No co też Jadzia…?!
Tagi: Kaczyński, marketing polityczny, Mazowsze, Nowosądeczczyzna, Pomorze, Staniszkis
rys. Jerzy Łukaszewski
Słynny już okrzyk znękanego przedziwnymi wypowiedziami pani Staniszkis profesora Krzemińskiego był tyleż zabawny, co prawdziwy. Rzadko się zdarza, by pracownicy naukowi tak osobiście reagowali na to, co słyszą. Panie profesorze Krzemiński! A co my mamy powiedzieć?!
Niezawodna pani profesor (socjologii, trzeba to podkreślić, bo ważne) raczy internautów co tydzień swymi nietuzinkowymi przemyśleniami. Można o nich powiedzieć wszystko, prócz jednej rzeczy: że są nudne. Wprawdzie zaangażowanie polityczne po jednej stronie nieco spłyciło w ostatnich czasach zwykłą głębię jej myśli, a naturalna u pani profesor subtelność ustępuje od czasu do czasu tępemu obuchowi, którym wiotka niewiasta usiłuje zadawać ciosy, ale przecież jest to wciąż ta sama pani Jadwiga Staniszkis, legenda opozycji, odznaczająca się nie tylko odwagą osobistą w świecie realnym, ale także bez lęku wypływająca na sztormowe wody na poły filozoficznych dywagacji. Gdyby nie owo zaangażowanie, może i można by jej wybaczyć zapuszczanie się w strony dla niej obce bez mapy i kompasu. Ale nie można. Jeśli bowiem pani profesor zaczyna posługiwać się historią nie tyle w sposób dowolny, co podporządkowany bieżącemu celowi politycznemu, to jest to nic innego, jak nadużycie. Jedyna alternatywa, to to, że pani Staniszkis nie wie, co mówi, ale któż by ją o to posądził?
Nie tak dawno zabrała nas na wędrówkę w poszukiwaniu „prawdziwej Polski”. Nie znalazła jej na Pomorzu.
na Pomorzu Zachodnim wciąć czuje się junkierskość, militaryzm i resztki instytucji kapitalistycznego rolnictwa,
ani na wschodzie
na Wschodzie (z Mazowszem włącznie) widać ślady koszarowo-biurokratycznych wpływów Rosji.
ale znalazła w końcu
Ale jest też Nowosądeczczyzna [...] Tu czuje się bowiem, czym mogła być Europa Środkowa. Nie – peryferyjność zdominowana przez sąsiadujące imperia, ale wielość równorzędnych centrów administracyjnych, kulturowych, religijnych, etnicznych, z których żadne nie jest w stanie zapanować nad pozostałymi.
Chciałoby się zapytać, czy kwalifikacja tych terenów, jako „prawdziwej Polski nastąpiła dlatego, że wygrywa tam Jarosław Kaczyński, czy też wygrywa dlatego, że tam jest „Polska”? Chronologia miałaby znaczenie kluczowe dla odpowiedzi, jak sądzę.
Historiozofia pani Staniszkis jest w ogóle dość oryginalna. Pisze np.
jest jeszcze coś, co stanowi dla mnie sekretny (i dorównujący pięknem temu do Santiago de Compostela) szlak pielgrzymek. To łańcuch cysterskich klasztorów i kościołów od Pelplina (okolice Stargardu Gdańskiego), przez Kołbacz (Stargard Szczeciński) do Cedyni [...] To też ślad, czym mogliśmy być, i byliśmy – bodaj bardziej, niż dzisiaj. Jest to bowiem pozostałość prób powiązania nas z Zachodem (w XII i XIII wieku) przez kulturę i filozofię (cystersi mają korzenie we Francji). Ten symboliczny łańcuch [...] został jednak wyparty w XIV wieku przez zamki krzyżackie. To był już inny Zachód i inna, podległa, nasza w nim rola.
No i teraz mam problem: wyjaśnić pani profesor, że z tą „podległą rolą” to trochę nie tak? Powiedzieć, że okres, w którym wyrastały krzyżackie zamki był tym, w którym rosła potęga i znaczenie naszego kraju? Czy nie naruszać piękna obrazu, jaki sobie stworzyła? Bo nie da się ukryć, że obraz przepełniony jest pięknem umysłu pani profesor. Przynajmniej tak się wydaje, dopóki po tych wzniosłych westchnieniach nad historią, nie kończy zdaniem
tamte ślady, podobnie jak Nowosądecczyzna, wciąż są świadectwem istnienia alternatywy – silnej, dumnej, równoprawnej, myślącej Polski. Innej, niż ta z dzisiejszej, klientelistycznej geopolityki PO.
Amen. I wszystko jasne. To znaczy – ciemne.
Dla zniesmaczonych tak przyziemnym wykorzystaniem darów ducha, pani profesor przygotowała prezent w kolejnym felietonie. Pytana, czy Lech Kaczyński zasłużył na pomnik odpowiada
Zasłużył jako polityk, który tak zginął. Gdyby nie zginął, po zakończeniu kadencji nie byłoby żadnego powodu, żeby mu stawiać pomnik.
Jeśli pani profesor chciała przez to powiedzieć, iż są politycy, którzy najlepsze, co mogą zrobić dla kraju to zginąć, to boję się, że może nam zabraknąć brązu na pomniki. Ale zaprzeczyć, przez grzeczność nie zaprzeczę. I z niecierpliwością czekam na dalsze odkrycia.
Jerzy Łukaszewski

Ilekroc czytam pania (nie wnikam w profesorskie tytuly, ktorych w renesansie nie znano, ba nawet Sokrates sie nie mianowal tytulami robi mnie sie smutno, tak po prostu po ludzku smutno. Jesli profesorowie pisza,mowia nonsensy, jak sie dziwic tym z Krakowskiego, ktorzy nogami chca „wydeptac pomnik”. jakze ci ludzie krzywdza pamiec zmarlego. Ale skoro ludzie z tytulami plota „trzy po trzy” na forum publicznym nie trzeba sie dziwic szaraqczkom. Wszak noz widelec „zobacza ich w telewizorni”.
przepraszam za bledy literowe