Prawda czasu, prawda ekranu

Tagi: , , , , , , ,

Prawda czasu, prawda ekranu http://pl.wikipedia.org/w/index.php?title=Plik:KatynPL-kontury.jpg&filetimestamp=20070111092212

Medialna sensacja, jaką stała się telewizyjna emisja „Katynia” A.Wajdy w Moskwie wywołała kolejną dyskusję o temacie, na który wypowiadają się wszyscy, od rodzin ofiar, poprzez historyków aż do polityków. Pytanie: po co?


Nie, nie zamierzam nikogo prowokować czy szokować tym pytaniem. Wręcz przeciwnie, zadaję je po to by odpowiedzieć na inne: jak to się stało, że przez 20 lat wolnej Polski nasi politycy nie doszli do wypracowania jednego, niezmiennego stanowiska w tej sprawie? Normalny człowiek chcąc cos załatwić z innym człowiekiem, musi najpierw sam sobie odpowiedzieć na pytanie, czego tak naprawdę chce? Oraz: czy to jest możliwe?

Tymczasem mam wrażenie, że zbrodnia katyńska jest traktowana w zależności od aktualnych stosunków polsko rosyjskich, a także, niestety, od temperamentu aktualnie stojących u steru państwa. Że nie służy to ani pełnemu wyjaśnieniu sprawy, ani Polsce w kontaktach z Rosją – wydaje się oczywiste.

Nie znam jednej, oficjalnej odpowiedzi na pytanie: czego oczekujemy od Rosji w tej sprawie? Kiedyś słyszałem, że przyznania się do zbrodni i słów przeproszenia. Dziś już mało kto pamięta, że one ze strony rosyjskiej padły.

No, ale natychmiast znaleźli się politycy, którzy zaczęli krzyczeć, że to za mało. Być może, nie przeczę. W takim razie, co nie będzie „za mało”? Dlaczego przez 20 lat nie ma stanowiska, które Polska mogłaby konsekwentnie prezentować na forum międzynarodowym? Dlaczego wszystko zależy od emocji i nastroju poszczególnych polityków? Nie jest to poważne traktowanie problemu, a na dodatek pozwala „grać” mordem katyńskim tym siłom w Rosji, które zainteresowane wyjaśnieniem sprawy nie są.

Ostatnio przetoczyła się przez media fala świętego oburzenia w związku z procesem w Strasburgu, gdzie Rosjanie odpowiadając na pozew napisali, że

…ponieważ ofiary nie były zidentyfikowane, nie ma podstaw, by uznać, że zostały rozstrzelane.

Pomijając fakt, że Rosjanie napisali tę odpowiedź jakiś rok temu, a nasi dzielni politycy wykorzystują ją do wojenek między sobą dziś, kiedy klimat polityczny ma szansę nieco się ocieplić, mamy tu do czynienia albo z ignorancją, albo świadomym wprowadzaniem opinii publicznej w błąd.

Oficjalnie mówi się jedno, poprawia atmosferę. Jednocześnie śle się cyniczne pisma do Strasburga.

Bo to akurat jest nieprawda. Nie działo się to „jednocześnie”, co zostało już ustalone. Jeśli „specjalistka” opowiada takie rzeczy, to trudno się dziwić politykom, którzy na ogół specjalistami nie są.

Ponadto nikt nie wyjaśnia opinii publicznej jednej rzeczy: co innego prawda historyczna, a co innego odpowiedź procesowa na skargę pojedynczej osoby.

Można się oburzać i gorszyć, bo rzeczywiście brzmi to wręcz cynicznie i brutalnie, ale na taką skargę większość prawników świata odpowiedziałaby tak jak Rosjanie. Ergo: nie tędy droga. Rozumiem, że skargi rodzin pomordowanych są rozpaczliwym odruchem spowodowanym bezczynnością/partactwem/cynizmem (niepotrzebne skreślić) naszych polityków, ale nie dają nadziei na ostateczne załatwienie problemu.

Rosyjski prawnik wyjaśnia rzecz aż nadto jasno.

Akta osobowe, nie zachowały się, ponieważ zostały zlikwidowane. Zachował się jednak dokument, który mówił o ich zniszczeniu. To tzw. notatka Szelepina z 3 marca 1959 roku.

Niestety, prywatna strona pozywająca nie może opierać się na „prawdzie historycznej”, a na dokumentach i to dotyczących  konkretnej osoby.

Prawdę historyczną za podstawę swych działań może natomiast wziąć państwo. Dopóki jednak nie doczekamy się współdziałania między naszymi organami władzy w tej sprawie, zamiast żenujących przepychanek „kogo zaproszono i kto jedzie” nie wróżę sukcesu ano oczekującym na zakończenie sprawy, ano na poprawę stosunków z sąsiadem. Mam zresztą dziwne wrażenie, że na tej poprawie niekoniecznie wszystkim zależy. „Dyżurny wróg” to rzecz bardzo cenna dla polityka. Można wówczas uprawiać „zawody w nienawidzeniu Rosji” i na tej podstawie prowadzić „rankingi patriotyczne”. Cel bezsensowny, ale narzędzie polityczne wspaniałe.

W tym tygodniu o Katyniu będziemy słyszeli wiele. Przyglądajmy się i słuchajmy uważnie naszych „wodzów”. Czy z ich ust usłyszymy jakikolwiek konkret na temat: czego my tak naprawdę jako państwo oczekujemy od Rosjan w sprawie Katynia? Konkret, na którym będą mogli się oprzeć także Rosjanie.

Na razie, na nadmuchanych emocjach i licytacji ‘kto jest ostrzejszy” wygrywają tylko oni. My po raz kolejny pozostajemy na pozycji ofiary. Tyle, że tym razem, na własną prośbę.

Jerzy  Łukaszewski

  • Share/Bookmark

Jeden komentarz do “Prawda czasu, prawda ekranu”

  1. Dobre

Skomentuj