A co to ja miałem…

Tagi: , , , , , , , ,

A co to ja miałem… http://static1.glittery.pl/galeria/img/blyskawice/glitery-pl_blyskawice7.jpg

Marek Migalski, jak sam pisał, chciał wywołać dyskusję na forum wewnątrzpartyjnym. Jako, że członkiem partii nie jest i na forum rozmawiać nie może, ową dyskusję rozbudzić miał list otwarty do prezesa PiS. Dyskusja jest, jednakże nie taka jaką chciał wzbudzić Migalski. Miało zagrzmieć, nie zagrzmiało.

Dyskusja rozpoczęła się w Internecie – wśród internautów, politycznych blogerów i komentatorów politycznej rzeczywistości. Nie omieszkały tej kwestii podjąć również media. Wprawdzie stworzenie wielkiej sensacji nie udało się, ale przynajmniej poznaliśmy opinie kolegów Migalskiego.

Niedobrze, że Marek sformułował tego rodzaju list otwarty. Wbrew swoim intencjom dał naszym politycznym przeciwnikom mocny pretekst do kolejnych ataków na PiS.

Zbigniew Ziobro wierzy w szczere intencje Migalskiego. Jednak czy szczere one były? – warto się nad tym bardziej zastanowić. Przecież nie chcemy przyjąć, iż Marek Migalski jest niespełna rozumu myśląc, że może krytykować samego prezesa w przekonaniu, że przeciwnicy tego nie wykorzystają.

Nie podzielam jego opinii co do strategii kampanii prezydenckiej. Sądzę, że gdyby była inna, Jarosław Kaczyński byłby dziś prezydentem.

Tu raczej już nie ma sensu uprawiać ‘gybologii’. Ale patrząc obiektywnie – wraz ze wzrostem agresywności w słowach Jarosława Kaczyńskiego maleje poparcie dla jego partii. Skąd zatem przypuszczenie Ziobry?

Jarosław Kaczyński w dniu ogłoszenia wyniku wyborów, gdy gratulował Bronisławowi Komorowskiemu zwycięstwa, zapowiedział dążenie do ustalenia odpowiedzialności moralnej, politycznej i prawnej za katastrofę smoleńską.

Ten sam człowiek sam wysunął propozycję, aby kwestie związane z katastrofą ‘zawiesić’ na czas kampanii. Nie może mieć zatem pretensji do innych, że albo go nie posłuchali, albo posłuchali i tak jak sam prezes o katastrofie nie mówili.

Inaczej na wypowiedź Migalskiego zapatrują się ‘twarze kampanii wyborczej’ Jarosława Kaczyńskiego. Zarówno Jaonna Kluzik-Rostkowska jak i Paweł Poncyliusz popierają spostrzeżenia europosła.

Władze partii muszą zdecydować, która metoda uprawiania polityki jest bardziej skuteczna. Są w tej partii tacy jak ja, którzy uważają, że sukces można osiągnąć łagodniejszym tonem.

Ja widzę sprzeczność. Może nie tyle poglądów, co drogi jaka prowadzi do osiągnięcia stawianych przez partię celów.

Pojawiały się sugestie po kampanii wyborczej, że ta grupa, która tę kampanię prowadziła na pierwszej linii frontu – mówię tutaj o Pawle Poncyljuszu, Elżbiecie Jakubiak, Pawle Kowalu, Marku Migalskim, o sobie – że my zniknęliśmy ze sceny politycznej. Prawda jest zupełnie prozaiczna – większość z nas ma po prostu całkiem spore rodziny i małe dzieci i wszyscy wyjechaliśmy na wakacje. Wrócimy do polityki, wrócimy do debaty po pierwszym września, kiedy nasze dzieci pójdą do szkoły.

Całkiem dobre wytłumaczenie. Jak to się ma do rzeczywistości to już inna kwestia. Jednakże, jeśli są w partii osoby, które uważają, że prezes powinien zmienić taktykę to osobiście widzę dwa rozwiązania – zmiana prezesa lub założenie własnej partii. Pierwsze jest absurdalne, gdyż większa część działaczy partyjnych jest lojalna wobec prezesa, a samo PiS, bez Kaczyńskiego na pierwszej linii nie będzie już tą samą partią. Drugie jest ryzykowne. Większość z tych, którzy popierają program partii, ale nie działania prezesa, nie ma na tyle wiary we własne siły, a przede wszystkim odwagi,  by zacząć działać po swojemu. Nawet jeśli to ‘po swojemu’ miałoby gwarantować sukces nowej partii.

A co na to sam krytykowany? Kaczyński nie wypowiada się w tej kwestii, od tego ma ‘swoich’. Błaszczak uważa, że:

Mamy do czynienia z błędną analizą pana Migalskiego, która pozostawia wiele do życzenia. Nie należy się spodziewać, aby prezes PiS odpowiadał na tego rodzaju list, bowiem w Polsce nie ma zwyczaju, aby lider partii politycznej korespondował z komentatorami politycznymi.

W sumie można przyjąć, że są to słowa samego prezesa, gdyż nie słyszymy żadnych argumentów popierających założenia błędnej analizy. Faktem jest natomiast, że prezes cieszy się wieloma przywilejami, zatem także tym, że odpowiadać na jakiekolwiek zarzuty nie musi – co zresztą nie raz udowodnił.

Również poseł Dera nie podziela zdania Migalskiego

Ten list był zupełnie niepotrzebny. Jeżeli Marek Migalski chce rozmawiać na temat zmian w partii, to powinien najpierw wstąpić do PiS, a nie na forum publicznym rozmawiać o sprawach, które dotyczą spraw wewnętrznych partii. Tak politycy nie powinni robić i takie zachowanie mi się nie podoba.

Tu słuszności wypowiedzi trudno odmówić. List został ‘wysłany’ nie tak jak powinien, Migalski nie jest członkiem PiS. Jednakże jego krytyka nie dotyczyła tylko i wyłącznie spraw wewnętrznych partii. Krytyka dotyczyła działań prezesa, które nie tylko w ocenie Migalskiego (patrz: malejące poparcie dla PiS w różnych sondażach) nie prowadzą do niczego dobrego.

Jednym słowem list Migalskiego nie wywołał dyskusji, o jakiej autor myślał. Z drugiej strony i sam Migalski nie odniósł się do komentarzy na swoim blogu, nie podjął dyskusji w ogóle. Wychodzi na to, że Migalski rzucił kamieniem tylko po to, by sprawdzić jak daleko poleci. No to poleciał kamyk, uderzył o ziemię i nikt ani tego dobrze nie zobaczył, ani nie usłyszał.

Migalski kolejny raz pojawił się i zniknął. Nie było echa, nie było rozgłosu. Prezes nad bystrość i błyskotliwość członków swojej partii stawia lojalność. Lojalności w tym nie ma. Pozostaje wierzyć, że jest zdrowy rozsądek. Być może jednak uda się zebrać tych, którzy inaczej widzą politykę prawicowej partii i pojawi się kolejna alternatywa. Może pojawi się możliwość, by oddać głos na PiS, ale przeciwko agresywnej polityce Kaczyńskiego; nikt nie będzie mówił „musiałem zagłosować na PO”. Przecież nikt nas do niczego nie zmusza – ani głosowania na partię, której nie popieramy, ani do popierania działań niezgodnych z naszym sumieniem.

Justyna Frankel

  • Share/Bookmark

Skomentuj