Co ślina na język przyniesie?
Tagi: Bronisław Komorowski, in vitro, marketing polityczny, wystąpienie publiczne
http://www.dziennik.pl/files/archive/00154/IN_VITRO_154794l.jpg
Okazuje się, że nie zawsze to, czym mówca chciałby się podzielić ze światem. Słowa poszły w eter w niedzielę, a odbijają się echem do dziś. Osobiście jestem za realnie prowadzoną polityka prorodzinną – proszę nie mylić z obecnie prowadzoną – pseudo polityką.
Realność w moim mniemaniu oznacza to, że rząd poza mówieniem, obiecywaniem, planowaniem czy też uwzględnieniem w planach rzeczywiście działa na rzecz polepszenia warunków polskich rodzin aż bezdzietnym chce się mieć małą gromadkę zjadaczy chleba.
Każdy Polak wie, a przynajmniej tak mi się wydaje, że Polska nie jest krajem, w którym chce się wychowywać dzieci. Brakuje żłobków, trudno o miejsce w przedszkolu, małe dzieci szybko rosną, a co za tym idzie trudno nadążyć z kupowaniem ubrań i jak na złość przez pierwszy rok (a nawet dwa) dziecko nie potrafi wypróżnić się do nocnika co skutkuje wysokimi rachunkami za pieluchy.
Narzekać można w nieskończoność. Jednak szczęścia jakie niesie ze sobą macierzyństwo (jak bardzo okrutne by ono nie było) i tacierzyństwo (mniej okrutne, ale jednak) nie da się opisać w kilku bezuczuciowych i jakże trącących materializmem zdaniach. Nic więc dziwnego, że in vitro budzi w polskim społeczeństwie ciągle żywe dyskusje.
Oliwy do ognia dolał również marszałek Komorowski. Tak, można się dziwić, że autorem kontrowersyjnych wypowiedzi nie był Sikorski, ale jakieś urozmaicenie w prawyborczym pojedynku musi być – co by zachować równowagę na przykład.
In vitro powinno być finansowane, ale państwo ma prawo traktować wydatki z budżetu jako swoistą inwestycję, nie w stosunku do wszystkich, tylko w stosunku do tych, gdzie jest szansa, że się urodzą dzieci zdrowe i będą dobrze wychowane, wychowane na dobrych obywateli w przyszłości.
Zatem mamy inwestycję. Państwo zasponsoruje mi dziecko, które potem odda ten dług płacąc podatki. Sprytne (swoją drogą można wprowadzić wyższe podatki dla osób urodzonych dzięki zapłodnieniu in vitro). Teraz tylko należy sprawić kolejną instytucję, która będzie badała jaką szansę mam ja, a jaką inna potencjalna matka. W ramach tej samej instytucji lub jakiejś innej, kolejnej badane będą moje zdolności pedagogiczne i predyspozycje psychiczne do wychowania dziecka na dobrego i oddanego krajowi obywatela.
Oczywiście rozumiem późniejsze tłumaczenia ‘co autor miał na myśli’. Rozumiem, że Komorowski popiera in vitro, że jest za tym, aby było finansowane przez państwo. Brawa mu za to i chylę czoła. Nie zmienia to jednak faktu, że potraktował zabieg, często będący ostatnią szansą dla kobiety, również mężczyzny na posiadanie własnego dziecka jako inwestycję. Takie podejście jest zwyczajnie przedmiotowe. To jakby leczyć raka tylko u tych, którzy mają 100% szansę na jego wyleczenie.
Justyna Frankel

W miarę zbliżania się do wyborów, jednych bądź drugich, zrobi się goręcej i gaf tego rodzaju usłyszymy duuużo więcej:) Już się nie mogę doczekać:>!
Wystarczy zakazać sprzedaży środków antykoncepcyjnych – ciąż będzie więcej i mniej zagrożeń związanych z nowotworami.