Piknik pod wiszącą skałą

Tagi: , , , , ,

Piknik pod wiszącą skałą fot. Jerzy Łukaszewski

Polska ma różne twarze. Ta prawda nie zawsze dociera do tzw. elit, a jeszcze rzadziej do mediów. Ta twarz, która pokazała się w nocy pod pałacem prezydenckim zaskoczyła wielu komentatorów. Teraz muszą pomyśleć, czy można ją do czegoś wykorzystać.

Zainicjowana na Facebooku „Akcja Krzyż” mogła zaskoczyć. Oczekiwana, jako szatańska walka z chrześcijaństwem, jako wyraz politycznej manipulacji wrogów Polski, czy wreszcie jako niebezpieczne zgromadzenie kryminalistów szkolonych przez Owsiaka, okazała się happeningiem, które to słowo z trudem i wyraźnym obrzydzeniem przechodziło przez usta zebranych w studiach telewizyjnych gości. Dziwne, bo od samego początku mówiono wprost

Gadżety, kostiumy, i transparenty wile widziane. Żadnych flag i symboli narodowych ! Chcieli cyrk to go zobaczą ! Weźcie też siatki jednorazówki aby posprzątać po sobie !

Politycy i komentatorzy polityczni przyzwyczajeni do szukania ukrytych (niecnych, rzecz jasna) intencji i wrogich inspiracji, najwyraźniej nie uwierzyli organizatorom. Medialne hieny zawzięcie węszyły za krwią. Każdy gwałtowniejszy ruch w tłumie witany był z nieukrywaną nadzieją, a o ew. możliwość wystąpienia incydentów i ofiar pytany był namolnie każdy kolejny rozmówca. Wodzący nawiedzonym wzrokiem po ulicy ks. Małkowski dawał nadzieję twierdząc, że to co się dzieje na Krakowskim Przedmieściu

jest gorsze, niż stan wojenny, To wojna.

Wojna objawiła się m.in. chóralnym śpiewem „Szła dzieweczka do laseczka”, meczem piłki plażowej, pokazem jakiegoś tańca z rowerami i innymi tego typu „aktami agresji”. Narodowi wieszcze zostali zwyczajnie ośmieszeni.  A miało być tak dobrze. Ośrodki badania opinii społecznych, tak bardzo skompromitowane podczas wyborów, postanowiły skompromitować się jeszcze bardziej. Wyniki sondaży, ewidentnie zależne od zamawiającego, pokazały całą śmieszność pracy socjologów z bożej łaski, ale także polityków, którzy tymi sondażami kierują się w budowaniu swojego wizerunku.

Żałośnie śmieszni okazali się politycy, którzy, jak marszałek Romaszewski pytali oskarżycielsko

kto i na jakiej podstawie wydał zezwolenie” na „demonstrację przeciwników krzyża”. – Zgoda została udzielona, mimo iż wniosek zawierał sprzeczne z właściwą ustawą zastrzeżenie, że organizator nie przyjmuje odpowiedzialności za pokojowy przebieg demonstracji [...] zapowiedź, że uczestnicy podejmą próbę przeniesienia krzyża do kaplicy kościoła św. Anny, stanowi „jawną zapowiedź prowokacji”.

co z jednej strony świadczyło, że marszałek o wniosku słyszał, ale go na oczy nie widział (nie zawierał on  przypisywanych mu stwierdzeń), a z drugiej strony poddawało w wątpliwość jego drogę życiową, bo ponoć walczył właśnie o wolność wyrażania opinii przez obywateli. O wniosku do prokuratury złożonym przez posła Macierewicza przez litość nie wspomnę.

Komentujący w TVP1 demonstrację prof. Grosfeld był wyraźnie zniesmaczony, co tłumaczył faktem, iż

nie jest to teraz najważniejszy problem naszego kraju.

Jak na politologa  dość zaskakujące spostrzeżenie. Profesor politologii nie dostrzegł, że oto ujawniła się na ulicach nowa Polska. Polska inna od tej nieustannie lansowanej w mediach, inna od schematów i sztampy, w jaką wtłaczają z lubością nasze życie społeczne samozwańczy mojżesze i guru. Polska, która pokazała, że ma ich po prostu w nosie, że nic dla niej nie znaczą ich dęte na siłę autorytety. Na ulicy pokazała się Polska nowego pokolenia, Polska nie obciążona wiecznym cierpiętnictwem, tradycyjnym umiłowaniem męczeństwa i szacunkiem wymuszanym przez definicje. Myślę, że może i nie wszyscy uczestnicy tej demonstracji zdawali sobie sprawę do końca z tego, w czym uczestniczą. Wystarczyło jednak widzieć, jak przeciwnicy pozostania krzyża kłócili się w pokojowej atmosferze z jego zwolennikami i to stojąc obok siebie, by garstka oddzielona od reszty pod samym krzyżem wydała się jeszcze bardziej przybyszami z innej planety, niż dotąd. Uczestnicy „pikniku” nawet do nich specjalne się nie odzywali. Bo i po co?

Dziś politycy będą gorączkowo poszukiwać jakiejś formuły, jakiejś szufladki, w którą dla własnej wygody trzeba będzie tę demonstrację upchnąć. Próżny trud. W perspektywie kilku lat wygrają ci, którzy zechcą spojrzeć na  nową Polskę taką, jaka jest i nauczą się z nią rozmawiać. Dziś nie potrafią.

Jerzy Łukaszewski

  • Share/Bookmark

Skomentuj