„Do krwi ostatniej kropli z żył…”
Tagi: język, Komorowski, krzyż, marketing polityczny, Palikot, rzeczywistość, Szczuka
http://www.flickr.com/photos/bonniewoodson/3464989828/
Czy może być normalnym kraj, w którym od czasu do czasu i to bez specjalnego entuzjazmu obejdzie się jakąś tam rocznicę sukcesu, za to solennie i regularnie obchodzi się jubileusz każdej możliwej klęski? I czy widział ktoś miejsce jakiejś klęski, nad którym nie krążyłyby kruki, wrony, sępy? Pytanie tylko pozornie odbiega od charakteru naszego portalu.
Dzisiejszy gorący temat, czyli przeniesienie krzyża spod pałacu prezydenckiego do kościoła jest przykładem na coraz większe problemy z komunikacją międzyludzką w Polsce.
Teoretycznie sprawa jest prosta i oczywista. W sytuacjach nadzwyczajnych, prawo, które wymaga przejścia przez określone papierkowe procedury dla uzyskania zgody na postawienie czegokolwiek w przestrzeni zarządzanej przez jednostkę administracji publicznej, z przyczyn oczywistych (np. czasowych) przymyka oko. Taką sytuację nadzwyczajną mieliśmy po 10 kwietnia.
A potem zaczęło się.
Przy krzyżu postawionym przez harcerzy w odruchu serca pojawili się „spóźnieni rewolucjoniści”, typ znany już w najnowszej historii Polski. To ci sami, którzy dziś tak bezkompromisowo „walczą z komuną”, mimo iż ich wiek wskazuje, że mogli to z powodzeniem robić 20 i 30 lat temu. A nie robili.
Doszli także ci, którzy wychowani na cierpiętniczych wzorach historycznych odczuwają natrętne pragnienie męczeństwa, przynajmniej pozornego, takiego na pokaz. To ci sami, którzy dziś w ramach Rodzin Radia Maryja „są prześladowani” przez … (wstawić dowolne elementy pararzeczywistości).
Być może ludzie ci są naiwni, być może naprawdę skrzywdzeni przez nową polską rzeczywistość, być może nie potrafią sobie dać rady z nowymi problemami, przed jakimi stanął człowiek w wolnej Polsce. Jednak oni są autentyczni, przepojeni głęboką wiarą w to co robią i mówią. I tu właśnie zaczyna się problem. Nie chodzi bowiem o przypadek krzyża i jego przeniesienie. Chodzi o to, że ci ludzie są wśród nas i wśród nas pozostaną. Musimy się ze sobą komunikować. Jak? Jeśli przedstawiciel ad hoc powołanego ruchu obrońców krzyża mówi
Nie jestem w stanie wpływać na nastroje. Prawdopodobnie obejdzie się bez rozlewu krwi, ale ludziom nie można zabronić krzyczeć i demonstrować przywiązania do krzyża.
to widzimy, że nie da się dotrzeć do tych ludzi w sposób racjonalny i wykazać, że nikt w Polsce krzyża jako takiego nie prześladuje i nie ma do tego powodu. Taka argumentacja nie przekona nikogo żyjącego w rzeczywistości alternatywnej.
Jeśli zaś ów pan dodaje
Prawo niestety nie będzie przekroczone, ale ludzie nie będą reagowali z pokorą
To „niestety” mówi wszystko. Ideałem byłaby sytuacja, gdyby to służby państwowe przekraczały prawo. „Niestety”, tak nie jest.
Po drugiej stronie barykady stoją ci, którzy chcą, by przestrzegano Konstytucji i zawartej w niej zasady, iż Polska jest państwem świeckim. Tylko czy oni potrafią nawiązać jakiś dialog z „obrońcami krzyża”. Jakoś tego nie widać. Poseł Palikot próbuje od strony prawnej wskazując, iż pod pozorem obrony krzyża popełniane są przestępstwa określone w KK.
