Rozum, persona non grata

Tagi: , , , , , ,

Rozum, persona non grata Montaż Jerzy Łukaszewski

Pamiętam takie skecze kabaretowe z okresu PRL, których schemat polegał na wizycie petenta w jakimś urzędzie. Petent tłumaczy, wyjaśnia swoją sprawę, urzędnik słucha, kiwa ze zrozumieniem głową, po czym wygłasza klasyczną dla tamtych czasów kwestię: ” – Pan ma rację, ale…”

Jeśli się na spokojnie (o co trudno) zastanowić, na czym właściwie polega  kampania wyborcza, człowiek staje zdumiony. Okaże się, że na hałaśliwym artykułowaniu wszystkiego, poza … konkretami. Mniej lękliwi mogą sięgnąć pamięcią wstecz i wtedy okaże się, że było tak zawsze. W 90% kampanii wyborczych rządzą emocje. Pod tym względem nie odbiegamy od standardów światowych, choć to akurat niewielkie pocieszenie dla kraju starającego się nadrabiać dystans cywilizacyjny.

Dwie główne siły polityczne jadą na emocjach, z którego to faktu każda z nich czyni zarzut tej drugiej. Klasyka. Obarczanie przeciwnika własnymi grzechami zawsze jest efektowne i najczęściej efektywne. Dlaczego tak jest? Podobno gdzie popyt, tam i podaż. Jeśli zaś tak, to przestaje dziwić, że w obecnej kampanii tematy konkretne, ważne dla kraju, poruszają jedynie kandydaci nie mający najmniejszych szans nawet na drugą turę, że o elekcji nie wspomnę.

Może właśnie dlatego ich nie mają? Jeśli bowiem Andrzej Olechowski mówi w wywiadzie radiowym, że emocjonalny wybór jaki dyktują główni kandydaci, nie jest dobrym wyjściem

jeżeli do tego dojdzie, czeka nas kolejnych pięć lat kłótni „o samolot i krzesła”. – Czeka nas pięć lat beznadziejnej polityki, jaka towarzyszy nam od czterech lat

to trudno odmówić mu racji, oczywiście przy założeniu, że wygra Kaczyński. Tylko co z tego? Jeśli wyborca przedkłada emocje nad rozsądek, to kto może mu tę postawę wyperswadować? Myślę, że więcej będzie tych, którzy będą pochlebiać wyborcy przekonując go, że jest ona uzasadniona i że jest ona jego niezbywalnym prawem. Dlatego złudne są oczekiwania  Olechowskiego, który ocenia, że

Polacy ogólnie wykazują brak skłonności do kompromisu, dlatego politycy powinni dawać dobry przykład społeczeństwu.

Ludzi wykazujących „brak skłonności do kompromisu” można przekonać do zmiany zachowań  na ogół w niewielkim procencie i na pewno nie w trakcie gorączki kampanijnej. O wiele łatwiej jest ten stan u niego pogłębić, co też, jak widać, z sukcesami czynią niektórzy politycy, zbierając tego żniwo w postaci poważnie wyglądających słupków poparcia.

Jak w skeczu z urzędnikiem. – Pan ma rację, panie Olechowski, ale…

Waldemar Pawlak, człowiek, któremu nawet tabun agentów Tomków z CBA nie byłby w stanie udowodnić jakichkolwiek związków z emocjami, Buster Keaton polskiej polityki, ma podobny problem, jak Olechowski. Uparł się, by w czas kampanii rozmawiać serio i to na tak nudne tematy, jak gospodarka czy polityka zagraniczna. Rosjanie uknuli spisek, by zamordować nam najlepszego prezydenta wszechczasów, Tusk ma krew na rękach, naród zagrożony przez wiadome siły, a on bajdurzy

Dyskutując o podatkach warto przywołać monografię Josepha Styglitza” Ekonomia sektora publicznego” autor podkreśla współzależności między podatkami bezpośrednimi i pośrednimi oraz potrzebę rozsądnych proporcji. W Polsce system podatkowy wymaga uproszczeń (skoro można napisać interpretacje – to można napisać jasno ustawę).

Zawsze sądziłem, że mam bujną wyobraźnię. Jednak zawodzi ona, gdy mam sobie wyobrazić te tłumy zachwyconych rodaków, galopujących do wyborczych urn, by oddać głos na prezesa PSL.

Przenoszenie na forum publiczne debat, z racji choćby tematyki wymagającej sporej wiedzy fachowej z właściwego dla niej miejsca, czyli zacisznych eksperckich gabinetów, jest ewidentnym błędem. Polityk chcący „się sprzedać”, nie może pokazywać wyborcom, że jest w stanie rozmawiać najwyżej z 1 – 2 % z nich. Wyborca nie stanie z rozdziawioną gębą, z oczami pełnymi podziwu dla „pana polityka, co się zna”. Wyborca w najlepszym razie stwierdzi, że polityk „drze nosa”. W najgorszym stwierdzi brak więzi wspólnotowej pomiędzy sobą, a kandydatem i odda głos na innego. Kandydat na stanowisko wybieralne musi tę więź z wyborcą zbudować, a jeśli tak, to nie może zapominać o tym, czym ci ludzie w danym momencie żyją. Dlatego, jeśli pan Olechowski mówi, że

polityka to troska o dobro wspólne; efektem tego powinien być twór, produkt, idea, myśl, decyzja, która najwięcej dobra przysporzy Polakom. Chodzi o to, żeby proces, który do tego prowadzi, był procesem dobrej jakości, żeby nas angażował – tak jak wciąga nas produkt czy usługa dobrej jakości. Jak coś jest dziadowskie, to specjalnie nie lubimy w tym uczestniczyć

to jest to nic innego jak policzek wymierzony potencjalnemu wyborcy. Kompletne rozminięcie się z tym, czym żyją ludzie, czego pełne są media, jakkolwiek byśmy je oceniali. Kampania wyborcza to nie jest czas na „Hamleta”. To czas argentyńskich seriali.

Jerzy Łukaszewski

  • Share/Bookmark

2 komentarze do “Rozum, persona non grata”

  1. kreacyjny materiał wyprodukowany przez podnóżek platformy

    mając wybór albo sołtys albo misiek koala liberalni demokraci głosują na pana Andrzeja Olechowskiego

  2. Wszyscy dwaj liberalni demokraci?

Skomentuj