Internet do kożucha

Tagi: , , , , ,

Internet do kożucha http://e.pardon.pl/pa915/120763cf000b3ede47f261c9

Nowa wersja starej reklamy: uderzamy człowieka w głowę komputerem za 3 tys. PLN. Głowa pęka. Powtarzamy operację przy użyciu prymitywnej maczugi za 87,50 PLN sztuka. Głowa pęka. Głos zza kadru: jeśli efekt ten sam, to po co przepłacać?

Dobór odpowiednich środków i narzędzi pracy jest jednym z warunków sukcesu. Jeśli zamierzamy zbić zwykły płotek z desek, to użycie w tym celu kosmicznych technologii nie dość, że jest nieporozumieniem, to na dodatek może przynieść skutek odwrotny. Użycie granatu do wbijania gwoździa w ścianę może sprawić, że nie będzie gdzie powiesić obrazka.

Spindoktorzy pracujący dla partii politycznych, zdołali je przekonać do oczywistego faktu, iż internet to miejsce, gdzie spotyka się tak wielka liczba potencjalnych wyborców, że trudno to narzędzie komunikacji ignorować, nawet jeśli się nie ma do niego wewnętrznego przekonania.

A bywa, że się nie ma.

Wszyscy pewnie pamiętają jeszcze słowa prezesa Kaczyńskiego:

Nie jestem entuzjastą tego, żeby sobie młody człowiek siedział przed komputerem, oglądał filmiki, pornografię, pociągał z butelki z piwem i zagłosował, gdy mu przyjdzie na to ochota. Zwolennicy głosowania przez Internet chcą tę powagę odebrać [... ] Tą grupą najłatwiej manipulować, sugerować na kogo ma zagłosować.

Pan prezes miał, oczywiście, prawo do takiego osądu, choć może nie wypadło najzręczniej  wyjaśnienie dodane  w wywiadzie telewizyjnym, że był świadkiem takich scen.

Pozostawało otwartym pytanie: jeśli tą grupą tak łatwo manipulować, to dlaczego pan prezes rezygnuje z takiej oczywistości, takiej łatwizny?

Dorobił się pan prezes własnej strony. Jej treść, nastawienie do innych partii itd. nietrudne są do odgadnięcia. Polska norma. To, co mnie ciekawiło, to możliwość nawiązania kontaktu z jej autorami. Choćby poprzez komentarze pod newsami. W celach eksperymentalnych wpisałem taki komentarz krytykując, jak pan Bóg przykazał, jednego z ministrów PO. Wyświetliło się podziękowanie, komentarz poszedł do moderacji i …. cisza. Nigdy się nie ukazał, mimo iż jak najbardziej spełniał wszystkie PiS-owskie normy. Eksperyment powtórzony trzykrotnie dał podobny efekt. Próbował kolega – ten sam rezultat.

Pytanie brzmi: czyje „komentarze” ukazują się pod newsami na PiS-owskiej stronie? Pytanie drugie: czy administratorzy strony naprawdę uważają internautów za  gamoni, którzy nie zauważą tego manewru?

Wbrew twierdzeniu pana prezesa, internautami trudniej manipulować. Mają oni natychmiastową niemal możliwość weryfikacji każdego szwindlu.

Wszystko da się sprawdzić, odszukać, porównać.

Po co szumnie wchodzić w sieć, jeśli się nie ma zamiaru stosować do jej zwyczajów i nie bierze się pod uwagę jej możliwości? Nie tacy jak pan prezes próbowali wprowadzić do niej swoje zasady. Nie dali rady, choć byli o niebo lepiej do tego przygotowani.

A PiS wszedł szeroką ławą. Powstała strona dla sympatyków, czyli , jak wynikało z przemówienia na kongresie, dla tych co popierają PiS, ale publicznie wstydzą się do tego przyznać.

Status sympatyka okazuje się bardziej skomplikowany, niż wynikałoby to ze znaczenia tego prostego przecież słowa. Nie dość, że rejestracja na stronie przypomina próbę dokonania operacji bankowej, tak dalece posunięta jest identyfikacja logującego się, to jak się okazuje, istnieje kilka szczebli „sympatyzowania”.

