Kupą, mości panowie!
Tagi: czarny PR, kampania wyborcza, Lech Kaczyński, marketing polityczny, nagonka, Radosław Sikorski
http://napieraj.pl/xoops/modules/xcgal/albums/transcarpatia06/transcarpatia1-37.JPG
Zmasowany atak na Radosława Sikorskiego po jego sławetnym występie w Bydgoszczy jest tak nagły, tak gwałtowny (by nie rzec – agresywny) i prowadzony w takim tonie, że obserwator polskiej polityki nieuchronnie dochodzi do wniosku, że to co widzi od kilku dni w mediach, to produkt zmajstrowany na miarę czyichś potrzeb i na czyjeś zamówienie.
Takiej bowiem zgodności opinii nie było w Polsce od lat. Mało tego, znając naszą „klasę” polityczną, wolno mniemać, że jest to w zasadzie niemożliwe i nie miało prawa się zdarzyć.
Skoro więc się zdarzyło, należy z uwagą przyjrzeć się tej osobliwości przyrody, tej fatamorganie wyrosłej znikąd na pustyni polskiego chamstwa politycznego, bądź prościej – festiwalowi obłudy.
To, że Sikorski zachował się niepoważnie i nieelegancko, nie ulega wątpliwości. Z tym, że jego zachowanie ani na milimetr nie odbiegło od wypracowanych w pocie czoła polskich „standardów” politycznych. Nie rzucił na owym spotkaniu ani jednej oryginalnej myśli, ani jednego własnego określenia. Wszystko co powiedział, jest w obiegu od dawna i prędzej bym się spodziewał głosów oburzonych polityków, że łamie się ich prawa autorskie do poszczególnych stwierdzeń, niż fałszywej troski o poszanowanie głowy państwa.
Cóż więc się stało takiego, że nagle Duch zstąpił na wszystkich i kazał ruszyć z krucjatą przeciw kandydatowi na kandydata? I to takiemu, którego jeszcze kilka dni temu broniło się przed ostrzałem hakowym idącym m.in. z pałacu prezydenta.
Co się stało, że ludzie, którzy jeszcze wczoraj obrzucali głowę państwa każdym kawałkiem błota, jak byli w stanie znaleźć pod nogami, sugerowali prezydentowi chorobę psychiczną, alkoholizm i tuzin innych miłych przypadłości, nagle stanęli jak ten mur Spartan, by własną piersią bronić go przed wrogiem?
Cuda podobno się zdarzają. Być może mamy właśnie do czynienia z jednym z nich w postaci uleczenia oczu patrzących na Sikorskiego. On jest taki sam , jak był miesiąc temu, rok temu, pięć lat temu. Nie zmienił się ani odrobinę. Jego radykalizm, jego buta, arogancja i często hucpiarskie pomysły, przenoszone nawet w życie prywatne, znane są nie od dziś.
I nagle dziś zaczęły wszystkim przeszkadzać?
Nie mogę się oprzeć wrażeniu, że mamy do czynienia ze zjawiskiem „dobrego tła”. Jeśli chcemy się komuś wydać szczuplejsi, niż jesteśmy w rzeczywistości, wystarczy sfotografować się na tle kogoś bardziej od nas otyłego. Przeciętnej urody oblicze na tle twarzy katastrofalnie brzydkiej nabierze subtelnego wdzięku i oszukane w ten sposób nasze poczucie estetyki uznać je może za piękne.
Sikorski swoim wybrykiem sprawił naszym politykom szykującym się do wyborów prezent tyleż niespodziewany co trafiający w zapotrzebowanie. Nie wierzę, że w trakcie kampanii nie padną słowa ostrzejsze, brutalniejsze, bardziej chamskie. Z całą pewnością je usłyszymy. Jednak nawet ci, którzy ich będą używać wiedzą, iż gdzieś tam, w zakamarkach świadomości wyborcy uchowa się ich obraz jako tych, którzy grzmieli świętym oburzeniem w obronie czci, etyki i paru innych na co dzień niewiele znaczących intelektualnych abstrakcji.
Oczywiście ten nagły „wspólny interes” ma wiele odcieni. Są wewnętrzne rozgrywki w PO, czego dowodem najnowszy miecz nad głowa posła Palikota. Nawiasem mówiąc, pan ów zmusza kierownictwo partii do niezwykłej ekwilibrystyki. Jak bowiem ukarać Palikota za to, że tak otwarcie występuje przeciw Sikorskiemu (jemu jednemu wierzę, że szczerze, stać go na to) w sytuacji, gdy duża część znaczących postaci w PO nie szczędzi Sikorskiemu gorzkich słów? Nawet schizofrenia ma swoje granice.
Nieudolne kierownictwo SLD, nie mając pomysłu na siebie, partię i kierunek polityczny, ma wreszcie okazję zaprezentować się w gronie głoszących „słuszne poglądy”. Słuszne, bo zgodne z odczuciami znaczącego procentu opinii publicznej, co skwapliwie sprawdzono przed „oburzeniem się”.
PiS jest zapewne nieco zszokowany faktem, że ktoś, kto przed chwilą zaledwie odsunął od siebie wizję zawiśnięcia na haku, sam dobrowolnie wykopał pod sobą dołek. Szok ten objawia się słabszymi, niż można by się spodziewać reakcjami tej partii na całe zdarzenie. Chyba najsłabszymi ze wszystkich ugrupowań.
No i media, które w dobrze pojętym własnym interesie muszą wręcz wykorzystać tę okazję do wykazania się „obiektywizmem” i znajomością zagadnień a zakresu etyki i szeroko rozumianej, a coraz rzadziej w nich obecnej, kultury.
Gdyby wdzięczność była naturalną ludzką skłonnością, minister Sikorski długo nie mógłby się wygrzebać spod sterty prezentów nadesłanych mu przez uszczęśliwionych konkurentów.
Na szczęście w sukurs ministrowi przyszedł sam pan prezydent, który sugerując niedwuznacznie, iż PiS nie jest „poważną siła polityczną” odwrócił nieco uwagi od skazanego na pożarcie nieszczęśnika. Sępy już spoglądają w inną stronę.
Jerzy Łukaszewski

Ja nagonki na Sikorskiego w mediach nie widziałam. Widziałam za to przymknięcie oczu Agory na całą sprawę. Ale tego autor nie dostrzegł.
Nigdzie nie napisałem o „nagonce” mediów. Natomiast sprawa ta była w czołówce wszystkich mediów elektronicznych tego dnia, zaś komentarze, nie uderzające bezpośrednio w Sikorskiego, utrzymane były w tonie o jakim napisałem.
Co do „Agory, ma Pani rację. Niestety, szczupłość miejsca nie pozwala przeanalizować wszystkich zachowań. Ważniejsze wydało mi się zasygnalizowanie postaw polityków, ponieważ z tym będziemy mieli do czynienia na co dzień w najbliższych miesiącach.