Notorycznie padają antysemickie wyzwiska typu: „Wy Żydzi”, „Do gazu z wami”, „Sprzedawcy” czy inne jak „Ruscy”, „Przyjaciele Ruskich i Niemców”, „Sprzedawcy Polski”, „Niepolacy”, „Zdrajcy” itd.
Poseł Palikot zapomina, że prawo obowiązuje w jego rzeczywistości. Oni żyją w innej i stan ten potwierdzi naukowo każdy psycholog. Tędy się do tych ludzi nie dotrze.
Na pewno też nie zrobi tego zapomniana nieco ostatnio Kazimiera Szczuka, która pyta
- Czy każdy w Polsce może sieknąć krzyż i jest on nieusuwalny?
Ten pełen nieukrywanej pogardy ton nie świadczy najlepiej o kulturze pani, która ma ambicje kreować jej wzorce i na pewno nie przekona „przeciwnika”, wręcz przeciwnie, dostarczy mu argumentów na to, że racja jest po jego stronie. Źle użyty język zawsze przynosi skutek odwrotny.
Pobojowisko nie byłoby kompletne, gdyby nie pojawiły się na nim sępy. Wiadomo, że tego rodzaju sytuację będzie ktoś chciał wykorzystać dla własnych celów, jak najbardziej przyziemnych, osadzonych w naszej rzeczywistości. W tym celu będzie używał języka dostosowanego do „obrońców”, by zostać przez nich postrzeżony, jako siła sojusznicza. Partia polityczna, która de facto nawołuje do łamania prawa udając, że sedno konfliktu leży gdzie indziej, niż to jest naprawdę. Władze PiS oświadczyły niedawno
Nie kwestionując prawa urzędu Prezydenta RP do dysponowania Pałacem Namiestnikowskim i przyległymi dziedzińcami, ze zdumieniem i dezaprobatą musimy odnieść się do decyzji, której skutkiem będzie trwałe usunięcie krzyża
i dalej
Bronisław Komorowski powinien uszanować wielka tradycję (…) i wystrzegać sie wszystkiego co będzie uznane za przejaw małoduszności wobec pamięci o jego wielkim poprzedniku
Gdyby potraktować to serio, należałoby stwierdzić, że mamy partię polityczną także żyjącą w rzeczywistości alternatywnej. Na szczęście nie musimy, naszych polityków znamy aż nadto dobrze, by ich słowa brać poważnie.
Szczerze mówiąc, w tej „rozmowie” między rzeczywistościami brakuje mi jednego głosu. Głosu Kościoła. Kościoła, który nie jest już strażnikiem krzyża, który zapomniał o krzyżu i jego symbolice pozwalając, by wykorzystywano go dla ubliżania drugiemu człowiekowi, dla podbudowania przerośniętego ego podłego człowieka, dla dzielenia ludzi, do których papież rodak, na którego wciąż się powołuje hierarchia, mówił: abyście byli jedno.
Ten konflikt zakończy się tak, czy owak. Urodzą się i zakończą żywot inne. Pozostanie problem: jak mamy ze sobą w Polsce rozmawiać? Na horyzoncie nie widać choćby cienia sensownej odpowiedzi.
Jerzy Łukaszewski

Nie zgadzam się z tezą artykułu. Wynikła sytuacja nie jest efektem problemów z komunikacją. Jest ona raczej skutkiem zaplanowanych działań politycznych. Zarówno obozowi rządzącemu jak i PiS’owi zdecydowanie opłaca się wywołanie konfliktu i angażowanie się w niego. Dla PO jest to temat zastępczy dla kwestii podwyższenia podatków oraz mobilizacja „fundamentalistów anty-kaczystowskich”. Natomiast PiS odwołuje się tutaj do swojego twardego elektoratu, tak zaniedbanego podczas kampanii prezydenckiej.
Całą tą sytuacje, przy odrobinie dobrej woli można było załatwić z godnością. Ważniejsze okazały się jednak interesy polityczne, co chyba nie powinno nikogo dziwić.
No to ja bym chciał zobaczyć kogoś, kto sensownie rozmawia z tą panią co krzyczała, że „mieliśmy wielkiego prezydenta na skalę światową” .