Władza absolutna albo blaski i cienie polityki dupościsku
Tagi: Jarosław Kaczyński, komisja naciskowa, Liga Polskich Rodzin, PiS, Platforma Obywatelska, Roman Giertych, wizerunek
http://okladki-divx.neostrada.pl/covers/a/absolute_power.jpg
W tygodniu, w którym miały miejsce naprawdę ważne wydarzenia, występ Romana Giertycha przed komisją śledczą ds. nacisków przeszedł właściwie bez echa. Prawdę mówiąc, nie ma czego żałować
Jeśli przypomnimy sobie, jakie emocje wzbudzał Giertych, gdy był (wcale nie tak dawno) ministrem edukacji i wicepremierem, taki stan rzeczy może mimo wszystko wywoływać zaskoczenie. Ale tylko przez chwilę. Kto spodziewał się bowiem po środowym przesłuchaniu fajerwerków lub po prostu czegoś ważnego, srodze się zawiódł.
My jednak poświęcimy temu miałkiemu wydarzeniu uwagę.
Powód pierwszy to dyskretne i ciche (bo „łyknięte” praktycznie bez odzewu) przesunięcie granicy farmazonu dopuszczalnego w wypowiedzi publicznej. Pod pojęciem farmazon (całkowicie dowolnie i słowotwórczo) rozumiemy tu wypowiedziane w konwencji adekwatnego opisu rzeczywistości zdanie, które z rzeczywistością tą nie ma związku, względnie – której rzeczywistość ta w jawny sposób zaprzecza. Prosimy, Roman Giertych:
Jarosław Kaczyński uległ pokusie, która jest dosyć częsta w historii. Pokusa władcy, który posiada mandat do sprawowania władzy, ale pierwszym zadaniem, który sobie stawiał było uniemożliwienie odebrania sobie władzy, czyli uzyskanie władzy absolutnej
Nie podejrzewamy Jarosława Kaczyńskiego o szczególną odporność na pokusy wynikające z rządzenia, ale władza absolutna? Przydałaby się raczej pamięć. W końcu to właśnie Kaczyński dopuścił latem 2007 do wcześniejszych wyborów, chociaż sondaże wcale nie wskazywały na to, ze wygra i utrzyma premierostwo. Jak wiemy, nie kłamały.
Powód drugi to Giertych jako taki. Kiedyś czarny charakter, dziś OMC kandydat z list Platformy Obywatelskiej. I nawet jeśli tego typu przymiarki (Giertycha do PO) to tylko żarty i prowokacje dziennikarzy, mówią całkiem sporo o obecnym klimacie wokół osoby b. wicepremiera.
Bo facet się wyluzował. Już nie grzmi, nie straszy, nie „wodzuje”. Gdy nie ma piany na ustach, nikt nie będzie mu wypominał Młodzieży Wszechpolskiej (no, powiedzmy, ale chodzi o pewną tendencję).
Postawa Giertycha i jego obecna (kiedy nie sprawuje już władzy) recepcja przez polityków głównego nurtu i komentatorów to lekcja, którą mogliby odrobić przedstawiciele Prawa i Sprawiedliwości, rzecz jasna ze szczególnym uwzględnieniem liderów tej partii.
Zamiast polityki dupościsku, zaciekłości i nieustannej nadętej powagi, wyluzowany uśmiech, dystans, spokój. Opanowanie. Kompromis i ograniczone cele nie jako brzydkie wyrazy. Itd. Innymi słowy bycie odwrotnością medialnego wizerunku Jarosława Kaczynskiego.
Tylko że zaraz. Mamy rok 2010, Giertych jest cool i spoko. Inteligentny adwokat, posługujący się elegancką polszczyzną, potrafiący sensownie argumentować, postawny (to ostatnie miał akurat zawsze). Pozycja polityczna? Nie odnotowano.
Trzy lata wcześniej (a jeszcze lepiej cztery, gdy prowadzona przez niego Liga Polskich Rodzin odniosła największy wyborczy sukces w swojej krótkiej historii, zdobywając 16% głosów i 18,5% mandatów w wyborach do Parlamentu Europejskiego), gdy dla wielu (przeciwników, żeby była jasność, polityków i komentatorów głównego nurtu) Roman Giertych był bez mała inkarnacją Adolfa Hitlera, był liczącym się politykiem w 40-milionowym kraju i sprawował w nim przez pewien czas stanowiska wicepremiera.
Więc może lepiej zacisnąć poślady?
No cóż, często to kwestia tego, na czym się siedzi.

To wszystko jest oczywiście prawdą. Nie zmienia to jednak faktu, że słowa Giertycha na temat wodza Kaczyńskiego nie są pozbawione uzasadnienia. Źrodło (Giertych) nieco straciło na wiarygodności) a media main streamowe w pełny hipokryzji sposób przedstawiają teraz Giertycha jako głównego specjalistę ds. kaczyzmu. Wszystko to prawda, nie ma czystego elementu tej brudnej układanki.