Masz cipkę? Wyłącznie?
Tagi: argument, argumentacja, Beata Kempa, debata, feministki, ideologia, Magdalena Środa, Manifa, marketing polityczny, Marzena Wróbel, Partia Kobiet, parytet, polityczny PR, Renata Beger
http://www.all4all.org/images/2004/08/1069.png
Współczesną kobietę należy traktować głębiej i na szerszym podłożu! – zagrzmiał swego czasu mistrz Wańkowicz wzbudzając zrozumiały entuzjazm słuchaczek, jako że wyszedł z tym postulatem w trakcie jakiejś publicznej debaty przy udziale płci żeńskiej. Żart? Oczywiście. Dziś jednak byłby wzięty serio.
Ruchy kobiece/feministyczne we współczesnym świecie są tak zideologizowane, że praktycznie jakakolwiek rozmowa z nimi przypomina dyskusję Eskimosa z lemurem. Nie ma jak się spotkać.
Problem praw kobiet i zagadnienia pochodne, są ważne, nawet bardzo. Nie da się jednak niczego osiągnąć samemu ośmieszając temat. Jeśli bowiem, ulubiona do niedawna przeze mnie komentatorka życia publicznego, prof. Środa, na proste pytanie: ile jest 2×2? Odpowiada, że „wg. kobiet – 4!”, to rzecz poważna być przestaje.
Słucham z uwagą wypowiedzi walczących pań i zdumiewa mnie coś, co należy nazwać karygodną amatorszczyzną. Kongres Kobiet to był popis celebrytek plus nijak do Polski nieprzystające kalki sprowadzone bez składu i ładu z Zachodu.
Wystąpienia pań – polityczek obfitują w argumenty tak demagogiczne, że aż dziw bierze, że żadna się nad nimi chwilę nie zastanowi.
Swego czasu jak jeden mąż głosiły, że „kobiety w polityce łagodzą obyczaje”. Proszę wybaczyć, ale wolałbym, by posłanki Beger, Kempa czy Wróbel, niczego mi nie łagodziły. Czy jest ktoś, kto w obliczu tych nazwisk potraktuje taki argument poważnie?
Równie oklepanym argumentem jest to, że „kobiety są lepiej wykształcone”. Oczywiście, bez wyjaśnienia, że statystyka ta dotyczy ogółu społeczeństwa a nie konkretnych branż czy stanowisk. Taki szwindel łatwo wykazać – kolejny argument chybiony.
Dużą popularnością cieszyły się na tegorocznej Manifie hasła typu :”mam cipkę”. Cieszy mnie, oczywiście, fakt iż panie posiadły już tę skrywaną przed nimi wiedzę, ale śpieszę zapewnić, że większe wrażenie na adresatach zrobiłby plakat: „mam rozum”. W odróżnieniu od mężczyzn, którzy są głupi.
Założycielka Partii Kobiet mówi wprost:
Facetami trzeba manipulować. A manipuluje się przecież kimś głupszym. Z drugiej strony, traktujemy mężczyznę jak najwyższe dobro, bo przynosi do domu pieniądze. Takie rozdwojenie jest schizofreniczne i nieuczciwe. Oszukujemy się, nasze partnerstwo jest chore. Nie na tym polega miłość.
Sądzę, że trudno będzie przekonać kogokolwiek, iż miłość polega na ciągłej walce i wzajemnym wyliczaniu sobie czasu pracy
Kobieta pracuje w domu o 10 godzin więcej tygodniowo niż mężczyzna. Dlaczego się na to godzimy? Dlaczego jesteśmy służącymi facetów? Same jesteśmy sobie winne. Robimy małe ruchy, które pokazują, że zgadzamy się na bycie służącymi. Wytrę stół, bo on nie zrobi tego porządnie. Od tego się zaczyna. Na nierównych zarobkach się kończy. Oddychamy brakiem praw i demokracji.
Oczywiście, że polski model partnerstwa jest daleki od ideału, ale ideałem tym na pewno nie jest para, która zamiast kochać się i szanować, prowadzi na bieżąco rachunkowość. Rozumiem, że Gretkowska wolałaby jeść kolację na zaświnionym stole, niż wytrzeć go (bo on porządnie tego nie zrobi), lub zwrócić partnerowi z uśmiechem uwagę, że dziś jego kolej na porządki. Jeśli feministki będą propagować taki model partnerstwa, to ich skuteczność będzie zerowa.
Parytet. Słowo, które zrobiło karierę. Bzdura, a jednak sprzedaje się świetnie, ma w sobie pozorną logikę, pachnie sprawiedliwością, nowoczesnością. Mistrzostwo marketingowe.
Dotąd żaden z polityków nie śmiał otwarcie powiedzieć, że to idiotyzm (jak wszystkie sztuczne konstrukcje społeczne).
