Kawior, ale nie w tym kolorze

Tagi: , , , , , , ,

Kawior, ale nie w tym kolorze montaż Jerzy Łukaszewski

Twierdzenie, że coś jest źle, stało się polską specjalnością. Można powiedzieć, że osiągnęliśmy w tym mistrzostwo świata. Nie ma takiej sytuacji, w której Polak nie potrafiłby narzekać. Ba, na bazie tej naszej cechy dało się zbudować liczną i silną partię polityczną. Ewenement na skalę światową.

Zasadę, że wszystko jest źle, że otaczają nas wrogie siły, że kraj ginie, a rządzą nim zdrajcy, można uznać za psychozę maniakalno depresyjną. Można jednak, w ramach terapii grupowej, założyć partię polityczną i odpowiednio skanalizować te skłonności. Biedny jednak jest ten, który chciałby takich ludzi potraktować wg logiki stosowanej wobec zdrowej części społeczeństwa.

Cieszący się opinią mistrza PR premier Tusk znalazł się po tragedii smoleńskiej w niezwykle trudnej sytuacji. Nie dość, że jako szef rządu musi brać na siebie odpowiedzialność za wyjaśnienie katastrofy, to w tym samym czasie musi wesprzeć „swojego” kandydata na urząd prezydenta. Wbrew plotkom, nie jest w jego interesie przegrana Komorowskiego. Zwycięstwo marszałka daje mu swobodę rządzenia na najbliższe lata, choć prawda, że ze zwiększoną odpowiedzialnością, bo odpadnie alibi w postaci wetującego kluczowe ustawy prezydenta. Tym bardziej musi teraz „chodzić na palcach”, by niczego przez najbliższe trzy tygodnie nie zepsuć. A nie jest to łatwe.

Jak było do przewidzenia, PiS gra i grał będzie tragedią smoleńską, ponieważ widziana przez łatwy do upowszechnienia pryzmat teorii spiskowych, idealnie wpisuje się w wizję świata malowanego przez tę partię. Dlatego tylko pozornie sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem były ustawiczne narzekania członków PiS na „opieszałe” śledztwo (choć wszyscy są w stanie stwierdzić, że biegnie ono wyjątkowo szybko, jak na katastrofę lotniczą), a przede wszystkim na brak znajomości zapisów z czarnych skrzynek RU 154. Fakt, że ocenić fachowo te zapisy potrafi w Polsce raptem  kilkadziesiąt może osób, nie miał znaczenia, podnoszono sprawę na zasadzie „Polacy maja prawo znać prawdę”, dobrze wiedząc, że 99% Polaków nie będzie mogła właściwie zinterpretować zapisów i licząc na to, że premier, kierujący się jak dotąd, zdrowym rozsądkiem i nie ulegający niczyim naciskom, zapisów nie ujawni.

Nie wiem na co Donald Tusk liczył decydując się na ujawnienie. Na zamknięcie ust oponentom? Chyba aż tak naiwny nie jest. To prawda, że trochę ich zaskoczył, czego dowodem był wywiad telewizyjny z posłanką Jakubiak, która nie umiała wyjaśnić, dlaczego premier zrobił źle, że ujawnił (choć ona sama głośno się tego ujawnienia domagała). Widocznie nie ustalono jeszcze obowiązującej wersji, bo posłanka zwyczajnie ośmieszyła się przed kamerami wygłaszając chaotyczne zdania w stylu „tak chciałam by ujawniono, ale nie wiem w jakim trybie premier ujawnił”. Premierowi zaś wydawało się, że robi dobrze.

Zdecydowałem o ujawnienie materiału, nie aby ten komuś coś wyjaśniał, tylko aby przerwać spekulacje i rozwiać dwuznaczną atmosferę tajemnicy

Ryzykowne stwierdzenie. Na szczęście opozycja nie odniosła (jeszcze) do siebie słów o „wyjaśnianiu czegoś komuś”, ale poszła utartą drogą.

ujawnienie kopii stenogramów z czarnych skrzynek prezydenckiego Tupolewa to zbyt mało. Powinniśmy mieć dostęp również do zeznań świadków, zwłaszcza kontrolerów lotu z lotniska w Smoleńsku

To tak na początek, później z pewnością dojdą bardziej dopracowane zastrzeżenia. Premier Tusk, co prawda, usiłuje neutralizować wymądrzanie się polityków, sam przedstawiając swój brak kompetencji w tej sprawie.

Pytany o zdanie na temat zapisów

odparł, że nie jest komentatorem ani ekspertem, a inni politycy „wygłosili już dość komentarzy”, interpretowanie tego zapisu nie jest zadaniem posłów ani działaczy partyjnych. Politykom wypowiadającym się w sprawie zalecił „wstrzemięźliwość”, oceniając, że „ostatnia rzecz, jaka jest potrzebna w tej kwestii, to polityka”.

Nie jestem przekonany, czy to dobre posunięcie. Taka retoryka może zrodzić wiele ripost. Od „ nie będzie nam Tusk mówił, co mamy robić”, aż po „widocznie zapisy nie są „po jego myśli””. Słowa posła Błaszczaka, jakkolwiek puste w treści, brzmią o wiele lepiej

zarzucił rządowi, że jeśli chodzi o śledztwo dotyczące katastrofy pod Smoleńskiem, jego działania sprawiają wrażenie chaotycznych, a podstawy prawne tych działań są wątpliwe. Dodał, że fundamentalnym błędem strony polskiej było niezwrócenie się do Rosjan z wnioskiem o przejęcie postępowania wyjaśniającego. Zarzucił także zbyt małe zaangażowanie prokuraturze.

Nie ma znaczenia, że każde z tych twierdzeń jest kompletną bzdurą, co wykazać można bez wysiłku. Przecież poseł Błaszczak nie mówi tego do rządu. Mówi do swojego zaplecza wyborczego, to oczywiste. To zaś nie zrozumie , jeśli w mowie polityka nie będzie odpowiedniej porcji narzekań.

Jako jedna z niewielu osób w Polsce, które nie znają się na lotnictwie, nie będę się wypowiadał na temat zapisów z czarnych skrzynek. Mogę jednak stwierdzić z pewnością, że jeśli premier chce „dowieźć” cało marszałka do pałacu prezydenckiego, powinien nauczyć się…narzekać. Jeśli jest takim mistrzem PR, za jakiego uchodzi, powinien wrzucić w kampanii wyborczej kilka kwestii, które spędzają mu sen z oczu, których „nie można rozwiązać, bo…” i koniecznie namruczeć coś na Rosjan. To jedyna szansa zrobienia lekkiego choćby wyłomu w zwartych szeregach przeciwnika. Przecież narzekanie jest proste. Można krzywić się nawet na kawior, że dali nie w tym kolorze, co lubimy.

Jerzy Łukaszewski

  • Share/Bookmark

Skomentuj