Wszystko to wskazuje, że mimo pozornego pogodzenia się z tym nowoczesnym medium, zwyczaje partii nadal tkwią korzeniami w głębokich latach 60-tych XX wieku. Panuje zasada: wszystko musi być pod kontrolą.

Oczywiście, każdemu wolno konstruować stronę wedle własnych upodobań, jednak przy niezmienionych zwyczajach może to się okazać działaniem jałowym, a z szumnie zapowiadanej internetowej konkwisty wyjdzie kolejny temat do żartów, które, jak to przyznał prezes, bolą. Po co więc zaczynać?

Niedaleko pada jabłko od jabola, jak powiada Pismo. Pan prezydent też ujął w dłoń, za przeproszeniem, myszkę i objawił się w sieci. Bardzo słusznie.

Niewątpliwie może być powodem do dumy nagroda przyznana kancelarii prezydenta przez autorów Wikipedii, prezentowana wg, rad PR-owców jako „nagroda internautów”. Jeśli się czyta jedynie tytuły, rzeczywiście – sukces.

Maleje on, gdy przeczytamy, że jest on w sumie podziękowaniem

za udostępnienie zdjęć publikowanych w serwisie Prezydent.pl na zasadach GFDL. W zasobach Wikimedia Commons znajduje się obecnie 1175 plików ze zdjęciami z serwisu Prezydenta RP.

Pytany o możliwość głębszego wejścia w sieć, prezydent odpowiada, że

Do końca życia (blog) – chociaż to oczywiście pożyteczna instytucja – będzie mi się łączył z jednym nazwiskiem, którego szczególnie nie chcę naśladować.

Oczywiście, ktoś złośliwy mógłby przypomnieć, że np. Stalin używał noża i widelca, może by więc pozbyć się sztućców, ale na szczęście, nikt tu nie jest złośliwy. Chodzi o to tylko, czy jest sens brania do ręki narzędzia przez ludzi, którzy darzą je dalece posuniętą nieufnością i psują przyniesionymi skądinąd uprzedzeniami. W czasie niedawnej awantury o honorowe obywatelstwo Krakowa padały ciekawe opinie na temat użytkowników internetu.

Czy na portalach siedzą poważni ludzie?

- pyta w rozmowie z „Gazetą Krakowską” przewodniczący rady miasta?

Internauta, który się z nami nie zgadza, nie jest poważnym człowiekiem – prosta, klarowna zasada.

Sieć, jaka jest, każdy widzi. Przy wszystkich jej wadach ma jedna zaletę: internautom nie da się niczego narzucić samym tylko stwierdzeniem, że „prezes ma zawsze rację”. Nie da się ich tak łatwo nastraszyć, jak zależnych od prezesa politycznych karierowiczów. Kolejna PiS-owska strona, MyPiS jest dopiero w przygotowaniu, a sieć już jest pełna żartów z czytanej z angielska jej nazwy. Powstają też strony-parodie.

Mimo pełnego uznania dla wysiłków partii mających zmienić jej wizerunek, muszę powiedzieć, iż ktoś, kto nie umie obsługiwać kosiarki, a chce wykorzystać ją jako domowego fryzjera, lepiej żeby po prostu zapuścił długie włosy.

Jerzy Łukaszewski
  • Share/Bookmark

3 komentarze do “Internet do kożucha”

  1. Hunter

    Rewelacyjny wstęp, szacun!

  2. Powinien być jednak jakiś filtr: dobre PO <– odrzucamy, zle PO <– przyjmujemy. A tak zmarnowano komantarz anty-PO autora tego tekstu:) Może się jeszcze znajdzie:)!

  3. jasiulento

    Doskonal~e, choc uwazal bym z ostrzeganiem przed testowaniem nietypowych narzedzi fryzjerskich. Ludzie potrafia byc przekorni.
    Moze w koncu bedzie mozna poczytac normalnie napisane artykuly o politykach.

Skomentuj