Kiedyś to były komisje, kiedyś to były przesłuchania..

Tagi: , , , , , , , , , ,

Kiedyś to były komisje, kiedyś to były przesłuchania.. http://www.fotopolis.pl/obrazki/z04.jpg

Dopiero co mieliśmy wybory, od razu po nich jakieś dziwne nominacje, powinno być zatem przynajmniej ciekawie. Jest jednak przede wszystkim gorąco: zmęczeni główni uczestnicy kampanii przebierają nogami, by jechać na urlop. W tych okolicznościach szanse na zakłócenie sezonu ogórkowego miały komisje śledcze. Nie wyszło.

Z końcem tygodnia skończyła się przerwa spowodowana najpierw katastrofą smoleńską a później kampanią i na nowo zaczęły się przesłuchania. Przed komisją śledczą ds. afery hazardowej stanął Mirosław Drzewiecki, zaś przed tą ds. nacisków i okoliczności śmierci Barbary Blidy – były wiceprokurator generalny Jerzy Engelking. Czyli, przynajmniej teoretycznie, jedni z głównych świadków, na pewno zaś świadkowie potencjalnie „nośni” medialnie.

I co? I nic.

Jerzy Engelking powiedział, że o żadnych politycznych zamówieniach „na Blidę” nie było mowy, a Mirosław Drzewiecki przedstawił się w roli ofiary i sprowokował do lapsusu językowego śledczą z PiS, Beatę Kempę.

I to by było na tyle. Z przesłuchania Engelkinga publiczność relacji dostała jak na lekarstwo, z trzech godzin odpytywania „Mira” natomiast zapamięta pewnie tylko tekst o zmianie orientacji, wypowiedziany w dodatku nie przez niego, ale właśnie przez Kempę. TVN w każdym razie postarał się, by było śmiesznie (w relacji przedstawionej w „Faktach” mowa była niemal wyłącznie o słownych przepychankach, bez przypomnienia choćby, dlaczego Drzewiecki – na przykład – nie jest już ministrem.

Gdzież są niegdysiejsze komisje śledcze?

Pomijając nawet kwestie merytoryczne – komisja śledcza ds. afery Rywina przeorała świadomość polityczną w Polsce nie tylko dlatego, że obnażyła mechanizmy gnijącego państwa i pozwoliła społeczeństwu poczuć jego nieświeży zapach (gdyby ktoś miał wątpliwości, czy rzeczywiście przeorała, polecam zwrócić uwagę, że od jej czasu na SLD i jego kandydaci nie uzyskali w wyborach powszechnych nigdy więcej niż skromne 15 % głosów). Jej efekt był niezaprzeczalnie mocny, bo stworzyli ją ludzie, którzy wiedzieli, po co, i w co grają (oczywiście nie zapominamy o co najmniej kilku innych jeszcze kluczowych czynnikach, ale i ten był bardzo ważny). Można nie darzyć sympatią Zbigniewa Ziobry, Jana Rokity i Tomasza Nałęcza. Mało tego – wszyscy trzej zrobili w swoim życiu sporo, by możliwość żywienia wobec nich pozytywnych uczuć utrudnić. Ale jednego nie można im (było) odmówić: potrafili zwrócić uwagę i na siebie, i na problem. Ich sprawność komunikacyjna, „medialność” i wynikająca z nich w końcu popularność, wobec poziomu, jaki reprezentują w tych dziedzinach członkowie aktualnie działających komisji (w większości zresztą zupełnie anonimowi) była doprawdy – jakkolwiek paradoksalnie by to nie zabrzmiało w wymiarze bezwzględnym – fenomenalna.

Gdzież są niegdysiejsze komisje śledcze? Gdzież są niegdysiejsi Ziobro, Rokita i Nałęcz?

Piotr Tomza
  • Share/Bookmark

Skomentuj