Pamiętajcie o prezydentach
Raczej nie mamy co liczyć na wizerunki naszych prezydentów wyryte wysoko w skałach. Nie możemy liczyć nawet, że UFO wypali takowe gdzieś na jakimś polu. Polaku radź sobie sam? Ba! Polak potrafi!
Raczej nie mamy co liczyć na wizerunki naszych prezydentów wyryte wysoko w skałach. Nie możemy liczyć nawet, że UFO wypali takowe gdzieś na jakimś polu. Polaku radź sobie sam? Ba! Polak potrafi!
Melchior Wańkowicz w jednej ze swych książek opisywał przygody, które przeżył we Włoszech jako korespondent wojenny. Były w niej fragmenty wręcz prorocze, jak np. pisanie artykułów o niczym, oraz przyrządzanie posiłków z niczego. Wszystko to pięknie, ale problem zasadniczy to: kto miałby być odbiorcą tych wynalazków?
Po przerwie wakacyjnej na czas kampanii do gry powrócił najlepszy obrońca prezesa – Jacek Kurski. Nie ma w tym żadnej rewelacji, zwykła kolej rzeczy. Rewelacją jest to, czym zabłysnął Jacek Kurski.
Arogancja, cynizm i nekrofilia Janusza Palikota nie porażają tak bardzo jak poklask, który swoimi wypowiedziami zyskuje u ludzi, zdawałoby się, inteligentnych. Względna skuteczność jego chamskiej i knajackiej retoryki to ponury triumf politycznej autokreacji opartej wyłącznie na wycieczkach osobistych.
Mieliśmy już teorię, w której za katastrofą smoleńską stali Rosjanie. Mieliśmy taką, w której odpowiedzialnym miał być zmarły prezydent. Teraz mamy taką, w której winnym jest rząd. Nic bardziej absurdalnego? Ależ skąd. Ten sam rząd teraz bezcześci symbole religijne.
W roli boga Kaczyński, w roli Kuby Platforma Obywatelska. Tandeta? Niewykluczone. Jednak tandeta nie wyklucza realności tego przedstawienia.
Nazwisko Marcina Dubienieckiego znają już chyba wszyscy Polacy. Tym, którzy kojarzą, ale nie do końca przypomnę, że chodzi o człowieka o lewicowych poglądach, którego ślub z Martą Kaczyńską wywołał kontrowersje w jej rodzinie i który został zbojkotowany przez Jarosława Kaczyńskiego.
Prezydent elekt Bronisław Komorowski zaskoczył, pokazując, że od czasu do czasu może próbować być samodzielny. Gesty, mające wybić go na niepodległość, wykonał – jak wiele innych – ze sporą nieporadnością. Reakcje? To w końcu prezydent nie-Kaczyński, więc przychylne.
Dopiero co mieliśmy wybory, od razu po nich jakieś dziwne nominacje, powinno być zatem przynajmniej ciekawie. Jest jednak przede wszystkim gorąco: zmęczeni główni uczestnicy kampanii przebierają nogami, by jechać na urlop. W tych okolicznościach szanse na zakłócenie sezonu ogórkowego miały komisje śledcze. Nie wyszło.
Wybór Komorowskiego na prezydenta zszedł na drugi plan. Na pierwszym planie Palikot. Niby nic nowego, przecież to nie pierwszy raz. Jednakże scenariusz jaki przyszło realizować PO jest inny niż do tej pory.