Stół i nożyce
Tagi: Cugier Kotka, Kaczyński, Kurski, marketing polityczny, Tymochowicz, wywiad
montaż Jerzy Łukaszewski
Czasem, by poznać człowieka, nie wystarczy zjedzona beczka soli. Bywa, że dopiero sytuacje nadzwyczajne pokażą nam kto jest kim na scenie teatru życia.W obliczu wyborów na ogół nie mamy takich możliwości, gdyż wszystko, od początku do końca jest grą. Chyba, że ktoś nam zrobi prezent, jak ostatnio pani Cugier-Kotka.
Przygody wyborcze (głównie powyborcze) owej pani były swego czasu nie tylko rozrywką dla mas, lecz także nieomal orężem politycznym. Domniemane pobicie jej przez wyjątkowo nieznanych sprawców dla jednych było powodem do niewybrednych żartów, ale dla innych do wygłaszania ze śmiertelna powagą słów potępienia wobec przeciwników politycznych. Nie kto inny, jak Jarosław Kaczyński grzmiał wówczas na konferencji prasowej
Aktorka występująca w spotach PiS została pobita. Została pobita i obrażona w sposób wyjątkowo brutalny [...]Nie ma najmniejszej wątpliwości, że chodziło tutaj o motywy polityczne, bo do pani Cugier-Kotki mówiono per, już tutaj nie użyję słowa, „pisowska”, więc nie ma najmniejszej wątpliwości, że to nie był przypadek. Nie wiem czy to było zlecenie, czy to było wystąpienie pewnej części elektoratu Platformy Obywatelskiej
Nic dodać, nic ująć, wszystko jasne. Pan prezes, dziś kandydat na prezydenta nie miał żadnych wątpliwości. Wtórował mu znany z prawdomówności poseł Kurski. Sama zaś bohaterka zdarzenia, zbulwersowana faktem, że jej opowieść dla większości społeczeństwa była mało wiarygodna i nie została przyjęta w spodziewany sposób, oświadczała, że wyjeżdża z kraju, bowiem czuje się zaszczuta.
Nie wyjechała, sprawa rozeszła się po kościach, głównie samej bohaterki wydarzeń, jej przygody policyjno sądowe śledzili wszyscy czytelnicy tabloidów plus elektorat PiS upatrujący w niej męczennicy, niemal pisowskiej Joanny d’Arc.
Nie byłaby to może sprawa warta rozmowy, gdyby nie fakt, że ostatnio pani ta wróciła na scenę w dość zaskakującej niektórych polityków roli, a mianowicie osoby żądającej zapłaty zaległych faktur za świadczone usługi. Oprócz klipu na Youtubie, udzieliła wywiadu Piotrowi Tymochowiczowi, który miał wyjaśnić nie tylko sprawę żądań finansowych, ale przede wszystkim odsłonić kulisy jej współpracy z partią o nazwie Prawo i Sprawiedliwość. Wywiad obfitował w rewelacje z politycznego magla, choć w praworządnym kraju pani ta zostałaby pociągnięta do odpowiedzialności za składanie fałszywych zeznań, co w Polsce nie jest traktowane jak przestępstwo, a raczej jako „rysa charakteru”.
okoliczności związane z incydentem pobicia, były chyba najlepiej wyreżyserowanym aktem przez Jacka Kurskiego w stylu big brothera. Politycy PiS’u powiadomili media. Nie chciałam z tego robić żadnej afery. Nagle dowiedziałam się z mediów, że zostałam pobita, mimo, że powtarzam, w ogóle nie chciałam tego upubliczniać. Tę informację puścił ktoś z PiS‘u. Później zadzwonił do mnie Kurski i jasno mi powiedział, że mam to upublicznić, z wyraźną sugestią, że zostałam pobita przez elektorat Platformy, czy raczej przez „bojówki Platformy“. Pamiętam dobrze ten telefon, zadzwonił i mówi: – „za chwilę zadzwoni do ciebie pan z TVN, masz opowiedzieć wszystko na żywo, popłacz się tam wzrusz się troszeczkę“.
W normalnym kraju ktoś by już oglądał świat przez kratki. Albo konfabulująca pani, albo człowiek, który namawiał ją do przestępstwa. Nic takiego się nie dzieje. Pan Kurski reprezentuje Ojczyznę w Europarlamencie, pan Kaczyński kandyduje na urząd prezydenta, nie zająknąwszy się nawet o swoim udziale w sprawie, która w całym cywilizowanym świecie byłaby jego politycznym pogrzebem. Mało tego, pan Kurski natychmiast znajduje winnego całej sytuacji
To jest bardzo brudna prowokacja bazująca na osobie nie do końca zrównoważonej emocjonalnie i wpisuje się to w brudną grę wyborczą. To wszystko, co mam do powiedzenia w tej sprawie.
Czyją grę wyborczą? Pan poseł ma widocznie jeszcze wystarczająco dużo instynktu samozachowawczego, by nie powiedzieć tego wprost, ale przecież „kto ma wiedzieć, to wie”.
Pan Kaczyński milczy, ale on w ogóle milczy, więc jest prawie usprawiedliwiony.
Dla porządku przypomnieć należy, że pani C-K oskarża dwie partie o niedotrzymanie warunków zawartej umowy. Nie jest moją sprawą rozstrzygać ten spór. Chciałem tylko pokazać różnicę w reakcji „oskarżonych”. Podczas, gdy politycy PO odsyłają tę panią do sądu, gdyż to on jest od rozwiązywania tego rodzaju problemów, druga oskarżana partia zachowuje się co najmniej dziwnie. Nadpobudliwość pana Kurskiego jest ogólnie znana, a po jego poczuciu przyzwoitości niewiele się można spodziewać, natomiast zdumiewa postawa kandydata na urząd prezydenta, który przecież deklarował „odmianę”. Tymczasem usiłuje przemilczeć brzydką sprawę sprzed miesięcy, zamiast po prostu wyjaśnić, że padł ofiarą manipulacji własnych współpracowników. Chociaż, z drugiej strony, nie jestem pewien, czy to odpowiednia rekomendacja dla kandydata, na najwyższy urząd w państwie.
Jerzy Łukaszewski
