Ku pokrzepieniu serc
Tagi: kościół, Lech Kaczyński, marketing polityczny, prezydent
Nieliczni pamiętają o cięgach, jakie spadły na H. Sienkiewicza ze strony historyków za jego wizję historii zaprezentowaną w Trylogii, a przede wszystkim za gloryfikację nędznego, w gruncie rzeczy króla, jakim był Jan Kazimierz.
Zastrzeżenia historyków przeczytało tysiące osób. Trylogię – kilkadziesiąt milionów. Jej sukces, prócz walorów literackich należy tłumaczyć tym, że… była potrzebna. Podtrzymująca nadzieję w czasach zaborów i będąca elementem narodowej mitologii po nich. Ktoś uznał, że mitologia jest niezbędna. Uczyliśmy się więc o „tradycyjnej”, polskiej tolerancji, tłumacząc ją „szczególnymi przymiotami” naszego narodu, nie wiedząc, ani na czym ona tak naprawdę polegała, ani tego, że nie było dla niej alternatywy. Uczono nas „historycznego” zestawienia Polak – katolik, nie tłumacząc, że jego autorem jest… Bismarck, a ono samo służyło sprawie wynaradawiania Mazurów. Itd.
Mijają tysiące lat, powstają i giną cywilizacje, a człowiek się nie zmienia. Mit okazuje się wciąż jego duchową potrzebą. Dlaczego tak jest? Levy Bruhl widział w tym różnicę między człowiekiem cywilizowanym a dzikim.
Wskazuje więc francuski antropolog specyficzne cechy myślenia prelogicznego: mistyczny charakter wyobrażeń zbiorowych, skłonność do myślenia afektywnego – poprzez emocje
C. Levi Strauss nie pozostawił jednak złudzeń.
klasyk antropologii zwrócił uwagę, że zdolność (a nawet skłonność) do myślenia mitologicznego, a tym samym tworzenia mitów nie została zarezerwowana li tylko dla „dzikich”, ale stanowi naturalne wyposażenie każdego człowieka, również tego „nowoczesnego” – miłośnika croissantów i porannej prasy
Stawiając kropkę nad i, przypomnijmy, że L. Kołakowski potrzebę mitu odniósł wprost do nas, jemu współczesnych.
upatrywał jej źródeł właśnie w potrzebie przeżywania świata jako sensownego i celowego, postrzegania go jako bytu ciągłego oraz w potrzebie wiary w trwałość ważnych dla nas i naszej grupy wartości.
Byłoby dziwne, gdyby tej szczególnej cechy człowieka nikt nie próbował wykorzystać dla własnych celów. W sposób oczywisty „dostawcą mitów” jest polityk, który odwołując się do szerokich rzesz społecznych, musi albo znaleźć coś, co te rzesze naprawdę łączy, albo to coś stworzyć. Jako „właściciel mitu” staje się władcą dusz. Przykładem jest mityzacja postaci. Mieliśmy w międzywojniu mit Marszałka, mit Stalina skrojony na miarę legendarnych mocarzy z bylin do dziś nie daje się wykorzenić, na własne oczy widzieliśmy tworzenie mitu Wałęsy, czy Jana Pawła II. Każda z tych postaci doczekała się także swego anty-mitu, jako że polityka bywa wielobarwna. Z grubsza można powiedzieć, że i jedni i drudzy byli ze swojego tworu zadowoleni, a to przede wszystkim dlatego, że „materiał” był bogaty i pozwalał na harce nieograniczonej wprost inwencji.
Kusi jednak pytanie: czy można stworzyć mit „z niczego”? Na pewno można próbować. Mit jest przydatny, trudny w zwalczaniu, łatwy do akceptacji, zwalnia z odpowiedzialności za samodzielne myślenie. Polityk, czy stronnictwo chcące dawać poczucie wspólnoty, musi mieć mit w zestawie swoich środków komunikacji. Jeśli zaś komuś przyjdzie w sukurs Kościół, najlepszy specjalista od tworzenia mitów – sukces jest gwarantowany. I przychodzi, na naszych oczach, nie czekając, a wręcz z niebywałym pośpiechem, jakby bojąc się, że stosowna chwila umknie, budując mit zmarłego tragicznie prezydenta. Prymas w żałobnej homilii zastosował taki oto trick:
Śp. pan prezydent nie mógł przypuszczać, że za obronę tej prawdy przyjdzie mu zapłacić własnym życiem.