Wystarczy pomyśleć, co by się stało , gdybyśmy taką rzecz wprowadzili w życie. Mogłoby się zdarzyć, że jakaś partia ma 8 doskonałych kandydatek do wstawienia na listy. Niestety, miejsc tylko 12, a więc połowa MUSI przypaść mężczyznom. Zamiast więc dwóch świetnych pań, musi wstawić dwóch bęcwałów tylko dlatego, by zachować parytet. Niewiarygodne? Ależ jak najbardziej wiarygodne. Świadectwa przychodzą z krajów tak chętnie wskazywanych przez feministki jako wzór.
44 młode Szwedki nie dostały się na medycynę będąc na egzaminie lepsze od swych kolegów tylko dlatego, że… limit żeńskich miejsc się wyczerpał. Oczywiście, jako prawdziwe feministki oddały sprawę do sądu i …wygrały.
Kiedy wygodnie to parytet, a kiedy on działa przeciw nam, idziemy do sądu? Dziwne, że o tych faktach żadna z walczących pań nie mówi. Błąd. Nic tak źle nie robi „sprawie” jak łatwa do wytknięcia nieuczciwość argumentacji.
Wnioski nasuwają się same. Jedyną skuteczną drogą jest dyskusja serio, mająca na celu rozwiązanie istniejących problemów, nie zaś krzyk i hałas toczony w myśl hasła „kto kogo”. Mężczyźni może i są głupsi, ale czytać potrafią. Pomijanie faktów niewygodnych, ewidentne przeinaczenia historyczne i statystyczne przywoływane jako argumenty, zapracują przeciw Wam.
Istnieją rzeczywiste i poważne przyczyny, zgodne z kierunkiem rozwoju procesu historycznego, by model stosunków damsko – męskich się zmieniał. I zmieni się, od tego nie ma odwrotu. Hałas Manify z jej cyrkową oprawą zamiast uczciwej i rzeczowej dyskusji, może jedynie ten proces opóźnić.
Jerzy Łukaszewski

Uważam że pański tekst jest bardzo trafny, podobnie jak pan myślę że uczciwa i poważna dyskusja rozwiąże wiele problemów lepiej niż te wszystkie cyrkowe zapewnienia o męskiej głupocie czy jakże nieuczciwym i jakże zresztą powszechnym wyzysku kobiet. Pozdrawiam.
cytaty powyciągane z kontekstu, beznadziejny tekst
miałem nieprzyjemność rozmawiać z feministką- to było tak jak bysmy pochodzili z innych krajów
niesamowicie uderza prostactwo, chamstwo i mało przemyslane argumenty- bardziej demagogia i własny typowo kobiecy- zmienny nastrój…
Jak dla mnie tekst jest świetny.
STOP dyskryminacji mężczyzn !!!
Po pierwsze nie zrozumiałeś Gretkowskiej, ponieważ w jej tekście ona woli, zamiast jeść na zaświnionym – sama zetrzeć. To jest jej krytyka naszego kobiecego błędu wychowawczego wobec naszych synów i mężów, i ona się do niego przyznaje. Propozycja, żeby z uśmiechem zwróciła uwagę jest jej osobiście niepotrzebna, bo jej partner jest feministą.
Krytyka parytetu jako tworu sztucznego jest chybiona i demagogiczna poprzez odwrócenie uwagi od tego, że wszystkie fakty i konstrukty społeczne – demokracja, małżeństwo, państwo – są tworami sztucznymi. Jak mówiła prof. Fuszara w swoim przemówieniu w Sejmie 18 lutego 2010 w czasie pierwszego czytania ustawy “parytetowej” steruje nimi pewien zamysł, który można dowolnie zmieniać. Prawo ewoluuje przez historię w zależności od zmieniających się potrzeb i norm społecznych. W końcu nikomu juz nie obcina sie dłoni za kradzież, nie pali na stosie za wiedźmiństwo, ani nie piętnuje szkarłatną literą za cudzołóstwo.
Kolejny zabieg demagogiczny to porównanie dążeń kobiet do równej reprezentacji w instytucjach władzy, gdzie nie ma sprecyzowanych kompetencji, do uniwersytetu, gdzie są egzaminy wstępne. Tam kwoty są zbyt daleko idące i tam egzamin wstępny powinien decydować o przyjęciu. Kolejną manipulacją jest takie ustawienie opisu sytuacji, żeby wyglądało, że to te same osoby walczą o parytet w Polsce i oddają sprawę do sądu w Szwecji.
Swoją drogą nie widzę tu sprzeczności, którą autor nazywa hipokryzją, mogę jednocześnie być za większą reprezentacją kobiet w polityce i za kompetencjami w sferach zawodowych. Najważniejsze jest to, że do Sejmu nie ma egzaminu wstępnego, bo gdyby był z całą pewnością statystycznie mierząc, kobiety lepiej wykształcone, a takie są kobiety w Polsce, wypadałyby lepiej na takich egzaminach i to mężczyznom przydałby się wtedy parytet, żeby mieli jakąkolwiek reprezentację…
Tekst dość potoczysty, łatwy w czytaniu i dlatego tak sprawnie łapiący na lep zawartej w nim retoryki. Jednak jak sie pogrzebie pazurkiem, to już wygląda całkiem inaczej.
