Plucia Niesiołowskiego mizerne konsekwencje
Tagi: Jarosław Kaczyński, pomówienie, Sąd Apelacyjny, Stefan Niesiołowski, wypowiedź publiczna, wyrok
http://ballyhooligan.files.wordpress.com/2009/07/spitting_sign.jpg
Ważne punkty w grze medialnej między PiS a PO. Stefan Niesiołowski nie musi przepraszać Jarosława Kaczyńskiego za sugestie na temat wpływu prezesa PiS-u na wydanie książki „SB a Lech Wałęsa” – tak orzekł Sąd Apelacyjny. Wyrok jest prawomocny, ale…
…czy dobry ze względu na standardy komunikacji politycznej w Polsce? Raczej nie.
Sąd Apelacyjny stwierdził, że Kaczyński błędnie odczytał wypowiedź Niesiołowskiego, ponieważ potraktował ją dosłownie. Ciekawe. Dosłowne bądź niedosłowne rozumienie wypowiedzi to problematyka dość miękka jak na orzeczenia sądowe. Nie ma niczego dziwnego w orzekaniu przez sąd czy wypowiedź, ze względu na jej treść i formę, łamie prawo, jest jednak coś dziwnego w wyroku sądu, który wyznacza ramy interpretacji wypowiedzi wskazując, czy należy ją w danym przypadku odczytywać dosłownie czy metaforycznie.
Sąd argumentuje w tym przypadku:
Istotnie, wypowiedzi powoda mogły sugerować, że książka powstała jako „polityczny obstalunek”, nie można ich jednak odczytywać dosłownie, kierując się definicjami słownikowymi. Należy wziąć pod uwagę, że była to swobodna wypowiedź.
Sędziowie uznali zatem, że Niesiołowski wyrażał opinię w sposób dopuszczalny w ramach debaty publicznej. Rozmył tym samym granice między dopuszczalnymi i niedopuszczalnymi formami wypowiedzi publicznych. Zawsze przecież można powiedzieć, że dowolna, nawet najbardziej obraźliwa wypowiedź, winna być odczytywana niedosłownie.
Jakie są tego rozmycia konsekwencje? Brak granic oznacza brak reguł gry. Można powiedzieć wszystko, zawsze i każdemu a potem powiedzieć, że miało się coś innego na myśli niż się adresatowi wydaje. Komunikacja polityczna staje się dzięki temu bliższa standardom typowym dla barowych przepychanek. Nie ma w tym miejscu większego znaczenia czy Kaczyński miał wpływ na wydanie owej książki, czy nie. Liczy się jedynie fakt, że można rzucić w przestrzeń publiczną niczym nie poparte oskarżenie i nie ponosić z tego tytułu konsekwencji.
Rafał Garpiel

Nic nowego. Swego czasu Romaszewski bronił działaczy Ligi Republikańskiej, którzy stanęli przed sądem za ubliżanie urzędującemu prezydentowi (Kwaśniewskiemu) mówiąc, że to się mieści w tamach „dopuszczalnej ekspresji walki politycznej”. Tak więc, nie sąd i nie sprawa Niesioła sprowadziła polska dysputę do poziomu rynsztoka.