Lustro na gościńcu

Tagi: , , , , , , , ,

Lustro na gościńcu http://farm4.static.flickr.com/3229/2832381075_8948e61740.jpg

Cięlę z dwiema głowami zawsze wzbudzi większe zainteresowanie niż nawet egzotyczny okaz zwierzęcia, które urodziło się bez widocznych odchyleń. Nowość w polityce działa na podobnej zasadzie, dlatego prawybory, które, jak sądzę, z czasem staną się w polskich partiach normą, wywołały tyle dyskusji.

Skończyły się i … niezależnie od tego jak można ocenić ten (jeszcze wciąż) eksperyment, jak wiele wytkniemy mu potknięć i niedoróbek, do których wszakże ma prawo jako prototyp, po jego zakończeniu zadajemy sobie pytanie: dlaczego? Dlaczego zwyciężył marszałek Komorowski a nie minister Sikorski? Pytanie istotne w obliczu czekających nas w tym roku wyborów tak prezydenckich, jak i samorządowych.

Każdy wybór, jakiego dokonujemy, mówi przede wszystkim o nas samych. Jacy jesteśmy, czego chcemy, co odrzucamy, ale także jakie techniki marketingu politycznego na nas działają a wobec jakich pozostajemy nieczuli.

Faul Sikorskiego na urzędującym prezydencie już na samym starcie odebrał mu pokaźną liczbę głosów i to wcale nie dlatego, by członkowie PO darzyli L. Kaczyńskiego jakimś szczególnym sentymentem, lecz właśnie dlatego, że jest wręcz przeciwnie. Krytykujący od kilku lat braci Kaczyńskich za ich skłonność do wywoływania konfliktów, agresję słowną i ciągłe szukanie wroga, musieliby zaprzeczyć samym sobie wybierając człowieka, który postępuje podobnie. Co prawda poseł Brudziński nie zauważa tej analogii oceniając ministra:

Sikorski niewątpliwie byłby łatwiejszy, bo jest politykiem emocjonalnie niedojrzałym i że bardzo łatwo wyprowadzić go z równowagi

…ale mentalność Kalego nie jest ostatecznie niczym nowym w naszej polityce.

Charakterystyczne, że po telewizyjnej debacie, wszyscy komentujący dziennikarze wskazywali na zwycięstwo Sikorskiego, gdy tymczasem głosujący sms-ami widzowie – odwrotnie. Żurnalistom podobał się Sikorski, bo pasuje on jak ulał do coraz bardziej agresywnego charakteru naszych mediów, na co zwraca uwagę coraz więcej ich odbiorców, a co jak na razie, nie robi większego wrażenia na ich gremiach kierowniczych. Dziennikarze poczuli w Sikorskim kogoś „ze swojej bajki”, gdy tymczasem marszałek, spokojny i przewidywalny nie obiecuje na przyszłość zbyt wielu „gorących newsów”.

Ciekawe, że żaden z panów redaktorów nie zająknął się w sprawie, która rozpalała głowy internautów, a mianowicie żony ministra. Przykry rozziew między sprawami dyskutowanymi publicznie w sieci a mediami, które( nie wierzę, że przypadkiem) w ogóle tego aspektu sprawy nie zauważały. Żydowskie pochodzenie pani Sikorskiej okazało się tematem zbyt ciężkim do udźwignięcia dla płochliwych komentatorów wolących udawać, że nie wiedzą o co chodzi, niż narazić się… no właśnie, komu?

Mimo wszystko większą dojrzałość wykazali internauci, którzy mówiąc o wszystkim bez skrępowania potrafili zdobyć się także na głos, że:

…wybrałbym na prezydenta żonę Sikorskiego niż jego samego, bo jest inteligentniejsza i nie jest bufonem

O dziwo, głosów typowo antysemickich było niewiele i to raczej skryte za fałszywą troską o „tajemnice państwowe” i brak obywatelstwa polskiego. Ciekawe czy ktoś pamięta jeszcze, że pierwszy prezydent wolnej Polski po zaborach był obywatelem… Szwajcarii.

Minister Sikorski deklarujący, że jest głównie kandydatem „młodych” otrzymał w Lublinie odpowiedź:

Młodzi lokalni działacze PO pozbawili jednak złudzeń Sikorskiego. Na spotkanie założyli koszulki z napisem: „Kocham Radka Sikorskiego” (przód), „Wygra Bronisław Komorowski” (tył). W ramach riposty szef MSZ wyjął koszulkę, na której widniał nadruk: „Kochamy Bronisława Komorowskiego” – wygra Radek Sikorski.

I chyba ta jego reakcja, aczkolwiek dowcipna, mówi wszystko. Wet za wet, cios za cios, czyli dokładnie to, czego wyborcy mają już serdecznie dość w polskiej polityce.

Marszałek tymczasem punktował na każdym kroku podkreślając, że nawet ogłoszenie terminu wyborów prezydenckich uzależnia od konsultacji.

Chodzi mi o to, by usłyszeć informację, czy są jakieś bardzo ważne przeszkody dla jakiegoś terminu z punktu widzenia jakiś bardzo ważnych prac prezydenckich, czy rządowych.

Wyborcy daje to poczucie, że wszystko jest normalnie, spokojnie, że nie trzeba się niczym niepokoić. To procentuje przy urnie.
Nasza klasa polityczna wyrosła w sporej części z walczącej Solidarności i wychowana na dość specyficznie wykładanej historii, bardzo często zapomina, że każda walka ma swój koniec, że z każdej wojny trzeba wrócić i chwycić za pług. A to, że znacznie trudniej się nim operuje niż szabelką, nie do wszystkich dociera na czas. Prędzej czy później polegną w „bitwie pod urną”.

Wynik i tych i innych wyborów, jak stendahlowskie lustro, pokazuje przede wszystkim nas samych.

Jerzy Łukaszewski

  • Share/Bookmark

2 komentarze do “Lustro na gościńcu”

  1. Artykuł z klasą i – w moim subiektywnym odczuciu ;) – całkiem obiektywny. Chociaż polityki mam coraz bardziej dość, czytało się całkiem przyjemnie.
    Cały portal jest miłą odmianą i świeżością w sposobie oceny polskiej polityki. Oby tak dalej

  2. Archi, jak publicystyka może być obiektywna?

Skomentuj