:ankaen, witaj. Właściwie autor nie powinien reagować na komentarze, pozwalając komentującym na każdą wypowiedź jaka im przyjdzie go głowy. Jest jednak pewna rzecz, która muszę wytłumaczyć, bo po raz któryś już widzę, że nie jest jasna.
Na tej stronie nie zajmujemy się tym co jest słuszne a co nie. Nie opowiadamy się za tym czy innym pomysłem, partią czy rządem. Nas interesuje pytanie o metody dochodzenia do celów. Na ile są skuteczne i czy w ogóle. Dzisiejszy felieton pani prof. Środy przyniósł potwierdzenie moich tez. Pani Środa ubolewa, że tegoroczna Manifa spotkała się z nikłym odzewem i zainteresowaniem mediów “a przecież tyle jest ważnych problemów…”
Powtarzam to co napisałem wyżej: kto zainteresuje się jakimiś problemami, jeśli będzie mu je przedstawiała krzykliwa pani z plakatem “mam cipkę” sugerującym wręcz, że niewiele poza tym? Ktoś kto chce by go traktowano poważnie, musi wybrać ku temu stosowne metody. Inaczej szkoda energii. Położy sprawę zamiast jej pomóc.
A tak poza tym pani prof. Fuszara głęboko się myli. Nie można dowolnie zmieniać struktur społecznych.One muszą wynikać z rzeczywistych nie tylko potrzeb, ale i warunków życia danej społeczności. Sądzisz, że przejście z matriarchatu do patriarchatu nastąpiło w wyniku “dowolnej zmiany”?
Nawiasem mówiąc, nie jestem pewien czy feministki wiedzą, że i dziś istnieją społeczności matriarchalne? Warto by się im bliżej przyjrzeć, bo one też nie istnieją dlatego, że ktoś tak sobie z czwartku na piątek wymyślił. Struktury społeczne powstają w długotrwałych procesach, a nie na skutek czyichś genialnych pomysłów.
Ale to dygresja, rzecz jasna. Chodzi mi o to, że metody walki obrane przez polski ruch feministyczny nie doprowadzą w najbliższym czasie do załatwienia żadnej z istotnych dla kobiet spraw. Szkoda, bo jest ich sporo i należałoby przynajmniej zacząć się do nich przymierzać. Parytet wyborczy nie zostanie uchwalony, o to możemy się założyć. To, że poprawnościowo szantażowani politycy wypowiadają się o nim przychylnie, absolutnie niczego nie oznacza. Po prostu nie ta droga.
“bo on porządnie tego nie zrobi” – to może niech się w końcu nauczy…
“jedyną skuteczną drogą jest dyskusja serio, mająca na celu rozwiązanie istniejących problemów” – komentarze świetnie wykształconych posłów, którzy ponoć mają reprezentować i moje sprawy, pokazują, że dyskusja serio nie jest możliwa
.. tylko Beger,Wróbel,Kempa dodaj kolego Mucha,Thun,Kopacz,Hall i jeszcz kilka zacnych Pań.
hasło “mam cipkę” to preludium do kwietniowych dni cipki w warszawie. feministki chcą wypracować jakąś konkretną formę mówienia o kobiecej seksualności, odnaleźć słownictwo poza tym utartym – wulgarnym albo pseudomedycznym. wyrwane z kontekstu hasło brzmi doprawdy kretyńsko i z radością można je obrócić przeciwko autorkom, zamiast zdobyć się na odrobinę uczciwości i wyjaśnić je czytelnikom – choćby po to, żeby nie wpaść we własną pułapkę “łatwej do wytknięcia nieuczciwości argumentacji”, nest’ce-pas?
“…zamiast zdobyć się na odrobinę uczciwości i wyjaśnić je czytelnikom –…”
Mam wrażenie, że się nie zrozumieliśmy. Ten portal nie jest od oceny idei jako takich, a jedynie od oceny sposobów ich prezentowania. Nie sądzę więc, że to ja powinienem “wyjaśniać ” społeczeństwu cokolwiek. To jest zadanie autorek tego hasła, które , co próbowałem wykazać, robią to kiepsko, sprowadzając rzecz do własnej karykatury. To coś jak z plakatem wyborczym Partii Kobiet przedstawiającym nagie panie pod hasłem “nie jesteśmy obiektem seksualnym”. Oczywiście, manify, czy dni jakiejkolwiek części ciała mogą dostarczać kobietom radości, ale bez sensownej akcji informacyjnej spalą na panewce. Nawiasem mówiąc, najmniej o tych sprawach piszą … pisma kobiece. Też ciekawostka. Inicjując jakąś akcję, nie można wymagać, że potencjalny odbiorca rzuci wszystko i zacznie dzień i noc rozmyślać, by dojść do prawdziwego sensu podnoszonych haseł. To jest podstawowy obowiązek kogoś, kto zaczyna o coś walczyć. I tylko tego dotyczy powyższy tekst.