Prezydent pilnie poszukiwany
Tagi: Bronisław Komorowski, Jarosław Kaczyński, kampania wyborcza, Lech Kaczyński, marketing polityczny, wybory, Zbigniew Ziobro
Pytania o to, kto będzie kandydował na urząd prezydenta nie zadają sobie jedynie partie polityczne, które 10 kwietnia straciły swoich kandydatów. To pytanie zadają sobie miliony polaków, nie ważne, czy jeszcze pogrążonych w żałobie, czy już nie.
Spodziewać się można, że kampania prezydencka będzie chłodniejsza od tej, która miałaby miejsce za kilka miesięcy. Jednak to wcale nie znaczy, że temat kampanii nie jest gorący. Wpatrujemy się w scenę polityczną czekając na rozwój wydarzeń. Długo czekać nie musieliśmy. Pierwszy pojawił się na łamach „Rzeczpospolitej” Jarosław Kaczyński w parze ze Zbigniewem Ziobro.
[...] decyzja PiS zostanie ogłoszona najprawdopodobniej pod koniec tygodnia. Według naszych informatorów władze partii biorą pod uwagę tylko szefa partii Jarosława Kaczyńskiego i europosła Zbigniewa Ziobrę.
Jak podaje „Rzeczpospolita” [za „Der Spiegel”] Kaczyński miałby niemal pewne zwycięstwo: Do celu niosłaby go fala współczucia.
Można by przyjąć taką wersję. Jednak pamiętać należy, że pierwszy Kaczyński na stanowisku prezydenta się nie sprawdził. Nie możemy, nawet w obliczu tragedii i żałoby zapominać o poparciu jakie miał śp. Lech Kaczyński. Zauważmy nawet, że poprzez media wspominany był przez bliskich jako człowiek [ciepły i dobry, wspaniały mąż, ojciec i przyjaciel], natomiast, gdy mówiono o nim jako prezydencie padało słowo ‘patriota’. Tu warto dodać, że chyba żaden Polak nie zakłada, że ktoś sprawujący taki urząd będzie działał na korzyść innego kraju.
Bez wątpienia Jarosław miałby dużo prostszą sytuację. Oto zjawia się ten, który będzie kontynuował dzieło Lecha. Komorowski, który w sondażach wygrywał z Lechem Kaczyńskim może mieć sytuację dużo trudniejszą.
Przez członków Platformy Obywatelskiej przeleciała fala zwątpienia. Pojawiły się obawy o słuszność decyzji w sprawie kandydatury Komorowskiego. Niewątpliwie nie jest komfortową sytuacją dla Komorowskiego pełnienie obowiązków prezydenta i jednoczesne kandydowanie na ten urząd. Pojawiła się pierwsza krytyka – Rzeczpospolita podaje:
[…]był w czasie żałoby narodowej krytykowany m.in. za pospieszne nominacje: Jacka Michałowskiego na p.o. szefa Kancelarii Prezydenta i generała Stanisława Kozieja na p.o. szefa BBN. – To nie byłoby odebrane źle w stosunku do marszałka Sejmu, ale w stosunku do kandydata Platformy na prezydenta już tak – podkreśla dr Wojciech Jabłoński, politolog z Uniwersytetu Warszawskiego. – Komorowski nie zrobił też dobrego wrażenia podczas sobotniego orędzia. Jego ton, w zestawieniu z tym, o czym mówił, nie wypadł najlepiej.
Powodem do wątpliwości było nawet to, że po przemówieniu Tusk zebrał oklaski a Komorowski nie.
Patrząc na powyższe wolałabym już ostrą kampanię prezydencką. Swoją drogą nie widzę w tym nic złego. Dlaczego politycy nie mieliby debatować, wskazywać na słabe punkty kontrkandydata? Na pewno nie przystoi Jarosławowi, który przez ostatnie dni pełnił rolę całej rodziny zmarłej pary prezydenckiej, bicie się o fotel jego zmarłego brata. Z drugiej strony to zależy od definicji „bicia się o fotel”. Przecież to nie jest konkurs na najmilszego człowieka Polski. Nie konkurs na najbardziej życzliwego czy najlepszego przyjaciela. To wybory prezydenckie, tak często mylone z konkursem popularności.
Wyrażam głębokie przekonanie, że do 20 czerwca opadną emocje i Polacy zaczną myśleć jasno i logicznie. Głębokie przekonanie, że 20 czerwca będziemy wybierać nowego prezydenta, a nie przepraszać zmarłego za brak poparcia i wiary.
Justyna Frankel

„Będę kontynuował dzieło brata” – mam nadzieję nie usłyszeć.
Ostatnie zdanie jest najlepsze…