Przykra sprawa

Tagi: , , , , ,

Przykra sprawa http://newsimg.bbc.co.uk/media/images/47285000/jpg/_47285832_barroso.jpg

Wydarzenie skomentował publicznie właściwie tylko Prezydent Czech Vaclav Klaus. Że milczą inni, nie ma się w sumie co dziwić. Ale sprawa jest poważna. I niestety przykra.

Na pogrzeb Prezydenta RP nie przybyli ani przewodniczący Komisji Europejskiej, ani przewodniczący Rady Europejskiej. Przyczyna jest niby znana, w dodatku też obiektywna: był pył. No był. I pozostawił niesmak.

Znany z luźnego stosunku do języka dyplomacji Klaus odniósł się do tego w ostrych słowach:

Zrozumiałbym, że nie przyjechał kanadyjski premier czy gubernator generalny Australii…, lecz to, że nie przyjadą niektórzy Europejczycy, że nikt nie przyjedzie z Brukseli, to jest dla mnie niewybaczalne. Dowodzi to, że wszelkie mówienie o jedności europejskiej to jedynie puste słowa.

Oczywiście można to skwitować stwierdzeniem, że to po prostu kolejna wykorzystana przez Prezydenta Czech okazja, by skrytykować (żeby nie powiedzieć „uwalić”) nielubianych przez niego (z wzajemnością) brukselskich polityków. W niczym nie zmieni to jednak faktu, że Jose Manuel Barroso i Herman Van Rompuy rzeczywiście do Krakowa nie przyjechali. A powinni.

Polscy politycy w tej sprawie milczą, co akurat jest zrozumiałe, cóż bowiem mieliby powiedzieć? Że to przykre? No pewnie. Nie za bardzo jednak ze względu na okoliczności wypada. Dlatego dobrze, że niejako „za nich” temat podjął Vaclav Klaus, pozwala to bowiem spojrzeć na problem w kontekście właśnie nie polskim, a europejskim.

Perspektywa, z której dostrzec można jedynie to, że europejska elita, korzystając z obiektywnych przeszkód, wymanewrowała się od uczestnictwa w uroczystościach pogrzebowych Lecha Kaczyńskiego, bo Polskę i polskie sprawy lekceważy, jest myląca. W Kościele Mariackim i na Wawelu nie mieliśmy bowiem do czynienia z wydarzeniem o randze krajowej, ale – co najmniej – europejskiej, a nawet światowej.

W dniu pogrzebu Prezydenta RP żałoba narodowa obowiązywała w sześciu krajach Unii Europejskiej, trzy inne państwa UE celebrowały żałobę upamiętniającą ofiary katastrofy w Smoleńsku w ciągu minionego tygodnia. Żałoba obowiązywała też w ostatnich dniach m.in. w Rosji, na Ukrainie i w Gruzji. Nie zwracam na to wszystko uwagi po to, by epatować i zachwycać się „jak doceniono Polskę”, bo stawianie sprawy w ten sposób uważam za chore i idiotyczne. Rzecz w tym, że obiektywnie i patrząc z boku, wczorajsze uroczystości w Krakowie były istotne i nieobecność na nich delegacji reprezentujących najważniejsze instytucje europejskie (z wyjątkiem Parlamentu Europejskiego) znacznie więcej mówi o przedstawicielach i funkcjonowaniu tychże, niż o Polsce i jej znaczeniu.

Jeśli brukselskim politykom zależy (no chyba, że nie zależy) na tym, by poprawnie komunikować się w europejskimi społeczeństwami, do „obsługi” których zostali przecież powołani, by przekonywać ludzi, że UE to coś więcej niż wspólny rynek i strefa bezpaszportowa, nie mogą rezygnować z uczestnictwa w wydarzeniach, które dla Europejczyków są ważne.

Wysyłanie przekazów potwierdzających istnienie europejskiej wspólnoty i jedności nie tylko na papierze i w niekosztujących wiele słownych deklaracjach, szczególnie ważne jest w odniesieniu do krajów i społeczeństw „nowej Unii”, które, wobec ekonomicznej i częstokroć cywilizacyjnej przewagi „starej Unii”, wciąż mają podstawy, by czuć się „osobne”.

Nieuwzględnianie tego aspektu przez liderów UE to działanie na szkodę nie Polski, Czech czy Litwy, ale całej Unii Europejskiej. Jestem przekonany, że nieobecność Van Rompuya w Krakowie mało kto odebrał jako dyshonor, mało kto bowiem – ze względu na poziom rozpoznawalności Prezydenta UE – w ogóle ją zauważył. Gdyby jednak Przewodniczący Rady Europejskiej na Wawelu był, fakt ten na pewno nie pozostałby niezauważony. I – przejdźmy na wysoki poziom – pomógłby Unii Europejskiej.

Ale przecież był pył!

Dał radę John Cleese złapać taksówkę, potrafiłby też zorganizować coś i Van Rompuy. Z Brukseli do Krakowa jedzie się autem maksymalnie jakieś 12 godzin, praktycznie w całości po autostradach.

Piotr Tomza
  • Share/Bookmark

3 komentarze do “Przykra sprawa”

  1. Natalia

    ehh niestety cała zachodnia Europa nas olała, nie pierwszy raz zresztą, wyślijmy więcej wojsk do Iraku…..

  2. Jan Kos

    Ten pył to z nieba, dosłownie i metaforycznie, spadł naszym „sojusznikom” z Europy i Ameryki. Nie wiem co musieliby wykoncypować, by nie przyjechać, gdyby pyłu nie było. Ale jestem pewien, że coś by wykoncypowali!

  3. marcinek901

    Wiele mówiono o tym że historia zatoczyła dramatyczny krąg wokół Katynia.
    A w czasie uroczystości pogrzebowych polskie fatum znowu dało o sobie znać
    I to jak że wymownie , nasi wypróbowani jak mogło by się wydawać sojusznicy,
    W obliczu tragedii narodowej znowu byli nie obecni z boku ,mogę zrozumieć
    Delegacje krajów Skandynawskich ,Kanady gdzie zagrożenie niebezpiecznym dla
    samolotów pyłem było realne . Ale dla przywódców niektórych państw europy,
    wydawać by się mogło że pył, spadł im dosłownie i w przenośni z nieba .
    Choć jak widać po przykładzie jaki dał prezydent Gruzji ,dla chcącego nic trudnego.
    Vaclav Klaus wyraził to dosadniej cytując (to, że nie przyjadą niektórzy Europejczycy, że nikt nie przyjedzie z Brukseli, to jest dla mnie niewybaczalne. Dowodzi to, że wszelkie mówienie o jedności europejskiej to jedynie puste słowa.)

Skomentuj