Pani Ewa, czyli pewne uogólnienie

Tagi: , , , , , , ,

Pani Ewa, czyli pewne uogólnienie http://1.bp.blogspot.com/_UtxovsBsS1M/SxiFcmMM5RI/AAAAAAAAAEc/AAeZRixUuJM/s320/pinokio.jpg

Jeśli poważny argument w sporze, w którym jedną z postaci jest szef rządu, to stwierdzenie, że dana pielęgniarka „jest” oraz potwierdzenie tego na papierze, to.. No właśnie: czy ktoś sobie tu robi jaja?

Zaczęło się od tego, że podczas debaty z Jarosławem Kaczyńskim przed wyborami jesienią 2007 roku, Donald Tusk powołał się na rozmowę, jaką rzekomo odbył z panią Ewą, pielęgniarką, by w ten sposób udowodnić wszystkim widzom, że ma lepszy od szefa PiS kontakt ze „zwykłymi ludźmi”.

Co by nie mówić – plan się sprawdził. Oczywiście Platforma z Tuskiem na czele, nie wygrała wyborów tylko dlatego, że obecny premier wiedział – w przeciwieństwie do swojego konkurenta – ile zarabiają pielęgniarki, ale na pewno ten kawałek debaty w zwycięstwie mu nie przeszkodził. Ludzie uwierzyli.

Tomasz Sekielski w wyemitowanym w TVN filmie dokumentalnym „Władcy marionetek” twierdzi, że Tusk ich (nas) okłamał. Teza na poziomie ogólnym mało kontrowersyjna, gdy odnieść ją do konkretu – robi się całkiem ważna. Sekielski twierdzi otóż, że Tusk z panią Ewą wcale nie rozmawiał. Że wymyślił sobie tę sytuację i bezczelnie posłużył się fikcją, by zrobić dobre wrażenie. Powiedział publicznie, w bardzo ważnym momencie kampanii, że spytał się o zarobki pielęgniarki w szpitalu w Skarżysku-Kamiennej (powiedział dokładnie: „pani Ewa, którą spytałem”), Sekielski sprawdził tymczasem, że żadna pani Ewa pracująca tam jako pielęgniarka z Tuskiem nie rozmawiała. Złapał premiera na kłamstwie jak kieszonkowca za rękę. Miał to czarno na białym: Tusk kłamał.

Reakcja była kwestią czasu. TVN przeciwko premierowi?! Doświadczony w pilnowaniu spraw rzecznik rządu Paweł Graś od razu zabrał się za wyjaśnianie, następnie zaś wysłał publiczny list do stacji:

Podana w programie red. Sekielskiego informacja jest nieścisła. Już w dniu 1 sierpnia 2008 r. Dyrektor ZOZ w Skarżysku-Kamiennej poinformował stację telewizyjną TVN i red. Tomasza Sekielskiego, że osoba określona jako „pani Ewa” rzeczywiście pracuje w ZOZ w Skarżysku-Kamiennej oraz w dniu 12 października 2007 r. wyraziła zgodę na publiczne podanie warunków jej wynagrodzenia za pracę. Wobec tego nie jest prawdą, jakoby pani Ewa była postacią fikcyjną.

Tylko na co ten list odpowiada? Czy Sekielski faktycznie twierdzi w swym filmie, że pielęgniarka Ewa nie istnieje?

Nie sugeruję, że takiej osoby nie było. Gdy mówię o „zmyślaniu postaci”, wyraźnie zaznaczam, że nie chodzi o Tuska.

Tusk za to, również wyraźnie, zasugerował w debacie dwa lata temu, że z pielęgniarką rozmawiał i to w dodatku osobiście. Że nie powiedział nic takiego dosłownie? No pewnie, ale trudno od inteligentnych odbiorców – a za takich, mamy nadzieje, uważa premier RP obywateli swojego kraju – wymagać, by opis

(…) pani Ewa, którą spytałem (…)

odczytali jako relację o tym, że współpracownicy przewodniczącego PO wysłali do dyrektora szpitala w Skarżysku-Kamiennej pisemne zapytanie z prośbą o informację, ile średnio zarabiają pielęgniarki (swoją drogą to dowód na autentyczną troskę o „szarego człowieka” i spontaniczne zainteresowanie Tuska życiem „zwykłych ludzi”: jego współpracownicy podpisują z nimi umowy). A jednak premier tego wymaga. Oczywiście nie osobiście. Od brudnej roboty ma dozorującego jego wizerunku Grasia.

