Z SLD trysnęła świeża krew
Tagi: Aleksander Kwaśniewski, Federacja Młodych Socjaldemokratów, forma, Grzegorz Napieralski, hazardgate, Jakub Kwaśny, Jan Rokita, Jerzy Szmajdzinski, mówca, młodzi, PiS, PO, podwórko, PR, prezentacja, prezenter, Ryszard Kalisz, sen, SLD, świeża krew, treść, wizerunek, Wojciech Olejniczak, wystąpienie publiczne
http://www.fortunespawn.com/wp-content/uploads/2007/10/blood_spatter.jpg
Chyba najwięksi nawet optymiści w SLD nie uważają Szmajdzińskiego za faworyta wyborów prezydenckich. Dlatego zapewne lewicowi spin doktorzy zadbali o atrakcyjne uprawomocnienie tej kandydatury, wypowiedziane ustami młodego człowieka, wiceprzewodniczącego Zarządu Krajowego Federacji Młodych Socjaldemokratów Jakuba Kwaśnego.
Niegdysiejszy lifting PR-u SLD nie udał się. Stało się tak dwóch podstawowych powodów: po pierwsze, partii nadano dwie młode wówczas twarze naraz: Olejniczaka i Napieralskiego. Twarze te nie obdarzały się jednak wzajemnie uśmiechami, czego trudno było nie zauważyć. Po drugie, dwugłowy młody podówczas lider SLD nie był obdarzony, ani w wersji Olejniczaka, ani Napieralskiego, talentem oratorskim. Mrukliwy nieco Napieralski i gładko acz powierzchownie wypowiadający się Olejniczak zdążyli już utracić młodzieńczą werwę, a SLD wciąż nie zdołało – mimo odżywienia świeżą, młodą krwią – podnieść się z niskiego pierwszego piętra społecznego poparcia.
Pomysł na odmłodzenie wizerunku SLD jest dziś najwyraźniej znowu na topie, gdyż stratedzy tej partii wpadli na pomysł wsparcia kandydatury Szmajdzińskiego przez lewicową młodzież stowarzyszoną w Federacji Młodych Socjaldemokratów. Jak pomyśleli tak uczynili. Rolę mówcy powierzyli młodemu radnemu z Tarnowa Jakubowi Kwaśnemu. Jak mu poszło? Rzecz warta jest szerszego omówienia.
Kwaśny opowiadał o swoim „śnie”, co jest – jak wiadomo – bardzo popularną, wśród polityków lewicowych, konwencją. Nie jest to, w gruncie rzeczy, dobry pomysł, ponieważ sen aktywuje skojarzenia z czymś odrealnionym a co za tym idzie, niemożliwym do spełnienia. Tak czy owak „sen” ów był jednak znacznie bardziej skomplikowany od „snu” Kwaśniewskiego czy Kalisza, zawierał bowiem wszystko, co – z punktu widzenia jego autora, kompromituje PO i PiS razem wzięte. Nic w tym dziwnego, SLD cierpi wizerunkowo właśnie na utrwalaniu dychotomicznego układu sceny politycznej.
Wracając do wystąpienia, „sen” Kwaśnego został gruntownie przemyślany i zgrabnie skomponowany. W pierwszej kolejności przyjrzymy się treści a następnie formie prezentacji:
Treść
Opowieść rozpoczyna następujące intro:
Proszę Państwa, ja przyjechałem tu dzisiaj i też miałem sen…
Nie jest dobrze zaczynać wystąpienie od odwołania do innych, niekoniecznie znanych widzom i słuchaczom wypowiedzi, dlatego słówko „też” było całkowicie zbędne. Kwaśny kontynuuje:
…miałem sen, że życzenie większości Polaków się spełniło, Lech Kaczyński po przegranych wyborach prezydenckich wycofał się z życia politycznego. Ale żeby było zabawniej, zabrał ze sobą kolegę z innego gdańskiego podwórka Donalda Tuska.
Trudno powiedzieć, dlaczego miałoby się zrobić od tego zabawniej, wiadomo jednak, że dobrze dla SLD. Należy też pamiętać, że „z podwórka” jest tylko Tusk, Kaczyński się od „podwórkowości” zdecydowanie odcina.
Obaj przeszli na polityczną emeryturę. Żeby było ciekawiej, polecieli jednym samolotem.
Tym razem robi się już nie zabawnie, a ciekawie. Należy pamiętać, że im częściej mówimy o czymś jako zabawnym i ciekawym, tym mniej zabawne i ciekawe staje się to dla słuchaczy i widzów.
O dziwo nikt nie kłócił się o miejsce w business klasie, nikt nie awanturował się ze stewardessą, nikogo nie wyprowadziła policja z samolotu. Sen wspaniały…
Zgrabna, podszyta ironią, aluzja do awantury samolotowej i figury Jana „Ratujcie, Niemcy mnie biją” Rokity, który – trzeba to uczciwie powiedzieć - był podczas owej awantury publicystą, nie politykiem. Tu następuje przerwa w dotąd niezakłóconej narracji prowadzonej przez Kwaśnego, który mówi wreszcie:
…trochę się denerwuję, nawet sobie go tutaj spisałem troszeczkę.
