Historia magistra vitae?
Tagi: Andrzej Zoll, bohaterowie, Bronisław Komorowski, Financial Times, kościół, OPZZ, państwo, patriotyzm, Polska, Wiesława Tarnowska
Fot. Jerzy Łukaszewski
Nie mam wątpliwości, że szkolne lekcje historii szkodzą Polsce. Wypuszczają absolwentów nauczonych, że patriotą jest ten, który o Ojczyznę walczy. Ten, który coś dla niej wywalczy – już niekoniecznie. Ten, który niczego nie wywalczy, ale za to zginie – jest dodatkowo bohaterem narodowym.
Mało który nauczyciel tłumaczy uczniom, ile zbrodniczej głupoty szerzyło się wśród wodzów powstania listopadowego. Nie znam żadnego, który powiedziałby dobre słowo o margrabim Wielopolskim, choć lata po powstaniu styczniowym dowiodły, że to on miał rację.
Oba powstania uczniowie znają i czczą, jak pan Bóg i pan profesor kazali. O powstaniu wielkopolskim, które przyniosło najwięcej konkretnych korzyści, wspomina się półgębkiem. Ma ono zasadniczą wadę – dało Ojczyźnie najmniej męczenników. Poznaniacy zbyt dobrze je zorganizowali.
Nie wolno odmawiać patriotyzmu nikomu. Inna rzecz, że różnice w jego pojmowaniu są często tak wielkie, że wywołują niepowstrzymane emocje, a niekiedy i oskarżenia.
Patrząc dziś na nasz kraj można odnieść wrażenie, że widzimy dwie Polski. Tę skierowaną ku przeszłości, zanurzoną w martyrologii, zafascynowaną własnymi klęskami i cierpieniem, oraz tę drugą, w codziennym mozole wypracowującą sobie miejsce wśród innych narodów.
Przywykliśmy, że do pierwszej należy Kościół, instytucja konserwatywna, powoli zmieniająca swoje myślenie, patrząca na świat z innej perspektywy. Nie dziwiły więc w ostatnich dniach (poza zupełnie skandalicznymi wybrykami) wzniosłe wezwania, w których nie istniała żadna realna treść. Widocznie pasterze uznali, że duch żywi się słowem. Im wznioślejszym, im wyżej szybującym pod obłokami – tym lepiej. Mają do tego pełne prawo.
Pewnym kuriozum były jednak podobne wezwania płynące z instytucji raczej dotąd z duchowością nie związanych. Jak zaznaczyła wiceprzewodnicząca OPZZ Wiesława Taranowska:
Trzeba pozwolić narodowi na wypłakanie się i przeżycie żałoby. [...] Jeśli pracownika nie będzie przez jakiś czas, to świat się nie zawali – zaznaczyła Wiesława Taranowska.
Nie wiem, czy pani Tomaszewska chciałaby jechać pociągiem, który w pewnym momencie stanąłby w polu bo „maszynista musi się wypłakać”. Możliwe, że chciałaby. Póki co maszyniści pociągu zwanego państwem pracują. Nie zawsze jest to łatwe i wymaga sporej delikatności. Jest jednak, co by nie mówić – konieczne. Nawet „chłodni” fachowcy potrafią mieć nieco różne opinie.
Drobny przykład:
Marszałek Komorowski na pewno może się wstrzymać z ułaskawieniami, powoływaniem sędziów czy wręczaniem orderów.
…twierdzi prof. Zoll.
Ale już prof. Safjan widzi to inaczej:
Na przykład jeśli chodzi o mianowanie sędziów, to przecież stan przejściowy nie można paraliżować funkcjonowania systemu. Właśnie głowa państwa ma za zadanie wypełnić takie luki.
Ważne jest jednak to, że państwo nie stanęło, że pracuje. Pogrążeni w żałobie nie zawsze chcemy pamiętać, że żaden ból, żaden żal nie zwolni nikogo od wypełnienia jego obowiązków. A ci, którzy mieli początkowo pretensje do tymczasowej głowy państwa, że już podjął pierwsze decyzje personalne, jakby powstrzymali swoje pierwsze, niechętne odruchy rozumiejąc, że na spory i dyskusje przyjdzie czas.
Dziś marszałek robi to co musi. Jeśli zrobi coś źle, nie ma wątpliwości, że zostanie mu to wytknięte a przecież do stracenia ma on wiele, jak wiemy.
Komentatorzy Financial Times nie mają wątpliwości:
Pomimo strat tak wielu przywódców, instytucje polskiego państwa funkcjonują. Zgodnie z konstytucją prerogatywy władzy prezydenckiej przejął przywódca parlamentu, który ogłosi wybory prezydenckie w ciągu 60 dni. Bank centralny dał jasno do zrozumienia, że jego praca nie zostanie zakłócona.
To może być słabe pocieszenie. Ale z punktu widzenia historycznych zmagań Polski, to nie są sprawy błahe. Zachowanie normalności, w jej prozaicznym aspekcie, stanowi wielkie zwycięstwo, do którego ofiary przyczyniły się za swego życia.
Nawet niezbyt przychylni rządowi dziennikarze krajowi, zaczęli ten fakt zauważać:
Nie mamy złudzeń, żywioł polityczny wróci i przykryje ulotne chwile narodowego spokoju. Nie zmieni jednak czegoś, co w harmidrze awantur partyjnych udało się zbudować. Trwałych struktur stabilnego, demokratycznego państwa. Uroczystości żałobne to też rzadka okazja do zadumy, że jest coś, co nam się udało.
Wypada tylko mieć nadzieję, że politycy z tej „drugiej Polski” wezmą pod uwagę, że ta codzienna, mało medialna praca, toczy się także w ich i ich wyborców interesie. I że byłoby kiepskim sposobem na uczczenie pamięci zmarłych tragicznie polityków, gdybyśmy pozwolili na to, by to nieszczęście miało wpływ na rzecz tak „mało wzniosłą” jak giełdowe kursy.
Jerzy Łukaszewski

Trudno się nie zgodzić. Historia i literatura prezentowane w szkole promują śmierć za ojczyznę jako najwyższy stopień partiotyzmu. Życie dla ojczyzny jest znacznie mniej nośne PRowsko:/