dni temu wypowiadali się biskupi tak chętnie widzący swe owieczki w prostym i łatwym do ogarnięcia schemacie ludycznego katolicyzmu, który choć coraz bardziej egzotyczny w świecie, przynosi jednak na tyle wymierne korzyści, że nikt rozsądny nie porzuci go nie posiadając równie apetycznej perspektywy. Dlatego po, wydawałoby się, jednoznacznym określeniu się bp. Michalika nastąpiło rozmycie
biskupi zaapelowali, by w „sporze politycznym, którego krzyż stał się ‘zakładnikiem’”, oddzielić sprawę samego krzyża od słusznego postulatu upamiętnienia wszystkich ofiar smoleńskiej katastrofy godnym pomnikiem”. Jak dodali, krzyż nie powinien nigdy dzielić ani „być narzędziem dla osiągania nawet najszczytniejszych ludzkich celów”.
Przepraszam, ale o czym ks. biskup mówi? Czy ktoś prosił Konferencję Episkopatu o zdanie w sprawie słuszności, bądź nie, upamiętniania ofiar? Mam wrażenie, że nie, że wszyscy czekali na coś innego, coś bardziej leżącego w kompetencjach szanownego organu. Ale arcybiskup wie swoje
To jest nasz apel, żeby jednak znaleźli się ludzie dobrej woli nawet na szczytach naszego życia publicznego, społecznego, politycznego, elit intelektualnych, żeby problem upamiętnienia właściwego ofiar smoleńskich znalazł miejsce
Po pierwsze, na jakiej podstawie biskup Michalik twierdzi, że nie znaleźli się ludzie, którzy chcą uczcić pamięć zmarłych? Że dopiero ” żeby się znaleźli”? Od co najmniej tygodnia wiemy, że budowany jest pomnik na Powązkach. Biskupowi umknęło? Po drugie czemu ma służyć kolejny wywód
z jednej strony jest dobra wola ludzi, którzy mają obawy zbudowane na doświadczeniu ostatnich dziesiątków lat, że krzyż jest, według nich, eliminowany z życia publicznego, a z drugiej strony są wyzwolone emocje, które prowadzą do zelżenia krzyża. Podkreślił też, że nie wolno wykorzystywać okazji, aby ranić uczucia innych ludzi, dla których krzyż jest rzeczą świętą.
Jeśli umiem czytać, tak poprowadzony podział jednoznacznie wskazuje, że Kościół opowiedział się po stronie „obrońców krzyża”, czyli jednej ze stron politycznego konfliktu. Jego wola i prawo. Tylko, czy Kościół jest gotów ponieść konsekwencje swojego wyboru? Bo takie konsekwencje będą. Już są widoczne gołym okiem.
szkoda, że ta sytuacja nie została wykorzystana do tego, by pozycję Kościoła przy tej okazji odbudować – powiedział. – Bo jeśli ktoś tak naprawdę bardzo traci, to traci niestety Kościół – podkreślił rzecznik rządu.
Znaleźli się i tacy, którzy powiedzieli wprost.
obecnie „mamy do czynienia z politycznym wykorzystywaniem przez PiS i środowiska radykalne krzyża”. – I w tej kwestii Kościół miał się wypowiedzieć – zauważył. – Dziwię się, że zawartego porozumienia pomiędzy harcerzami, Pałacem Prezydenckim i metropolią warszawską Kościół nie chce uszanować – powiedział poseł.
Pan poseł i tak jest łagodny. Mam wrażenie, że poseł Palikot będzie mniej delikatny
Nowoczesna Polska wydaje się łączyć w sobie cechy liberalizmu ekonomicznego i charakterystycznego dla lewicy antyklerykalizmu. Wygląda na to, że na polskiej scenie politycznej zostanie zagospodarowana nisza, która do tej pory leżała odłogiem, a imię jej laicka prawica.
Nie trzeba będzie, jak myślę, długo czekać byśmy usłyszeli z ambon utyskiwania na szerzącą się laicyzację i niechętny stosunek rządzących do Kościoła. Znów będzie on przybierał pozy uciśnionej niewinności, bez przyczyny cierpiącej „prześladowania”. Aż chciałoby się przytoczyć słowa Chrystusa o służbie dla dwóch panów. Jeshua twierdził, że nie można służyć jednocześnie Bogu i Rydzykowi. A nasi biskupi jednak próbują…
Jerzy Łukaszewski
