Każda sroczka swój ogonek chwali
Tagi: Andrzej Olechowski, Bronisław Komorowski, Jarosław Kaczyński, kampania prezydencka, kampania wyborcza, marketing polityczny, PiS, PO, PSL
http://plamkamazurka.blox.pl/2009/11/Sroka.html
W polityce, jak zwykle, nie wszystkie ‘mądrości’ mają zastosowanie. W dobie kampanii chwalimy ogonki konkurencji. Dlaczego? Przecież naród nie zagłosuje na połączenie egocentryka z narcyzem. W dobie kampanii więcej warty jest altruizm połączony z uwielbieniem tłumu.
Każdy kandydat kocha swój naród. To dla nas, narodu kandydaci chcą zamienić swoje życie prywatne na służbę dla nas, narodu. Odbijająca się echem tragedia smoleńska rzuciła cień na zaczynającą się kampanię wyborczą. Miał nastąpić zwrot. Naród liczył na pojednanie ponad podziałami. Nikt nie przypuszczał, że na kampanię padnie kolejny cień, a pojednanie ponad podziałami nastąpi w obliczu tragedii jaką przyniosła kolejna powódź stulecia.
Jako Polak, obywatel, chylę się w pas przed wszystkimi, którzy walczą z powodzią. Przed strażakami, policjantami, żołnierzami i wieloma wolontariuszami, podziękujmy im.
Planowaliśmy to dzisiejsze spotkanie, jako wiec polityczny, ale wobec tej sytuacji oddaliśmy to miejsce dla koncertu charytatywnego. Okażmy solidarność.
W tym miejscu warto się zastanowić, zapewne nie pierwszy raz, co oznacza solidarność. Solidaryzm to nic innego jak jedność. Zatem solidarność będzie jednością, wspólnotą interesów różnych grup czy też warstw społecznych. Jeśli ta solidarność ma być taka, jaką okazali ‘solidarni’ stoczniowcy z Gdańska swoim kolegom z likwidowanej stoczni w Gdyni, to chyba nikt nie chciałby takiej solidarności. Słowa szacunku, wypowiedziane przez Jarosława Kaczyńskiego w taki sposób budzą mój szacunek, jednakże nie potrafię oddzielić tych wyrazów, zamiany wiecu politycznego w koncert charytatywny, od zagrania politycznego mającego na celu wzbudzenie przychylności wyborców. To stoi w sprzeczności z dziwnym poglądem Ewy Kierzkowskiej
W tych okolicznościach trzeba sobie powiedzieć: kampanii prezydenckiej nie ma
Jest marszałek Komorowski, który jeździ z premierem rozmawiać z osobami dotkniętymi przez powódź. Jest Kaczyński, kandydat raczej wyczekiwany – nie widać u niego tego zaangażowania w kampanię. Natomiast najważniejsze jest to – i nasz kandydat to robi – jeździ, odwiedza ludzi i z nimi rozmawia
To ciekawe. Waldemar Pawlak prowadzi kampanię, której nie ma. Jeździ po Polsce, tak jak to robił do tej pory i uczestniczy we wszelkich możliwych imprezach ludowych. Daje tym samym wyraz tego, że wywodzi się przecież ze stronnictwa ludowego. Zatem jak zdobyć głosy innych? PSL istnieje po to by mógł istnieć KRUS. Bez obrazy i urazy, ale KRUS jest instytucją budzącą dużo wątpliwości, a elektorat wśród rolników, co dają odzwierciedlenie sondaże jednak nie zapewnia minimalnego progu wejścia do sejmu.
Olechowski nie opuszcza gardy. Dziś zaprezentował siebie jako zapewnienie dobrobytu dla Polaków. Oczywiście bez wieców – z powodów oczywistych.
W dzisiejszym świecie liczy się przede wszystkim gospodarka. Największą groźbą dla nas jest to, że pozostajemy w ogonie europejskich narodów jeśli chodzi o zamożność. Od początku kampanii staram się przekonać Polaków, że dzisiaj ich patriotycznym obowiązkiem jest bogacenie się.
Kolejna nie-kampania odbywa się w oparciu o nic nieznaczące hasła. To, że każdy chce żyć w utopii, mieć życie jak z bajki z ‘happy endem’ – nie jest żadną nowością. Wątpię aby ktokolwiek chciał głosować na kogoś, kto obieca 60. godzinny tydzień pracy, skrócenie urlopów, zmniejszenie płacy minimalnej przy jednoczesnym zwiększeniu podatków oraz likwidację publicznej służby zdrowia i edukacji.
Nie sądzę aby tragedie, które dotykają nasz naród miały wykluczyć racjonalne myślenie. Rozumiem, że trudno skupić się na polityce gdy wokół tak wiele dzieje się złego. Objazdowe cyrki kandydatów, obiecanki-cacanki, które padały już przy okazji poprzedniej powodzi stulecia i które zapewne mają równie mierne pokrycie w rzeczywistości nie stanowią zapowiedzi konkretnej wizji Polski. Nie są deklaracjami, na podstawie których wyborcy mogliby dokonać wyboru. Są natomiast politycznymi gierkami, które są mylone z solidarnością. Strach pomyśleć co stanie się gdy większość zagłosuje już nie z poczucia winy, a na najlepszą obietnicę pomocy dla powodzian.
Justyna Frankel
