Staniszkis spin doktorem Kaczyńskiego
Tagi: agitacja, Jadwiga Staniszkis, Jarosław Kaczyński, kampania, Lech Kaczyński, marketing polityczny, PiS, PO, socjolog, spin doktor
Rys. Łukasz Lenda
ProPiS-owskie sympatie Jadwigi Staniszkis nie są chyba dla nikogo tajemnicą. Nie ma też w nich niczego nagannego. W ich publicznym, bardzo jednoznacznym prezentowaniu – także. No może poza drobnym szczegółem: Staniszkis to socjolog, socjolog polityki i w tej jedynie roli, nie prywatnie, pojawia się w mediach.
Staniszkis przewiduje, że Kaczyński wygra wybory prezydenckie. Ma do tego, Staniszkis, Kaczyński zresztą też, pełne prawo. Analizy z pogranicza socjologii polityki i politologii mogą a nawet powinny prowadzić analityka do jakiś wniosków, najlepiej mocno osadzonych w przesłankach. W tym przypadku jednak wnioski są dość daleko idące i słabo ugruntowane. Staniszkis stwierdza w TVN24:
Uważam, że Jarosław Kaczyński mógłby wygrać w każdych wyborach.
W każdych, to znaczy… w każdych, ale to każdych? Najwyraźniej tak. Niezależnie od personaliów, osiągnięć oraz jakości i zasięgu kampanii kontrkandydatów. Z każdym i już. Takiego wniosku socjolog polityki nie powinien ryzykować, nawet jeżeli dysponuje mocnymi przesłankami. Czy Staniszkis ma takie w garści? Dlaczego Kaczyński wygrałby z każdym?
Po prostu jest bardzo dobry. (…) Jest człowiekiem, który ma wolę i inteligencję. Ma bardzo skomplikowaną stronę uczuciową i dlatego wszyscy mężczyźni, którzy z nim pracują, boją się go, a wszystkie kobiety, które go znają, chcą się nim opiekować.
Poza tym:
Polska przez rządy PO jest w złym stanie.
Zatrzymajmy się na chwilę przy „argumentacji”. Z określeniem „po prostu jest bardzo dobry” nie można a nawet nie wypada polemizować, bo nie wiadomo o co chodzi. Jeżeli jednak Staniszkis sądzi, że Kaczyński jest dobry pod każdym, istotnym w prowadzeniu polityki i kampanii wyborczej względem, zaryzykuję stwierdzenie: to nie prawda – nie będę jednak rozwijał wątku.
Im dalej tym ciekawiej. Dowiadujemy się od Staniszkis, że prezes PiS-u ma wolę i inteligencję. O co tym razem chodzi? W przypadku inteligencji – zapewne o jej wysoki współczynnik. W przypadku woli – możemy jedynie domniemywać, że o coś na kształt woli uczynienia Polski silnym państwem a polskiego społeczeństwa – sprawiedliwym. Te zalatujące PRL-owską propagandą motywy przypisywała Staniszkis Lechowi Kaczyńskiemu i jest przekonana, że są one bliskie także Jarosławowi Kaczyńskiemu. Można by jednak zaryzykować stwierdzenie, że wolą taką charakteryzuje się bardzo wielu polityków a różnica tkwi w tym, jak sobie realiazję owej woli wyobrażają.
Jeżeli natomiast uszczegółowienia moje, oparte na domysłach przecież, nie są trafione, sformułowanie: ma wolę i inteligencję – traci sens. Każdy ma wolę i inteligencję, diabeł zaś tkwi w szczegółach, których nie poznajemy.
Jak się jednak okazuje, za decyzją narodu wspierającą kandydaturę Kaczyńskiego winna stać nie tylko powszechna świadomość woli i inteligencji prezesa PiS-u, ale i „skomplikowanej strony uczuciowej” Jarosława Kaczyńskiego. Ze względu na nią (choć nie wiadomo dlaczego) mężczyźni boją się prezesa PiS-u, zaś kobiety chcą się nim opiekować. Czy Staniszkis naprawdę powiedziała to, co chciała powiedzieć? Czy uczuciowość polityka wywołująca lęki u mężczyzn, zaś u kobiet – aktywację instynktu opiekuńczego, to atuty polityka? W jakich okolicznościach miałyby one być wykorzystane?
Najważniejsze i naznaczone przynajmniej cieniem racjonalności, choć już nie obiektywizmu, stwierdzenie Staniszkis, to skojarzenie prawdopodobieństwa wygranej Kaczyńskiego ze złym stanem Polski zawinionym przez PO jako partię rządzącą. Konkretów nie poznaliśmy i przy tej okazji, nie mniej jednak zapoznaliśmy się przynajmniej ze schematycznym i prymitywnym w formie argumentem w stylu: wybierzmy X, bo Y jest bad, very bad. Argument ten jest jednak równie często wypowiadany przez zwolenników wszystkich pierwszoligowych partii, w tym względzie Staniszkis, jako medialne wsparcie Kaczyńskiego, szczególnie się nie wyróżnia.
Warto jednak pamiętać, że jedyny czytelny argument Staniszkis, który miałby przemówić na korzyść Kaczyńskiego, ujmuje go jako alternatywę względem tego, co złe, czyli PO, nie prezentując, w ramach owej alternatywnej propozycji, ani jednego atutu. Poza wyżej opisanymi, ale tych chyba nie należy traktować poważnie.
Staniszkis zabrała się więc za aktywne wspieranie Kaczyńskiego w mediach, pełniąc – de facto – rolę jego spin doktora. Nie ona jedna wychodzi, jako socjolog bądź politolog, z roli i agituje. Nie jest to ani dziwna ani wyjątkowo związana z PiS-em tendencja. Wypadałoby jednak, przez rozpoczęciem agitacji, przygotować jakieś argumenty. Dowolne, nawet słabe byłyby lepsze niż puste miejsce, które Staniszkis pozostawiła widzom do samodzielnego wypełnienia.
Rafał Garpiel

Pani Staniszkis coś się poprzestawiało. Kaczyński przecież niczego nie oferuje. Mówię tu o sposobie „naprawy” Polski poza wizją swojej IV RP skonfliktowanej ze wszystkimi (poza Gruzją) sąsiadami tak ze Wschodu jak i z Zachodu. A że ma ogromną wolę dorwać się do władzy i koryta temu nie sposób zaprzeczyć. Jednak niech pani profesor powie co w czasie swych rządów Jarosław Kaczyński dobrego dla Polski i Polaków uczynił. A że PiS chce przedłużenia dynastii to fakt. Tak że wywody p.Karpiela uważam za słuszne i racjonalne i je popieram
Autor nazywa się Garpiel, nie Karpiel, to raz. Dwa: nic nie napisał o dynastii PiS ani o rządach Kaczyńskiego, nie dopowiadaj sobie „Bezpartyjny realisto”.
P. Staniszkis była gorącym wielbicielem PiS-u w latach 2005-2007. Po przegranych wyborach trochę przymilkła, a po następnych do PE nawet słychać było z jej strony łagodną krytykę i pewne zniecierpliwienie. Teraz widocznie uznała, że atmosfera sprzyja Kaczyńskiemu, więc znów wygłasza peany na jego cześć. Z niecierpliwością będę czekał jej wypowiedzi, jak PiS znowu przegra. A przecież to też możliwe.
Pani Staniszkis się trochę zagalopowała. Może to już przejaw starości?!