Przyznanie się do zdenerwowania nie jest – wbrew pozorom – błędem, podobnie trzymanie się w prezentacji konwencji „snu”. Kwaśny kontynuuje:
Scena ta wyglądała jak z reklamy otwartych funduszy emerytalnych. O dziwo cała podróż odbyła się w spokojnej atmosferze; dopiero później załoga pokładowa spostrzegła, że z barku samolotowego zniknęły małpki.
Kolejne dwie czytelne aluzje do awantury samolotowej i insynuacji Palikota na tema alkoholizmu prezydenta.
Samolot wylądował w Las Vegas gdzie na stacji benzynowej nieopodal lotniska czekali już na naszych politycznych emerytów Miro, Zbycho, Grzecho a nawet Jaro i Edgar.Oni też przeszli na polityczną emeryturę.
Nawiązanie do hazargate i delikatne zarysowanie nadkategorii łączącej PiS i PO w jedno „zepsute” środowisko. Kwaśny dochodzi wreszcie do sedna swojego wystąpienia:
Polacy wybrali przyszłość, wybrali normalność, prezydentem został Jerzy Szmajdziński. Ja już widziałem w tym śnie jak odetchnęli w Brukseli, w Londynie, w Waszyngtonie a nawet w Gabonie. W Brukseli już nikt nie zakładał się kto z polskiej delegacji przyjedzie, przyleci i czym, w Waszyngtonie odetchnęli bo nikt nie tupał małymi nóżkami żeby dać mu tą małą namiastkę mocarstwowości a w Gabonie były wyższe zbiory orzeszka ziemnego.
Kolejne miękkie aluzje, choć z nerwów mówca zgubił gdzieś rozwinięcie wątku Londynu. Puentuje wreszcie:
Szanowni Państwo, dzisiaj młodzi ludzie z Federacji Młodych Socjaldemokratów, my członkowie Sojuszu Lewicy Demokratycznej chcemy, aby ten sen się spełnił, wobec czego postanowiliśmy wesprzeć kandydaturę Jerzego Szmajdzińskiego na urząd prezydenta Rzeczypospolitej Polskiej, wyraziliśmy nasze poparcie i chęć działania w kampanii wyborczej.
Jasno i kategorycznie: młodzieżówka wspiera doświadczonego polityka, czy Szmajdzińskiemu mogło trafić się coś lepszego?
Forma
Biorąc pod uwagę fakt, że Kwaśny nie jest doświadczonym politykiem, jego wystąpienie zasługuje na najwyższą ocenę. Zgrabnie bawi się intonacją zabarwiając ją elementem ironii, sensownie pauzuje, zawiesza głos tam gdzie trzeba lub warto. Przyjął i – co ważniejsze – utrzymał właściwe, nieco hipnotyczne, pasujące do konwencji, tempo mówienia.
Prezentacja zawierała relatywnie niewiele yyyów i aaaów a brzmienie głosu Kwaśnego nie zdradzało trawiącego go niewątpliwie stresu. Mówca właściwie operował też spojrzeniem, które wykorzystywał do utrzymywania kontaktu z publicznością (także telewizyjną) oraz starszymi kolegami z SLD w tym ze Szmajdzińskim, gdy była o nim mowa.
Typowy dla mniej doświadczonych prezenterów „zawias” w momencie utraty ciągłości wywodu wywołał reakcję nietypową, bo nieszkodliwą dla prezentacji. Kwaśny wyciągnął ściągę, doczytał co trzeba a następnie kontynuował z zachowaniem wcześniej dostrzegalnej płynności wypowiedzi.
Należy też podkreślić, że Kwaśny wystąpił bez krawata, co miało podkreślić znaczenie młodzieńczego poparcia dla niemłodego już przecież Szmajdzińskiego.
Czy to było dobre wystąpienie? Prezenter zasłużył na cztery z mocnym plusem, a biorąc pod uwagę niewielkie doświadczenie w pierwszej lidze politycznej, na piątkę ze słabym minusem.
Jakość tego wystąpienia kontrastowała zresztą z jakością podsumowania doświadczonego Szmajdzińskiego, który rzekł…
Dziękuję wam raz jeszcze za udzielone poparcie, jestem przekonany że wygramy.
…brzmiąc przy tym tak, jakby jako ustępujący prezydent oznajmiał rodakom kolejny rozbiór Polski. Zaprawdę bardziej grobowym i apatycznym głosem nie mógł wyrazić wiary w swoją i SLD świetlaną polityczną przyszłość.
Podsumowując, więcej Kwaśnopodobnych w SLD, więcej poparcia dla lewicy.
Rafał Garpiel

Dzięki
zdenerwowanie było, to fakt. A uwagi wezmę do siebie! Pozdrawiam!
„trochę się denerwuję” podciągnąłbym to do książki M. Wiskupa i fragmentu, w którym doradza: Publiczność wolałaby nie słuchać o twoich niedociągnięciach. Pamiętaj: oni poświecili ci swój czas
a trzymając się autora i kwestii, w których się z nim zgadzam gratuluję przemówienia z historyjką:)