Co ślina na język przyniesie?

Tagi: , , , , , , , , , ,

Co ślina na język przyniesie?

Mówienie tego co ślina na język przyniesie przez bardzo długi okres było domeną, czy też znakiem rozpoznawczym Lecha Wałęsy. Po wielu latach społeczeństwo się przyzwyczaiło do takiej formy wypowiedzi. Jeszcze w trakcie prawyborów w PO mogliśmy zaobserwować, że Bronisław Komorowski ma podobne zapędy; nikt nie spodziewał się, że takowe posiada również Jarosław Kaczyński.

I słusznie. Jarosław Kaczyński doskonale wie co i kiedy ma powiedzieć. Tylko przez chwilę może się wydawać, że jego wypowiedzi są chaotyczne i nieprzemyślane. W piątek na stronie pisorg opublikowany został wywiad z prezesem, stanowiący niejako odpowiedź na artykuł Pawła Lisickiego, redaktora „Rzeczpospolita”.

Różnych rzeczy się spodziewałem, tylko nie tego, że ktoś uzna, że to ja jestem przede wszystkim odpowiedzialny za to niebezpieczeństwo, które wywołał swoimi działaniami pan Komorowski, że ktoś o to mnie oskarży. Mogę tylko jeszcze dodać, że to ja przestrzegałem przed możliwymi konsekwencjami usunięcia krzyża, kiedy ta sprawa stanęła.

Jarosław Kaczyński obarcza odpowiedzialnością Bronisława Komorowskiego za to, że pod krzyżem pojawili się jego obrońcy. Zapomina jednak, że obrońcy ci pojawili się w odpowiedzi na jego słowa wyrażające oburzenie decyzją prezydenta. Zapomina także, że nikt nie chce tego krzyża spalić, pociąć, wyrzucić na śmietnik, a jedynie przenieść do świątyni, miejsca odpowiedniego na taki symbol. Czym zatem jest zapateryzm?

To jest dokładnie to samo, co głosili w Polsce komuniści na pierwszym etapie walki z Kościołem. Później w ogóle Kościoła miało nie być. Ale proszę zwrócić uwagę, że komuniści w PRL nie zdobyli się na zaatakowanie na przykład krzyży przydrożnych. Na taką odwagę zdobył się tylko obrońca Wojskowych Służb Informacyjnych prezydent Komorowski.

Zacznijmy od tego, że choć Kościół otrzymał możliwość mieszania się w politykę od prawicy, która doszła do władzy po zmianach w 1989 roku, to jednak konkordat podpisała lewica, jakby nie patrzeć kojarzona tylko i wyłącznie z komuną. Zatem o jakim spychaniu kościoła w nicość prezes mówi? Warto także zwrócić uwagę na krzyże przydrożne. Owszem. Są to małe krzyże, często w rowach, na drzewach, tam gdzie skończyło się czyjeś życie. Krzyż o którym ostatnio mowa jest wysoki na kilka metrów i stoi przed siedzibą prezydenta. Jest to dość istotna różnica.

Podkreśliliśmy w naszym oświadczeniu, że prezydent Komorowski ma oczywiście prawo do dysponowania swoim pałacem. […] Przede wszystkim jednak nie można zapominać, o co w tym wszystkim naprawdę chodzi. Chodzi o to, by nie powstał pomnik, pomnik, który siła rzeczy będzie pomnikiem Lecha Kaczyńskiego, a pamięci o Lechu Kaczyńskim obecna władza boi się jak diabeł święconej wody. Boi się, bo Lech Kaczyński uosabiał to wszystko, czego zaprzeczeniem ona jest, czyli suwerennej, demokratycznej i sprawiedliwej w swoich stosunkach społecznych Polski.

Pamięć prezesa jest dość wybiórcza, co nowością żadną nie jest. Prezydent Kaczyński cieszył się najsłabszym poparciem wśród narodu. Wałęsie nie dana została druga szansa. Otrzymał ją natomiast Kwaśniewski, kandydat lewicowy, który jednak potrafił swoim postępowaniem przekonać naród, że jest prezydentem narodu a nie swojej partii. Nie ma co się oszukiwać, Kaczyński nie umiał ani tego pokazać, ani wmówić – w rzeczywistości cały czas był tak związany ze swoim bratem, że praktycznie z partią, którą brat utworzył i reprezentował. Idąc  jednak logiką prezesa, nie stoi on w obronie symbolu krzyża, pamięci ofiar, a w obronie pamięci i pomnika swojego brata, jakby to miał być jego pomnik.

Natomiast jeśli chodzi o Pałac Prezydencki, to uważamy, że jest to jak najbardziej właściwe miejsce na postawienie pomnika, mającego uczcić pamięć o Lechu Kaczyńskim, jego małżonce i pozostałych ofiarach katastrofy. Jest to pogląd nie tylko nasz, ale również bardzo dużej części Polaków i dlatego należy poważnie brać go pod uwagę.

Zatem zróbmy referendum. Skończmy ten cyrk pod krzyżem, pod Pałacem Prezydenckim. Niech społeczeństwo zadecyduje. Niech wyznacznikiem tego, czego chce naród nie będzie zbiorowisko fanatyków Jarosława Kaczyńskiego i narwańców, którzy pod krzyżem robią libacje alkoholowe tylko i wyłącznie w celu zamanifestowania swojego sprzeciwu wobec prezesa.

Ostatnie wypowiedzi Jarosława Kaczyńskiego, jego manifest i sprzeciw wobec prezydenta oraz brak akceptacji wyników wyborów świadczy o nim jak nigdy wcześniej. Mamy oto człowieka, który obraził się na swojego prezydenta, człowieka, który obraża wyborców, dając do zrozumienia, że głupio zrobili oddając głos na Komorowskiego. Partia człowieka, tak uparcie walczącego z władzą inną niż jego będzie startowała w wyborach parlamentarnych. Człowiek ten, przepełniony goryczą, żalem i nienawiścią będzie aspirował do fotela premiera. Warto się nad tym zastanowić, gdyż taki Castro dla przykładu, na marginesie: też prawnik, zaczynał od walki z dyktaturą, walki ze złym systemem politycznym, złą władzą, a sam jako dyktator skończył.

Cytaty pochodzą z wywiadu udzielonego przez Jarosława Kaczyńskiego, opublikowanego na stronie internetowej PiS.

Justyna Frankel

  • Share/Bookmark

Jeden komentarz do “Co ślina na język przyniesie?”

  1. nektaryna

    Co ślina na język przyniesie? Np. apel-wezwanie do JarKa: Nie bij Bronka, bo się spocisz!

Skomentuj