Marketing politycznej wpadki

Tagi: , , , , , , , , ,

Marketing politycznej wpadki http://bi.gazeta.pl/im/3/7265/z7265263X.jpg

Wpadka w obszarze komunikacji politycznej może być wykorzystana na korzyść lub niekorzyść kandydata. Gdy ma być dowodem na jego ludzki, przyziemny tryb życia – wspiera go, gdy zaś potwierdza jego niekompetencję, niezborność i zagubienie – pełni zgoła inną, destrukcyjną dla kandydata funkcję.

Marek Migalski opisał na swoim blogu to, o czym robi się coraz głośniej na Wiejskiej. Komorowski przewraca się pod ciężarem obowiązków, które spadły na niego w związku z przyspieszoną kampanią wyborczą i koniecznością równoległego pełnienia obowiązków marszałka, prezydenta oraz – co nie mniej ważne – kandydata na prezydenta. Wiadomo – Migalski nie robi tego z dbałości o jakość komunikacji politycznej. Trzeba jednak przyznać, Komorowski pracuje ostatnio bardzo intensywnie nad dostarczaniem Migalskiemu materiału do opisu uzasadniającego nadanie marszałkowi ksywki „Mr Mistake”.

Przytoczmy post Migalskiego w całości:

5 razy 5 razy 5 = Bronisław Komorowski! Pan marszałek w ciągu pięciu tygodni zrobił pięć razy więcej pomyłek, niż ś. p. Lecha Kaczyński przez pięć lat. Ci, którzy nie mogli znieść tego, że były prezydent przekręcił imię psa lub piłkarza, muszą chyba teraz zjadać własne jęzory słysząc, co wygaduje Mr Mistake. Ale w jego wykonaniu to nie są przejęzyczenia – to są albo całkowicie go kompromitujące braki w wykształceniu, albo przejawy zupełnego odjazdu emocjonalnego.

Rzeczywiście, trochę się tego nazbierało. Nie ulega wątpliwości, że klasyfikacja wg Migalskiego została stworzona nieco na wyrost, nie zmienia to jednak faktu, że wpadki Komorowskiego wydają się być nieco mniej smakowitymi kąskami dla mediów niż te w wykonaniu zmarłego prezydenta. Jest tak być może ze względu na fakt, że Komorowski przyzwyczaił już media do stabilnego, stonowanego i zjadliwego dla widzów/słuchaczy wizerunku, który świetnie się jak dotąd sprzedawał.

Wracając do Migalskiego:

Do tych pierwszych wpadek zaliczyć można uznanie Marka Belki za wiceszefa ONZ, zamiana długu publicznego na deficyt budżetowy, mylenie stanu klęski żywiołowej ze stanem wyjątkowym i jego konsekwencjami, sprzeciw wobec wydobycia w Polsce gazu łupkowego ze względu na „niszczenie krajobrazu”, itp. Do tych drugich – ogłoszenie „przyjemności” z wizytowania terenów zalanych, twierdzenie, że jak kogoś zalewa rok w rok, to się do tego przyzwyczaił, że woda ma to do siebie, że się zbiera a potem spływa do Bałtyku, że duńskie żołnierki do kaszaloty, a mieszkańcy Krakowa i Poznania to sknerusy itp. Jak jeszcze przypomni się sobie, że kandydat na prezydenta nie zna żadnego języka, a Norwegię uznaje za członka Unii Europejskiej, to rodzi się pytanie – w co jego zwolennicy wsadzą głowę, jak zostanie on już prezydentem. Piasek to chyba będzie za mało. Trzeba będzie znaleźć coś bardziej szczelnego, żeby nie było słychać tego rechotu całej Europy i połowy świata.

Trudno rzeczywiście orzec, czy gorsze są te merytoryczne gafy, czy też te świadczące o poruszaniu się Komorowskiego w komunikacji publicznej z wdziękiem słonia w składzie porcelany. Jedne i drugie tworzą obraz człowieka zagubionego w gęstwinie przedwyborczej komunikacji politycznej, w której centrum się znalazł nagle, niespodziewanie i… ewidentnie mu to zaszkodziło.

Świetnie sprawdzał się ze swoim stylem komunikacyjnym jako polityk drugiego szeregu, potwierdzający słowa premiera i wspierający przedstawicieli rządu. Nie nawalał jako marszałek porządkujący bieg prac posłów nawet, gdy te przybierały karykaturalny kształt. Nie udało mu się jednak udźwignąć ciężaru kampanii wyborczej. Nie unosi jej już teraz, można więc domniemywać, że zestresowany świadomością dotychczasowych wpadek, będzie, kierowany wzmożoną ostrożnością, albo milczał, albo popełniał ich więcej i więcej. Media nie będą wprawdzie relacjonowały ich z taką żarliwością jak czyniły to w przypadku wpadek Lecha Kaczyńskiego, ale oczywiste jest, że etykietka „Mr Mistake” wkleja się coraz intensywniej w publiczny wizerunek Komorowskiego.

Warto przy okazji przypomnieć, że niezbywalna zasada komunikacji publicznej jest następująca: jeżeli ptak przelatujący Ci nad głową postanowi w tym momencie się wypróżnić, a Ty właśnie rozmawiasz z ludźmi, którzy to dostrzegli, nie udawaj, że to bita śmietana, którą specjalnie, dla poprawy wizerunku, nałożyłeś sobie na garnitur. Zmierz się z rzeczywistością, pożartuj z ptaka, pożartuj z tego, co ptak na ciebie zrzucił, pożartuj z okoliczności, powiedz coś na temat miejsca, w którym wówczas stałeś, ale nie milcz. Nie udawaj, że ptak nie przeleciał, bo wszyscy widzą, że jest inaczej.

Rafał Garpiel

  • Share/Bookmark

2 komentarze do “Marketing politycznej wpadki”

  1. Chodzi o tego ptaka, którego Komorra postawił na stole w czasie spotkania w Londynie?

  2. malina

Skomentuj