Piaskiem po oczach

Tagi: , , , , , ,

Piaskiem po oczach

Pierwszą część debaty oglądałam z zaciekawieniem, druga zaczęła mnie już męczyć, niewiele brakowało bym nie obejrzała trzeciej. Jednak warto było wytrwać do końca, by zobaczyć nie tyle uścisk dłoni kontrkandydatów, co ich krótką wymianę zdań – zapewne sądzili, że poza kamerami i mikrofonem.

Zrozumienie pytania to podstawa. Na pytanie, co kandydat zrobiłby pełniąc urząd prezydenta w sytuacji, gdy trafiłaby do niego ustawa legalizująca związki jednopłciowe, przy czym wyraźnie powiedziane było, iż takie związki to nie są małżeństwa, a osoby będące w tych związkach nie mają prawa do adopcji dzieci:

Kandydat PO zapewniał, iż obecne regulacje prawne zapewniają możliwość opieki i dziedziczenia. Chciałabym wiedzieć jakie prawo miał Komorowski na myśli, gdyż obecne prawo nie daje za wiele uprawnień partnerom w takich związkach.

Kaczyński natomiast nie wysłuchał dziennikarki, gdyż jego odpowiedź była krótka i nie na temat:

Konstytucja mówi wyraźnie – związek małżeński to jest związek kobiety i mężczyzny. Nie powinno to być w żaden sposób obchodzone, to byłoby łamanie prawa

Pytanie o in vitro dało Komorowskiemu (kolejną) możliwość wyprostowania wypowiedzi jeszcze z czasów prawyborów, natomiast Kaczyński nie potrafił odpowiedzieć jasno ‘tak’ lub ‘nie’

Jeśli chodzi o in vitro, to jestem za tym, by w Polsce było jak najwięcej dzieci, ale jest bardzo dużo innych metod walki z bezpłodnością.

Poza tym, że ktoś tylko dzięki tej metodzie może zostać rodzicem to jeszcze są ci, którzy za człowieka uważają zarodek i są przeciwni tej metodzie. Po naciskach Moniki Olejnik Kaczyński umiał powiedzieć jedynie:

Ja jestem katolikiem i uważam, że zarodek jest człowiekiem

Oczywiście prościej i znacznie krócej byłoby odpowiedzieć ‘jestem przeciwny’. Nasuwa się także pytanie, czy Komorowski jest katolikiem gorszej kategorii…

Pytanie o armię to jak zapalenie neonowego napisu „jak byłem premierem”

Obecny rząd jest bardziej minimalistycznie nastawiony.  My rzeczywiście byliśmy nastawieni mniej minimalistycznie i uważam, że to było dobre, bo jeśli chce się coś w polityce znaczyć, to trzeba pewne działania podejmować i one przynoszą efekty. Jak ze mną, jako premierem, rozmawiano, to szczerze czy nie szczerze, ale zaczynano: „wiemy, że Polska jest wielkim narodem…”.  Żaden poprzedni premier tego nie słyszał.

Pierwsza część wypowiedzi OK, ale kolejny raz usłyszeć, czego to Kaczyński nie dokonał będąc premierem i to w ramach kampanii prezydenckiej przestaje być już zabawne.

W sprawach Polaków na Białorusi poglądy obu panów również się różnią. Komorowski chce poruszać tę kwestię na forum Unii Europejskiej, a Kaczyński rozmawiać z Miedwiediewem (?!!!?).

Chcę być prezydentem wszystkich Polaków, wszystkich grup społecznych.

Kaczyński chce być prezydentem wszystkich Polaków. Oczywiście można być prezydentem niekatolików i homoseksualistów, lesbijek i bezpłodnych, bo to już było. Jednakże ograniczając ich prawa, czy też delikatniej: możliwości do działania na rzecz własnego szczęścia, nie powinno się liczyć na ich głosy.

Komorowski odegrał rolę agresora, przy każdej możliwości zaczepiał Kaczyńskiego, przerywał mu odpowiedzi. Kaczyński kilka razy podjął polemikę, zapewne w sprawach istotnych dla kandydata. Czy Komorowski zadziorną postawą zdobędzie głosy okaże się za tydzień. Na pewno marszałek dał kolejny argument sztabowi PiS.

Ta debata była potrzebna. Wbrew sporom, które toczyliśmy, wskazała ona parę obszarów współpracy. Ja w tej dyskusji z panem prezesem wyniosłem wrażenie, że jeśli chce się budować zgodę, to można to robić skutecznie.

W pierwszych słowach podsumowania debaty Komorowski zapewnił, że umie współpracować z opozycją. Jednocześnie stanowiło to zwrot ku niezdecydowanym jeszcze wyborcom – „choć mam inne zdanie w wielu kwestiach to będę umiał porozumieć się z Kaczyńskim” w domyśle „i postawić na swoim”.

Kaczyński dawał dowód związania z partią podkreślając ‘my’, podczas gdy Komorowski używał określenia ‘rząd’. Kaczyński pozostawał niewzruszony, gdy Komorowski przejawiał niecodzienną żywiołowość. Kaczyński wypowiadał się krótko by pozostały czas na odpowiedź przeznaczyć na polemikę, Komorowski przeciągał wypowiedzi i próbował polemizować pomimo licznych upomnień prowadzących debatę dziennikarek.

Po I turze okazało się, że każdy z kandydatów jest trochę lewicowy. Wczorajsza debata tę lewicowość zweryfikowała. Debata ta w końcu ukazała różnice pomiędzy kandydatami. Oczywiście nie mowa tu o różnicach poglądów czy programów wyborczych, ale charakteru i sposobu pojmowania oraz podejścia do pewnych kwestii. Niewątpliwie obaj kandydaci byli dobrze do debaty przygotowani, choć poszczególne sztaby zarzucają brak przygotowania przeciwnika. W moim, jakże subiektywnym odczuciu, debata więcej by wniosła i byłaby o wiele ciekawsza, gdyby obu panów posadzić na przeciwko i pozwolić im porozmawiać o kwestiach istotnych dla państwa i narodu.

Justyna Frankel

Kaczyński dawał dowód związania z partią podkreślając ‘my’, podczas gdy Komorowski używał określenia ‘rząd’.
  • Share/Bookmark

2 komentarze do “Piaskiem po oczach”

  1. Rorata

    Fajny tekst

  2. powiedziałabym raczej, że… niewyszukany, pani Frankel.

Skomentuj