Nie rób drugiemu… za co ci nie płacą

Tagi: , , , , , , , , , , , ,

Nie rób drugiemu… za co ci nie płacą http://bodzia.blox.pl/resource/szachy.jpg

Przywykliśmy uważać politykę za rodzaj gry, połączenie publicznej partii szachów z grą w piłkę w państwie Majów. Tam przegrywający płacili za klęskę głowami. W grze, jak to w grze, relacje osobiste się nie liczą.

Osoby serdecznie się nie znoszące współpracują zgodnie, bo takie są reguły. „Szorstka przyjaźń” Leszka Millera i Aleksandra Kwaśniewskiego była najlepszą egzemplifikacją tej zasady. Polityczna „egzekucja” Grzegorza Schetyny, zaprzyjaźnionego z premierem także, choć w druga stronę. W jednym i w drugim przypadku, osobisty stosunek do innego polityka składano w ofierze na ołtarzu „sprawy”, co przez publiczność było przyjmowane ze zrozumieniem.

Jednak ta zasada została skażona przez polityków uważających, że polityka musi być podporządkowana ICH stosunkowi do innego człowieka. Niektórzy pamiętają sprawę posła Zalewskiego, który „śmiał” zapytać minister Fotygę o rzeczywisty wymiar odtrąbionego sukcesu w czasie unijnych negocjacji. A był to jego obowiązek, jako przewodniczącego komisji sejmowej. Można zrozumieć niechętny odbiór takiego pytania, natomiast rodzaj reakcji, z jakimi się spotkał, stanowi kuriozum warte opisania w podręcznikach.

Oto najwyższy urzędnik w państwie… obraził się. Zerwał wieloletnią znajomość. Zdarza się, choć niekoniecznie trzeba o tym informować cały kraj. Gorzej, że w świadomości wyborców utrwalił się pogląd, iż poseł Zalewski z tego właśnie powodu stracił swoją funkcję państwową. Ergo: posiadł ją w swoim czasie z powodu wręcz przeciwnego i nie miało to żadnego związku z jego umiejętnościami.

Strzał do własnej bramki. Prezes PiS mówiąc o Donaldzie Tusku, nie potrafi zdjąć z twarzy wyrazu zaciekłości i zmienić tembru głosu na łagodniejszy. Można zrozumieć głęboką niechęć do rywala, ale szkolnym błędem jest okazywanie tego w sposób tak „osobisty”. Błędem, bo odbiorca widząc to nie będzie już przywiązywał wagi do serwowanych argumentów, jak poważne by nie były.
Odbiorca widzi, że Kaczyński organicznie wręcz nie znosi Tuska, i że tym się kieruje mówiąc na dowolny temat.

Prezes przesadzał, gdy krytykując posunięcia rządu, za każdym razem dodawał frazę „…i osobiście Donalda Tuska”, co po jakimś czasie zaczęło być wręcz zabawne. Sam słyszałem jakieś przemówienie J.Kaczyńskiego, w którym powiedział, że rząd pracuje źle. Po chwili zorientował się, że zdanie było niepełne i pospiesznie dodał brakujący fragment „…i osobiście Donald Tusk”.

Można to było uzasadnić chęcią zdyskredytowania rywala brata w wyborach prezydenckich. Po rezygnacji premiera ze startu nie uzasadnia tego nic. A maniera pozostała, czego byliśmy świadkami na niedawnym kongresie.

Gorzej, gdy osobista niechęć zaczęła zaćmiewać rozsądek. Trudno nazwać rozsądnymi wystąpienia, w których zaczął zarzucać premierowi przestępstwo.

Niedawny przykład:

Donald Tusk dokonał w sposób celowy, zamierzony, przecieku i dopuścił się przestępstwa, i powinien być za to sądzony.

Nie miejsce tu na analizę przyczyn widocznej na każdym kroku osobistej niechęci. Warto jedynie odnotować, że nawet u wiernych pretorian zauważalne jest coraz większe zniechęcenie. Wyraźnie widzą, że jest to droga dla polityka samobójcza i tylko z pozoru skuteczna, bo idąca na rękę mediom lubującym się w skandalikach i małych sensacyjkach. Medialny potwór szybciej zmienia swe kulinarne gusty niż polityk jest w stanie zmienić sposób myślenia.

A jest jeszcze inna strona tego medalu. To politycy z grona najbliższych, którzy ten błąd potrafią cynicznie wykorzystać dla własnych celów. Uwielbiana przez braci Kaczyńskich matka, tak mówi o Zbigniewie Ziobrze:

To zdolny człowiek. Kiedyś dzwonił do mnie radzić się, a właściwie rozmawiać o drobnych sprawach. Dziś już nie dzwoni. Jest za granicą. Myślę, że jest teraz bardzo pewny siebie.

Nie jest moją rolą pozbawiać starszą panią złudzeń, jej wolno wierzyć w szczerość intencji eks ministra.

Polityka sprowadzana do poziomu tabloidalnego, bazująca na sympatiach i antypatiach, ma wiele wad. Przede wszystkim jednak jest bezpłodna, co po pewnym czasie nawet dla mało wyrobionego odbiorcy staje się widoczne jak na dłoni. Ona nigdzie nie prowadzi, niczego nie załatwi. Jest wężem, który koniec końców zje własny ogon.

Jerzy Łukaszewski

  • Share/Bookmark

2 komentarze do “Nie rób drugiemu… za co ci nie płacą”

  1. Niestety, musimy się przyzwyczajać do zaniżonych standardów. Lepiej już nie będzie.

  2. Zalewskiego rzeczywiście szkoda. Tzn. PiS powinien żałować. To był gość z klasą. pewnie dlatego już poza PiSem. Godzenie członkostwa w tej partii z klasą staje się niewykonalne…

Skomentuj