Ucieczka do przodu

Tagi: , , , , , , ,

Ucieczka do przodu http://g.gazetaprawna.pl/p/_wspolne/pliki/194000/194254.jpg

Tak naprawdę nie ma wielkiej różnicy, czy rzekoma przemiana Jarosława Kaczyńskiego jest głęboka i rzeczywista, czy też jest wyłącznie taktycznym wybiegiem. Grunt, że wywołała popłoch w otoczeniu Bronisława Komorowskiego. Popłoch najzupełniej autentyczny.

Nerwowo zareagował sam kandydat:

Jutro Jarosław Kaczyński wystąpi w krótkich spodenkach i będzie udawał chłopca lub z włosami na irokeza.

Nerwowo też odniósł się do nowej sytuacji Donald Tusk:

Wczoraj się dowiedzieliśmy, że Jarosław Kaczyński jest lewicowcem, był też kowbojem w ostatnich kilkunastu godzinach, stał się rusofilem, bardzo polubił Niemców.

Dla zdecydowanie niechętnych Kaczyńskiemu wyborców brzmi to zapewne efektownie i całkiem zabawnie, dla pozostałych już jednak niekoniecznie, a to o pozostałych właśnie toczy się walka. Mówiąc inaczej – „lewicowa wolta” prezesa PiS okazała się dla jego przeciwników tak niespodziewana i niewygodna, że nijak nie potrafią jej efektu zneutralizować. Ironiczne kalki to jednak – nie oszukujmy się – za mało i zapewne tak Komorowski jak i Tusk doskonale zdają sobie z tego sprawę. Tyle że nadal nie wiedzą, co z tym zrobić.

Oczywiście nie wiadomo, czy ukłony czynione przez Kaczyńskiego wyborcom Grzegorza Napieralskiego przełożą się na głosy 4 lipca, ale tymczasem mamy jeszcze czerwiec i obstawianie „na pewniaka”, że jednak nie, jest mimo wszystko ryzykowne.

Wypowiedzi Komorowskiego i Tuska przypominają złość wkurzonego, strasznie ambitnego dziecka, które kolega ubiegł w zaprezentowaniu przed klasą fajnego pomysłu czy opowiedzeniu zabawnej, przysparzającej popularności, historyjki. Złość tym większą, że wcześniej to ono (to wkurzone teraz dziecko) miało monopol na „bycie fajnym”. A takie emocje nie pomagają w trzeźwej ocenie sytuacji i odnajdywaniu się w nowym układzie. Bo jedyny pomysł, jaki na razie widzimy u sztabowców Komorowskiego na zneutralizowanie efektu przemiany i Jarosława Kaczyńskiego ucieczki do przodu, to próby podważenia jego szczerości i autentyczności. Czyli wyłącznie odnoszenie się do bardziej twórczego kolegi. Nic własnego, a na domiar złego również nic mocnego.

Mocnym punktem kampanii Komorowskiego (ale tej planowanej na jesień, nie wiosnę i początek lata) z całą pewnością miała być bezpardonowa ocena prezydentury Lecha Kaczyńskiego i – być może – na jej tle rysowanie koncepcji własnej, świetlanej. Ale 10 kwietnia sytuacja się zmieniła. Komorowski nie może już „jechać” po swoim bezpośrednim rywalu tak, jak to sobie wykoncypował. W ogóle nie może „jechać” po Lechu Kaczyńskim. No więc nie „jedzie”. Nie robi też jednak za bardzo nic w zamian, a to może oznaczać, że owa „jazda” była we wczesnowiosennych założeniach jeśli nie jedynym, to na pewno głównym punktem planu pozyskania niezdecydowanych jeszcze wyborców.

Lech jest tematem tabu, sztabowcy Komorowskiego wyciągają więc coś ściśle na Jarosława i podpowiadają kandydatowi, by – pośrednio, ale jednak – systematycznie obarczał rywala odpowiedzialnością za śmierć Barbary Blidy. Więc obarcza:

Zostaje na świeżo pamięć o skutkach tej atmosfery, której ofiarą była Barbara Blida.

I znów nic nowego. Żadnego „twista”. Stanie w miejscu z nadzieją, że konkurent nie zdąży. Faktycznie ambitnie, jak na kogoś, kto chce zajmować stanowisko polegające m.in. na „reprezentowaniu państwa w stosunkach zewnętrznych”. Ale może się uda.

Piotr Tomza
  • Share/Bookmark

Jeden komentarz do “Ucieczka do przodu”

  1. Wygląda na to, że to nie PiS jest tak dobre, tylko PO taka słaba :>

Skomentuj