Zbrodnia doskonała
Tagi: internet, Kaczyński, kampania wyborcza, Komorowski, marketing polityczny, PiS, PO, program, wybory prezydenckie
http://www.flickr.com/photos/_serenity/269668314/sizes/l/
Trudno wygrać walkę licząc na to, że przeciwnik zanudzi się na śmierć. Nawet jeśli jest się mistrzem tej dyscypliny. Nie mówiąc już o takim szczególe jak to, że w sportach walki sędziowie nakładają na zawodnika karę za pasywność. A jeśli sędziów jest kilkanaście milionów, prawdopodobieństwo nałożenia takiej kary jest wielkie.
Gra, jaką prowadzi sztab Jarosława Kaczyńskiego jest dość jasna i czytelna. Sztuczne odizolowanie się pretendenta do tronu wprawdzie szybko znudzi się wyborcom, ale póki co, przynosi korzyści. Harce PiS-owskich wojowników na razie nie zapisują się na jego konto. Plus.
Próby wywabienia przeciwnika w pole poprzez sugerowanie jego niechęci do debat merytorycznych, z innymi wszakże kandydatami, niż ich własny (który przecież cierpi), też są dość zrozumiałe. Rzecz sprowadza się do pokazania Komorowskiego wśród drugorzędnych kandydatów, by zasugerować tę tam obecność, jako właściwe dla marszałka miejsce. W odróżnieniu od ich „wielkiego kandydata”, który jeśli zechce, zaszczyci rozmową przeciwnika w ostatecznej rozgrywce. Wtedy będzie już kandydatem nr1, najbardziej wyczekiwanym, wręcz wytęsknionym przez wszystkich, od mediów po przeciętnego wyborcę. Jasne, proste, czytelne. I póki co, skuteczne.
Skuteczne tym bardziej, że PO nie znalazło jeszcze na to odpowiedzi, dało się zepchnąć do narożnika, gdzie przeczekuje, niemrawo odpowiadając na co cięższe uderzenia. Mimo, iż od kilku już lat zwracano uwagę na szczególną wartość internetu dla pozyskiwania zwolenników, dopiero wczoraj pojawiła się strona www kandydata na prezydenta. Plastycznie bardziej unijna, niż polska, jak twierdzą krytycy, niedoskonała technicznie, ale co istotne, próżno by na niej szukać tego, co wydawałoby się, powinno być jej punktem najważniejszym. Programu. Zagadywany przez dziennikarzy na ten temat, Bronisław Komorowski „żartuje”:
- Jeśli mi państwo obiecacie, że przeczytacie ten program dokładnie i namówicie kilkunastu znajomych do tego samego, obiecuję, że mimo natłoku obowiązków starannie go uporządkuję i wrzucę na tworzoną właśnie stronę internetową[...]
Kandydat wyraźnie strzela sobie w stopę przyznając, że po pierwsze programu nie ma ( a jeśli to w postaci luźnych, nieuporządkowanych fragmentów), a po drugie dając do zrozumienia, co myśli o swoich własnych, potencjalnych wyborcach. Brawo, panie marszałku! Proszę jeszcze powiedzieć, że pańscy wyborcy to półgłówki i analfabeci, którzy mają problemy z czytaniem i że w natłoku obowiązków nie chce się panu zawracać sobie głowy takimi pierdołami, jak program. Nowość w marketingu politycznym na skalę światową. Spodziewam się tłumnego napływu zwolenników.
„Wizja Polski” na stronie internetowej kandydata napisana jest na takim poziomie uogólnienia, że mogłaby służyć, jako przemówienie w zasadzie na każdą okazję. Od urodzin babci po Dzień Odlewnika. Cóż to bowiem znaczy, że pan marszałek chciałby być
prezydentem który nie dzieli rodaków a łączy ludzi i idee. Wspiera obywateli w realizacji ich marzeń. Od tego zależy rozwój Polski. Rolą Prezydenta jest łączenie i szukanie porozumień, wyznaczenie wielkich celów, wokół których ludzi mogliby się jednoczyć bez względu na płeć, wiek, status materialny ,miejsce zamieszkania, czy poglądy polityczne.
Proszę mi pokazać kandydata, który powie coś przeciwnego. Który zaprzeczy tym „oczywistościom”. Ale wyborca chciałby czegoś, czego nie powie KAŻDY kandydat, tylko Bronisław Komorowski. W innym przypadku, dlaczego miałby głosować właśnie na niego? Strategia „głosujcie na nas, bo my nie jesteśmy PiS” już mocno się zużyła, straciła na atrakcyjności, co nietrudno zauważyć w ostatnich sondażach. Jest wprawdzie jeden poważny argument w jego zapowiedziach
Będę więc działał na rzecz jednomandatowych okręgów w wyborach do rad gmin, co będzie sprzyjać wykształceniu silnych lokalnych społeczności z autentycznymi liderami.
tyle, że mało wiarygodny. PO jest już u władzy dostatecznie długo, by móc ją zacząć rozliczać z obietnic wyborczych z 2007 roku, a przecież był to jej sztandarowy pomysł na polską demokrację. Dlaczego mielibyśmy uwierzyć, że tym razem będzie poważnie potraktowany przez rządzących?
I rzecz najważniejsza. Na stronie www kandydata próżno szukać tak oczywistej dla internauty opcji „kontakt”. Jest wprawdzie adres internetowy dla „chcących wesprzeć B.Komorowskiego”, ale to nie jest to samo. Kandydat, który ma na stronie zakładkę „Bądźmy razem” (z której wynika jedynie, że chciałby być naszym znajomym na Naszej Klasie), a nie uwzględnia chęci kontaktu z nim samym choćby w celu zadania mu pytań, po raz kolejny strzela sobie w stopę. Już drugą, bo pierwsza przestrzelona.
W jaki sposób kandydat w tym stanie chce dojść do prezydenckiego fotela, nie mam pojęcia. Na razie widać, że zaczął mocno kuleć i główny konkurent już siedzi mu na plecach. Sztab wyborczy PO wyraźnie nie ma pomysłu na promocję. Nie będzie mógł jednak do końca tłumaczyć wszystkiego „szczególną sytuacją”, w jakiej się znajdujemy. Zanudzić na śmierć można nie tylko kontrkandydatów, ale przede wszystkim dysponentów głosów wyborczych. Kiedyś będzie musiał pokazać naprawdę, czy jest w stanie zainteresować Polaków. Póki co wieje nudą.
Jerzy Łukaszewski
