Gardłowa sprawa Mira

Tagi: , , , , , , ,

Gardłowa sprawa Mira http://upload.wikimedia.org/wikipedia/commons/1/1b/Gray1029.png

W komunikacji politycznej wizerunek staje się częstokroć ważniejszy niż zdrowie a marketing polityczny zderzając się z obiektywną rzeczywistością – taranuje ją. Czasami po prostu nie wypada zachorować. Tak było w przypadku Mirosława Drzewieckiego i zapowiedzi jego przesłuchań przed obliczem komisji ds. hazardgate.


Dziś rano do posłów komisji śledczej ds. hazardgate trafiło zwolnienie lekarskie świadczące o trawiącej Mira chorobie gardła. Z zaświadczenia miało wynikać, że planowane na 28 stycznia przesłuchanie nie może dojść do skutku. W tej samej sprawie miał – jak się okazało – swoje zdanie także rzecznik rządu, który stwierdził, że Miro ma wprawdzie chore gardło, ale nie aż tak, żeby nie mógł mówić.

O co chodzi?

Wiele wskazuje na to, że Drzewiecki ma rzeczywiście chore gardło. Za taką interpretacją przemawia fakt, że odroczenie zeznań nie jest dla dobre ani dla wizerunku samego Drzewieckiego, ani – tym bardziej – dla wizerunku PO. Drzewiecki wie o tym doskonale, wie jednak także, że wielogodzinne zeznania w sytuacji niezaleczonej infekcji gardła byłyby dla niego męczarnią. Najwyraźniej postanowił więc, kierowany impulsem, ochronić się przed tym wydarzeniem w dniu 28 stycznia, nie zaś w ogóle. Rzecznik zaś postanowił chronić PO przed kolejną wizerunkową wpadką.

Wiadomo, że wszyscy czakają z zaciekawieniem co takiego Miro powie o hazardgate i swojej w owej aferze roli. Spin doktorzy rządowi wiedzą doskonale, że pierwsza rzecz, która przychodzi do głowy człowiekowi wrogiemu PO lub takiemu, którego zaufanie do PO zostało ostatnio mocno nadwyrężone, to że Miro ucieka przed komisją. Trzeba więc było wysłać Mira na przesłuchanie. Chory czy zdrowy ma gadać, bo tak będzie to wszystko lepiej wyglądało. Pikanterii dodaje fakt ponowienia zwolnienia Drzewieckiego z zeznawania po tym jak skarżył się na ból gardła przed przesłuchaniem planowanym na 21 stycznia, co wskazuje, na nieszczęście Drzewieckiego, na unikanie zeznań za wszelką cenę.

Dzięki Drzewieckiemu i rzecznikowi rządu mieliśmy okazję obserwować starcie politycznego PR-u z medycyną i zdrowiem. Zwyciężył PR. Medycyny i zdrowia bronił jedynie śledczy Arłukowicz, z zawodu lekarz. Stwierdził, że skoro jest choroba i jest zwolnienie nie ma z czym tu dyskutować. Niby racja, ale gdyby ból gardła Mira miał odebrać PO cenne punkty w sondażach, lepiej dla partii żeby przyszedł i zeznawał, nawet na migi.

Rafał Garpiel

  • Share/Bookmark

2 komentarze do “Gardłowa sprawa Mira”

  1. Stanik

    Miro jest tak umoczony, że mu po prostu nie uwierzę choćbym zobaczył zaświadczenie od 10 lekarzy!!

  2. Miro musi sobie jeszcze poukładać w pamięci co ma wyrecytować. Ciągle mu w centrali zmieniają wersję to i uczyć się musi od nowa:)

Skomentuj