Premier kłamał i nawet jeśli nie dałoby się tego udowodnić przed sądem, nic tego faktu nie zmieni.

Film dokumentalny to skrót, pewne uogólnienie. Kluczowe jest to, że premier nie rozmawiał z tą pielęgniarką.

Tak mówi Sekielski. I ma rację. Premier-swojak, kumpel wszystkich, „grający z chłopakami” w piłkę, to fikcja, wizerunkowa bajka. Bo naprawdę szef rządu jest cyniczny, bezwzględny i kłamie. Ale pytanie pozostaje: czemu tak doświadczony jak on dziennikarz, oparł główny zarzut, jaki wysunął w filmie wobec Tuska, na tak kruchej podstawie? Bo wiedział, że istnieje oświadczenie pielęgniarki, która zgadza się na wykorzystanie jej wizerunku i informacji o zarobkach przez sztab Tuska, i musiał zdawać sobie sprawę z tego, że otoczenie premiera powoła się na nie, by bronić dobrego imienia swojego szefa, jak również z tego, jaki wpływ będzie to miało na odbiór całości filmu. Nie chcemy wchodzić w teorie spiskowe, ale trąci to samobójem.

Sekielski powiedział prawdę i wielka chwała mu za to, bo – jakkolwiek paradoksalnie by to nie brzmiało – jest bodaj pierwszym dziennikarzem „głównego nurtu”, który odważył się na coś tak niepopularnego, jak krytyka takiego przecież fajnego, wyluzowanego premiera. Ale równocześnie pozostawił furtkę, by otoczenie premiera i jego zwolennicy, naprawdę istotne zarzuty z łatwością zdezawuowali. I o co w tym chodzi?

No cóż, tylko jedno jest pewne bezsprzecznie: wszyscy zainteresowani dokładnie gdzieś mają panią Ewę i jej zarobki.

Piotr Tomza
  • Share/Bookmark

3 komentarze do “Pani Ewa, czyli pewne uogólnienie”

  1. Pani Ewie grozi „popularność” porównywalna do słynnej bohaterki spotów PO, która sprzedała się następnie PiSowi, stanowiąc – do dziś – jedyny wspólny polityczny produkt POPiSu:>

  2. minetou

    taaaa TUSK jest wyluzowany z podwórka, gra w nogę, jara jointy… ale w sumie premier PISU Marcinkiewicz też wyluzowany był bardzo … kraj luzaków, i narkomanów z ławki osiedlowej grających czasem w piłkę … kurcze tak jak ja (i tak pewnie myśli co drugi Polak) …

  3. pereiro

    Absolutnie nie zamierzam bronić Tuska, którego intencją nie była rozmowa z troską z „szarym obywatelem”, tylko rutynowe pozyskanie informacji do wykorzystania w kampanii. Chciałbym jednak zauważyć, że zwrot „pani Ewa, którą zapytałem” jak najbardziej może oznaczać pozyskanie informacji przez współpracowników Premiera. Podwładni bardzo często wykonują czynności w imieniu szefów, podpisują nawet pisma z upoważnienia. Nagminne jest to w przypadku urzędników. I tak, jak każdy z nas ma dowód osobisty wydany przez Burmistrza lub Prezydenta miasta, którego ów Burmistrz lub Prezydent na oczy nie widział, nie podpisywał i nie wydawał, tak Tusk mógł zapytać panią Ewę nie widząc na oczy i nie podpisując pisma z pytaniem o zarobki.

    Skrót myślowy, jakich wiele. Wiele jest prawdziwych kłamstw w polityce, więc po co czepiać się tak wątpliwych spraw?

Skomentuj