Charyzma psychopatów albo przyzwoitość boksera
Tagi: Adam Szejnfeld, agresja, Andrzej Wajda, Bronisław Komorowski, Donald Tusk, Jarosław Kaczyński, Marek Majewski, Sławomir Nowak, TVN24, wybory prezydenckie, Władysław Bartoszewski, Władysław Frasyniuk
http://cudaswiata.files.wordpress.com/2008/12/boxer_of_quirinal1.jpg
To, co zostało najgłośniej powiedziane na wczorajszej promocji „kandydata normalnego”, nie wymaga wielu słów komentarza. Niech się tym martwi Sławomir Nowak, bo to on zawalił, dając wolną rękę najbardziej odrealnionym honorowym członkom komitetu poparcia Bronisława Komorowskiego. Ale kto mógł przypuszczać, że sensownie skorzysta na tym Władysław Frasyniuk?
Odnosząc się do brutalnych, agresywnych czy wręcz furiackich tonów w wypowiedziach kilku starszych osób, raczej politycznie mu bliższych niż dalszych, niegdysiejszy szef Unii Wolności powiedział m.in.:
Te wystąpienia są nacechowane strachem, nie ma merytorycznego sporu. Ten strach wyzwala w ludziach agresję, pustą agresję. To nie jest agresja, która przekona wyborców i to nie jest agresja, która pokona Jarosława Kaczyńskiego.
W ustach Frasyniuka te słowa to coś więcej niż po prostu prawdziwy opis. Żeby przeciwnik PiS, tak jednoznaczny i często nieprzebierający w słowach, zdobył się na odwagę i nazwał rzeczy po imieniu – tego raczej dotąd nie bywało. Nie, żeby często zdarzało się w odwrotnym kierunku (tj. żeby przeciwnik PO krytykował niesprawiedliwe i nieuzasadnione ataki na otoczenie Tuska), ale w tym przypadku warto zwrócić uwagę nie tylko na analogię. Tu najważniejsze jest, że to przedstawiciel „salonu” „salon” ów krytykuje. I to od razu najbardziej prominentnych jego przedstawicieli (Wajda, Bartoszewski).
Dlaczego to robi? Możliwych jest co najmniej kilka hipotez, ale zacznijmy od złośliwości.
Mam wrażenie, że sztab [Komorowskiego], ale także ludzie, którzy zabierają głos, popełniają zasadniczy błąd, nie próbując zmienić języka dyskusji
- mówi Władysław Frasyniuk. Opinia faceta, który przegrał chyba wszystkie możliwe wybory, i którego formacja roztrwoniła naprawdę spory kapitał społecznego zaufania, jakim dysponowała kilkanaście lat temu, w kwestii tego, co jest, a co nie jest błędem podczas walki o właśnie głosy wyborców, nie brzmi zbyt wiarygodnie. Brzmi za to mocno, bo niespodziewanie. I dlatego się nią zajmujemy. Więc hipotezy (lista otwarta):
1). Frasyniuk chce otrzeźwić „towarzystwo”, bo obawia się, że jeśli tak (tj. furiacko) dalej pójdzie, Jarosław Kaczyński naprawdę nie będzie musiał robić nic, żeby wygrać wybory;
2). Frasyniuk wyczuwa, że wobec słabości ekipy Komorowskiego, którą ujawniają ostatnie tygodnie, w okolicach Tuska, robi się miejsce, które ktoś (czemu nie on?) będzie mógł wkrótce zająć;
3). Frasyniuk po prostu i naprawdę jest przyzwoitym facetem (doświadczenia sportowe nie muszą tu być bez znaczenia), który zapytany, odpowiada, co myśli;
W każdym przypadku – a możliwych odpowiedzi (które w dodatku się nie wykluczają) jest przecież dużo więcej – Frasyniuk zyskuje. Bo wraca z niebytu, bo zaskakuje (więc ciekawi), bo staje się punktem odniesienia. A Tusk (kto uwierzy w strategiczną samodzielność Komorowskiego?) powinien być mu bardzo, ale to bardzo wdzięczny.
Oto bowiem w osobie Frasyniuka otoczenie kandydata Komorowskiego zyskało może nie wewnętrznego, ale jednak raczej życzliwego krytyka. Na pewno bardziej niż – nie przymierzając – Zbigniew Ziobro. Jeśli potrzeba będzie poprosić kogoś o wypowiedź krytyczną względem farmazonów wygłaszanych przez Wajdę, Bartoszewskiego czy innego charyzmatycznego psychopatę (poeta-komik Majewski chyba nie zdawał sobie sprawy z obosiecznego charakteru swojej przyciężkawej frazy), już wiadomo, że do dyspozycji jest Władysław Frasyniuk (przykładem tego rozmowa, podczas której w TVN24 Frasyniuk swoje poglądy przedstawił – zaproszony został jako przeciwwaga dla funkcjonariusza PO, Adama Szejnfelda).
Taki surowy recenzent to dla Komorowskiego skarb nie przede wszystkim dlatego, że Frasyniuk będzie w swoich negatywnych ocenach łagodniejszy niż dowolny przedstawiciel PiS-u, bo to wcale niekoniecznie, ale z uwagi na fakt, że wyborcom zniesmaczonym tym, co się stało w niedzielę, pozwoli zidentyfikować się z głosem krytycznym wobec agresji i nienawiści „członków honorowych”, ale jednak dochodzącym z tej samej strony barykady. Bo, że Frasyniuk, choć zdegustowany, wolałby jako prezydenta marszałka sejmu, a nie Jarosława Kaczyńskiego, wątpliwości mieć raczej nie można.
Czyli w gruncie rzeczy z punktu widzenia Komorowskiego lepiej być nie może.
A na deser jeszcze ciekawostka: jak świat wygląda z perspektywy najodleglejszych zakątków kosmosu? O wypowiedziach Andrzeja Wajdy, Władysława Bartoszewskiego i Marka Majewskiego mówi Adam Szejnfeld:
To nie było wyreżyserowane, każdy wyrażał własne poglądy. To było dobre i piękne.
Kalos kagathos.
