Kto się ubrał w ornat?

Tagi: , , , , ,

Kto się ubrał w ornat? Niemiecka satyra antykatolicka z XVIw.

Polska komunikacja międzyludzka doszła już do takiego stanu, że na dobrą sprawę, moglibyśmy przestać w ogóle ze sobą rozmawiać. I tak się nie dogadamy. Problem w tym, że ew. alternatywy też nie za bardzo się nam uśmiechają.

Od czasu wybuchu konfliktu o krzyż wiele osób publicznych wypowiadało się na temat ew. udziału Kościoła w rozwiązaniu problemu.  Najnowsza wypowiedź pochodzi z ust Leszka Millera

Według byłego premiera, protestujący wokół krzyża zamienili się w sektę religijną, która działa na niekorzyść Kościoła.

Trudno nie przyznać racji, zwłaszcza gdy po wypowiedział arcybiskupa Nycza i prymasa Kowalczyka z „obozu obrońców” poleciały niezbyt przychylne (łagodnie mówiąc) słowa na ich temat.  Niemal od początku większość komentatorów twierdzi, że Kościół na całej sprawie straci. Kościół, który bez pomocy państwowych pałek i kodeksu karnego nie potrafi sobie poradzić z garstką ponoć „wiernych”, to Kościół bez autorytetu, bez mocy, bez szacunku. Nie czas dywagować, dlaczego tak jest. Czy owocują lata skupienia się na pozyskiwaniu (pod nazwą „odzyskiwanie”) dóbr materialnych, a zaniedbania pracy właściwej organizacji religijnej? W dużej mierze tak. Jednak podstawową przyczyną jest widoczny coraz bardziej podział polskiego Kościoła. W czasie bowiem, gdy na Jasnej Górze prymas, wydawałoby się, jednoznacznie określił swoje stanowisko wobec problemu krzyża, jeden z liderów nurtu „odzyskiwawczego”, biskup gdański Głódź grzmiał

- Tych wielkich powinności wobec tamtych ofiar nie da się zbyć arogancją, odseparowaniem się od odczuć tysięcy, kordonem służb porządkowych i barierek, pospiesznie wykonaną tablicą, odsłonięciem bez tych, którzy powinni w nim uczestniczyć: rodzin ofiar, uczestników narodowego czuwania. Nie da się zbyć oschłością serc, nie da się zbyć przekreśleniem lekcji krzyża -

Oczywiście, biskup Głódź wypowiada się „w imieniu narodu”, który dał mu po temu stosowną legitymację. Jeszcze ciekawiej zachowuje się biskup Dzięga, który „twórczo zinterpretował” słowa prymasa i metropolity warszawskiego.

zalecam spokojne przestudiowanie tekstu Oświadczenia Prezydium Konferencji Episkopatu Polski i Księdza Arcybiskupa Metropolity Warszawskiego na temat sytuacji na Krakowskim Przedmieściu. W tym oświadczeniu są bardzo głębokie i słuszne obserwacje oraz uwagi ważne dla polityków i dla wszystkich wiernych, a jednocześnie jest tam zawarte pełne zaufanie do wiernych świeckich, że prawidłowo odczytają kolejne sytuacje i prawidłowo zareagują.

Kompletne rozmydlenie dość jasnego przekazu prymasa, które tym samym traci swoją siłę.  Udawanie, że nie zna się podłoża konfliktu, dla innych widocznego gołym okiem. Po co? czyżby po to, by szkodzić Kościołowi? Nie sądzę. To raczej metoda na zapewnienie sobie korzyści w przyszłości, poprzez „obstawienie” obu stron. Ktokolwiek wygra, zawsze będzie koło niego jakiś biskup i Kościół z czystym sumieniem będzie mógł powiedzieć: „byliśmy po słusznej stronie”. Patrzeć i podziwiać!

Jerzy Łukaszewski

  • Share/Bookmark

Skomentuj