Zaś dwa zdania dalej :
Przypomniał nam o tym nie kto inny, a sam pan nasz Jezus Chrystus, który oddał swoje życie dobrowolnie, z miłości; zginął niesprawiedliwą i gwałtowną śmiercią [...]Poprzez wspólnotę życia i losu z Chrystusem zmartwychwstałym, ludzkie ofiary i cierpienia nabierają też całkowicie nowego znaczenia.
Samo to zestawienie musi zapaść w pamięć. Szczegóły homilii szybko ulegną zatarciu, to zestawienie nie. Popsuły nieco budowlę koronowane głowy, które nie dotarły na Wawel, a których prymas nie zdążył usunąć z homilii, na ich obecności budując twierdzenie o wielkości zmarłego, ale takie szczegóły z czasem pójdą w niepamięć. Wpadka konstruktora jest chwilowa i nieznaczna. Mistrzostwem świata jest zaś ukazanie decyzji kard. Dziwisza, przez dużą część społeczeństwa postrzeganej, jako wyraz megalomanii i pychy Kościoła pod postacią… aktu odwagi.
Zdumiewać może tylko, że tacy niezłomni „bojownicy o prawdę”, jak ksiądz Zaleski tak sprawnie posługują się metodami, których nie powstydziłby się najlepszy na świecie manipulator. Mój ulubiony przykład z jego wynurzeń, to absolutnie doskonała definicja rozsądku.
Były też głosy rozsądku, do których zaliczyć można apel popierający decyzję kardynała
Prawda, jakie proste? Ten, kto mnie popiera, jest rozsądny, a kto nie…
Mistrzowskie manipulowanie słowami i pojęciami w stylu:
W kontekście tego wielkiego dobra zwracamy się do wielu środowisk społecznych, politycznych, naukowych i kulturalnych oraz do mediów, aby zaniechać niepotrzebnych sporów o miejsce pochówku prezydenckiej pary.
Aż dziw, że nikt nie zadał wprost pytania o istotę wymienionego „dobra”. Biskupi nie sprecyzowali, bo i po co? Ważne, że to słowo padło, gdzieś zakiełkowało w świadomości, szczegóły nie są takie istotne. Za rok, za dziesięć, nikt o to nie zapyta, a fakt będzie już „uświęcony tradycją”.
Opanowywanie świadomości odbywa z tupetem, za to bez autorów z imienia i nazwiska. Znamienne. Za kilka lat te drobiazgi nikogo nie zainteresują.
Za rok, za dziesięć, dzisiejsze spory odejdą w niepamięć, wszystko się zmieni. Przyjdą inni ludzie, będą spierać się o coś innego. Mit pozostanie. Mit wielkiego króla, który walczył o Polskę. I najwyżej jakiś niegrzeczny smarkacz na szkolnej wycieczce, zada głupie pytanie: z kim?
Jerzy Łukaszewski

Mamy przecież jeszcze kilku mądrych, myślących ludzi. Gdzie są,gdy politykierzy wraz z klerem robią ludziom w mózgach kogel-mogel? Brak odwagi czy siły przebicia? Jak czyta się opinie pro-mitowe, sygnowane tytułami naukowymi, należy przestać się dziwić. Spora część elity intelektualnej zatraciła obiektywizm i w swoich opiniach wyraża swoje sympatie polityczne, stając się stronnikami którejś z opcji. Fatalnie to świadczy o naszych elitach. Wkrótce okaże się, że ich nie mamy. Mamy polityków i ich zwolenników, lub przeciwników. Nikogo z boku. (korekta: powinno być „z mózgów”i „gdy czyta się”)
Interesujący wpis, i oczywista prawda, tyle tylko, że nic w tym odkrywczego. Nawet pointa została jakby zaczerpnięta z wątku „Król jest nagi”.
Widać, ze PiS idzie w górę bardziej niż to wynika z tych sondaży. Znów wszystkie ręce na pokład.