Komunikacyjne katharsis Palikota?

Tagi: , , , , , , ,

Komunikacyjne katharsis Palikota? Rys. Łukasz Lenda

Palikot zdecydował się na udzielenie wywiadu „Newsweekowi”, choć, wiedząc, o co będzie pytany, mógł omijać redakcję z daleka. Czy zmienił zdanie na temat Lecha Kaczyńskiego? I tak i nie. Niejednoznaczność odpowiedzi na to pytanie nie oznacza jednak, że Palikot wyrażał się precyzyjnie.

Dziennikarze przypomnieli Palikotowi jego słowa (z książki opublikowanej tuż przed katastrofą smoleńską) na temat Lecha Kaczyńskiego jako prezydenta Polski:

Był nikim, aż sam byłem zdziwiony, jak mało znaczył.

Na pytanie, czy obecnie też tak uważa, Palikot odpowiada:

Nie. (…) Nie będę tak już mówił. 10 kwietnia ten dawny, agresywny i bezwzględny Janusz Palikot zginął pod Smoleńskiem wraz z Lechem Kaczyńskim.

Sprytnie, choć, dla zwolenników PiS-u – bardzo drażniąco. Zwłaszcza, gdy przypomnimy sobie, że „dawny” Palikot już parokrotnie „umierał” a potem niepostrzeżenie wracał między żywych.

Oto inny cytat przypominany posłowi PO w dziennikarsko-sadystyczny sposób, tym razem z bloga, notki z 2 września 2009:

Zmęczeni i zestresowani Japończycy uprawiają seks z lalkami, gdyż te niczego od nich nie oczekują. Dostarczają podwójnej rozkoszy: seksualnej i psychicznej. Podobny jest stosunek Lecha Kaczyńskiego do Polski: zaspokajać wszystkie swoje polityczne potrzeby i niczego w zmian. Kupmy mu lalkę!

Palikot na to:

Wiem, że dzisiaj takie cytaty stawiają mnie w beznadziejnym położeniu. Co mam powiedzieć w obliczu tego, że Lech Kaczyński zginął lecąc do Katynia i leży na Wawelu?

To prawda – stawiają. Choć nie powinny. Jeżeli cokolwiek stawia(ło) Palikota w złym świetle to sposób w jaki uprawia(ł) komunikację polityczną. Przewartościowywanie jego wypowiedzi z uwzględnieniem śmierci ich głównego bohatera nie jest jednak uczciwe, podobnie jak nieuczciwe byłoby przewartościowywanie wypowiedzi Lecha Kaczyńskiego:

Spieprzaj dziadu!

…w hipotetycznej sytuacji, w której wspomniany „dziad” byłby martwy. Wypowiedź taka nie stałaby się ani bardziej kulturalna ani mniej kulturalna, widzielibyśmy ją jednak w innym świetle i tu właśnie popełniamy –  jako tylko ludzie i aż ludzie – błąd.

Kolejny „strzał” dziennikarzy „Newsweeka” cytatem z bloga Palikota w samo serce Palikota, biegnie w podobnym, względem wyżej zarysowanego, kierunku:

Gdyby było tak, że Jarosław Kaczyński udaje Lecha, który od dawna już nie żyje – tylko po to aby wciąż stwarzać swoje szanse polityczne – to byłby to prawdziwy skandal. Mamy zasadnicze wątpliwości, czy Lech żyje?”.

Palikot słusznie oponuje:

Proszę nie nadużywać sytuacji. (…) Jest nadużyciem wzięcie cytatu z innej epoki i przypominanie go dziś, po Smoleńsku.

To sprowokowało dziennikarzy do dopytywania. Po pytaniu:

A na pewno jest inna epoka?

Pojawia się wreszcie oczekiwana przez nich samokrytyka posła PO:

W przypadku Janusza Palikota tak. Byłem bardzo uwikłany w Lecha Kaczyńskiego tą swoją ostrą krytyką, przekraczającą granice. Dla mnie śmierć prezydenta jest także częścią mnie samego. Być może symbolicznie — na moim przykładzie — będzie szansa pokazać: nie warto przekraczać granic.

Samokrytyka dotyczy jednak wyłącznie formy komunikacji nie zaś jej treściowego trzonu. Na kolejne pytanie dziennikarzy:

Na grobie prezydenta na Wawelu pan był?

Palikot odpowiada:

Nie.

Podobnie jak na następne:

„Newsweek”: Wybiera się pan?

Janusz Palikot: Nie.

Odpowiedź na pytanie:

A dobrze się stało, że Lech Kaczyński został pochowany w tym wyjątkowym miejscu?

…rozwiewa wszelkie wątpliwości dziennikarzy i czytelników „Newsweeka” odnośnie zakresu skruchy posła PO:

Nie. To był zły prezydent.

Niejeden raz obserwowaliśmy wielkie metamorfozy polityków, metamorfozy instrumentalne i podporządkowane realizacji bieżących celów politycznych. Tak też możemy odczytywać deklarację Palikota; jej ocenianie stanie się możliwe dopiero, gdy zobaczymy, czy czyny (także czyny medialne posła PO) będą szły w parze z zapowiedzią wielkiej przemiany. Pamiętając jednak poprzednie zapowiedzi Palikota, spodziewać się można, że wkrótce wróci do dawnego stylu, zmieni się jedynie obiekt jego ataków i będzie najprawdopodobniej obiekt spokrewniony z Lechem Kaczyńskim.

Przyznać jednak należy, że Palikot zachował się pod pewnym względem konsekwentnie. Zrewidował, przynajmniej w warstwie deklaracji, swoje podejście do formy uprawianej przez siebie komunikacji politycznej, nie zmienił jednak nic w treści, nie stał się wyznawcą legendy Lecha Kaczyńskiego i to go chroni przed śmiesznością.

Rafał Garpiel

  • Share/Bookmark

Jeden komentarz do “Komunikacyjne katharsis Palikota?”

  1. artemiusz I

    Czytałem cały w/w wywiad i nie mogę nie zgodzić się z konkluzją przedstawioną przez Pana Rafała. Palikot zawsze był na swój sposób kontrowersyjny i czasami był kulą u nogi PO – wystarczy spojrzeć jak na czas wyborów Palikot zawsze znikał z mediów ;)

Skomentuj