Kolejna odsłona
Tagi: Grzegorz Napieralski, kościół, krzyż, marketing polityczny, neutralność, państwo, Pałac prezydencki, Polska, wiara
http://sphotos.ak.fbcdn.net/hphotos-ak-snc4/hs238.snc4/39250_418838989365_114368419365_4884439_7197602_n.jpg
Gdyby każdy gorliwy katolik biorący udział w sporze o krzyż, przestrzegałby zasad swojej wiary sporu de facto by nie było. Kościół pozwolił, by jego symbol został wykorzystany w brudnej grze politycznej. Państwo ugięło się pod presją ‘wierzących’, by zlekceważyć tych, którzy wierzą, ale niekoniecznie w Boga.
Jarosław Kaczyński zaangażował się w obronę symbolu religijnego, obrazującego pamięć o zmarłych tragicznie w katastrofie TU-154. W drugim narożniku Grzegorz Napieralski broniący świeckości państwa. Najpierw list do prezydenta, petycje w Internecie, nawoływania via Facebook i Twitter.
Ostatnie wydarzenia pod Pałacem Prezydenckim dowiodły słabości państwa. Dowiodły, że religia wkracza bardzo mocno w kompetencje państwa i zagraża jego neutralności światopoglądowej.
Napieralski albo ma krótką i wybiórczą pamięć, albo nie bardzo kojarzy fakty z życia politycznego swojej partii. To SLD podpisało konkordat, to SLD z powodu mocnej ingerencji kościoła w sprawy państwa nie mogła np. uchwalić ustawy antyaborcyjnej w takiej formie, w jakiej ją przygotowała. Ostatnie wydarzenia najwyżej ukazują to, jak Polacy potrafią walczyć między sobą o słuszność swoich poglądów, niekoniecznie religijnych.
Pałac Prezydencki jest dla Polaków symbolem. Symbolem władzy, demokracji, obrony praw mniejszości. I właśnie tam dochodzi do scen agresji. Okazało się, że państwo jest na tyle słabe, że nie potrafi zapewnić, by ten symbol demokracji był dla wszystkich.
Państwo pozwoliło na to, by krzyż stanął w tym miejscu. Państwo pozwoliło, by tysiące ludzi mogło w tym miejscu oddać cześć tym, którzy zginęli w katastrofie TU-154. Państwo pozwoliło, by krzyż, symbol ukrzyżowania Chrystusa stał się symbolem pamięci de facto prezydenta Kaczyńskiego. Państwo pozwoliło, by ktoś pod tym krzyżem sprzeciwił się jego przeniesieniu. Tak. Państwo jest słabe, ulega naciskom swoich obywateli. A obywatele – w ilości siła – wykorzystują to przy każdej możliwej okazji. Państwo pozwala na strajki i palenie opon na ulicach, blokowanie ulic, dlaczego miałoby zabronić manifestacji poglądów, również religijnych?
W wielu sytuacjach dochodziło do ingerencji jednego tylko wyznania. Największy żal mam do polityków, bo wielu z nich wykorzystywało religię i symbole religijne do walki politycznej. To spotęgowało wydarzenia przed pałacem.
Dwa razy tak. Ingerowało zawsze wyznanie rzymskokatolickie, wszak jesteśmy narodem tego wyznania. To, że pewnie sprawy by się miały inaczej, gdyby wprowadzony został podatek kościelny, to już inna bajka. Trudno nie wykorzystywać symbolu krzyża w walce politycznej, skoro wielu wierzących jest bardzo czułych na jakiekolwiek zabiegi związane z tym symbolem.
[…] obywatele powinni zrozumieć, że Polska jest dla wszystkich. Także dla ludzi niewierzących i wyznawców innych religii.
Ależ obywatele to rozumieją. Jednak ktoś (lewica) pozwolił na to, by kościół stał się integralną częścią państwa.
Lepiej, by nikt nie stawiał krzyży w miejscach do tego nieprzeznaczonych i lepiej, żeby nikt nie profanował krzyży. Są miejsca kultu, gdzie państwo nie powinno ingerować, i są instytucje państwowe, które muszą być neutralne. To akurat jest zagrożone.
Idąc dalej. Spór o krzyż to również spory toczące się wokół meczetów. Niby jesteśmy narodem tolerancyjnym, to jednak tolerancja nasza maleje, gdy napotykamy coś czego nie rozumiemy, lub coś co nam się nie podoba – choć najczęściej też jest to wynikiem niewiedzy.
My konsekwentnie od dłuższego czasu mówimy o rozdziale Kościoła od państwa. Gdyby obowiązywały u nas europejskie standardy, nie mielibyśmy dzisiaj tego problemu.
Może warto było jednak nie podpisywać konkordatu?
Kościół nie powinien brać udziału w polityce państwa z bardzo prostej przyczyny. O tym, kto będzie decydował o polityce naszego kraju decydujemy my, naród w wyborach powszechnych. Przedstawicieli kościoła nikt nie wybiera. Kościół z demokracją ma niewiele wspólnego. Kościół ma swoje problemy, państwo swoje.
Zatem może niech kościół przestanie się zasłaniać ilością wyznawców. Niech premier Tusk zostawi podatki w spokoju, a zlikwiduje fundusz kościelny wprowadzając na to miejsce podatek kościelny. Niech Kościół utrzymuje się tylko z wierzących, a kieszenie innych wyznawców i ateistów zostawi w spokoju. Nikt nie wyobraża sobie np. gwiazdy Dawida na ścianie urzędu, zatem może przenieśmy krzyż, jak każdy inny symbol religijny do miejsca mu należnego. Niech religia pozostanie w świątyniach, a o narodzie nie będzie decydował ktoś, kto ma prawo głosu z racji przyjętych święceń, a ktoś kogo naród wskazał, by mówił w jego imieniu.
Cytaty pochodzą z wywiadu udzielonego przez Grzegorza Napieralskiego dla „Rzeczpospolita” – „Religia zagraża neutralności państwa„
Justyna Frankel

Płacenie za to, że sie jest katolikim to już ostra przesada…wprowadźmy od razu spowiedź przez internet…!
Dlaczego za to, by katolik mógł ‘praktykować’ swoją wiarę płacić mają osoby innego wyznania, bo tak jest w sytuacji, gdy to państwo sponsoruje kościół? Podatek kościelny pozwoliłby na weryfikację liczby katolików w kraju oraz na zaoszczędzenie w budżecie znacznej kwoty.
No i zweryfikowałoby wiele mitów, którymi się szermuje na prawo i lewo. katolicy mieliby z tego taki zysk, że odpadłyby im opłaty „co łaska”. Coś za coś.
…i sami sobie odpowiadacie na pytanie dlaczego tego podatku jeszcze nie wprowadzono. Nawet chyba sam „Polski Kler” by się na to nie zgodził
)