Kropnęli Kropiwnickiego
Tagi: frekwencja, gra, Jarosław Kaczyński, Jerzy Kropiwnicki, Karol Chądzyński, PO, porażka, prezydent, referendum, SLD, wizerunek, Łódź, Łódzkie Porozumienie Obywatelskie
http://www.mmlodz.pl/rep/newsph/6798/43869.3.jpg
Wiadomo już, że Jerzy Kropiwnicki jest byłym prezydentem Łodzi. Nie wnikając w powody, ze względu na które zrodził się pomysł odwołania go, zastanówmy się nad wizerunkowymi okolicznościami jego odwołania. W końcu nie codziennie prezydent dużego polskiego miasta żegna się ze stanowiskiem ze względu na wynik referendum.
Kropiwnicki był dla wielu równie zaskakującym wyborem uchodzących za lewicujących łodzian, co Majchrowski w przypadku prawicowych krakowian; obaj kontrastowali ideowo ze stereotypowo pojętym ogółem obywateli miasta. W Łodzi jednak doszło dziś do precedensowego odwołania prezydenta z pomocą referendum.
Były prezydent nie był najwyraźniej dobrze odbierany przez łodzian, skoro 97% głosów (prawie 128 tysięcy) przemawiało za jego odwołaniem. Możemy oczywiście stwierdzić, że wszyscy jego zwolennicy zostali, za namową samego Kropiwnickiego, w domu, ale to z pewnością nieprawda. Nie należy się też doszukiwać jakieś gigantycznej mobilizacji przeciwników Kropiwnickiego.
Co ciekawe, to właśnie jego zwolennicy zostali przez Karola Chądzyńskiego, szefa zaplecza politycznego prezydenta, potraktowani jako winni porażki referendalnej. Podczas konferencji prasowej prezes Łódzkiego Porozumienia Obywatelskiego rzekł:
Choć działali w dobrej wierze, to – pośrednio – przyczynili się do jego odwołania.
Swoje zdanie na temat wyniku referendum wyraził publicznie także Jarosław Kaczyński. I była to opinia… kontrowersyjna:
Tych, którzy nie poszli, było dużo więcej. W tym sensie prezydent Kropiwnicki wygrał a mimo wszystko został odwołany. Jest w tym mechanizmie coś chorego.
To ciekawe. Wychodzi na to, że prezes PiS dysponuje informacjami na temat preferencji „tych którzy nie poszli”. Byli oni, jak wynika z wypowiedzi Kaczyńskiego, przeciw odwołaniu Kropiwnickiego, tylko tego nikomu nie powiedzieli. Oznacza to (wprowadźmy może nowy sposób myślenia o wyborach do nauczania politologicznego?) że wygrywa ten, którego liczba zwolenników oraz liczba nieobecnych podczas głosowania przewyższa liczbę przeciwników. Istna rewolucja!
Poważniej rzecz ujmując, marketingowe tło wydarzeń dotykających byłego prezydenta nie wyglądało dla niego najlepiej. Najpierw kraj obiegła informacja, że Kropiwnicki trafił do szpitala po zasłabnięciu podczas konferencji prasowej. Miało to miejsce trzy dni przed referendum. Potem to nieszczęsne referendum i reakcja Kropiwnickiego na wynik:
Poległem w wyniku kłamstw SLD i obłudy Platformy Obywatelskiej, dziękuję bardzo.
Uprzejmość jest zawsze w cenie, ale prezydent dużego miasta, odwołany w drodze referendum, powinien mieć obywatelom więcej do powiedzenia, niźli jedynie to, że jest ofiarą międzypartyjnego spisku. Mieliśmy więc i mamy do czynienia z wielką porażką wizerunkową polityka bliskiego ideologicznie i personalnie PiS-owi (Łódź bywała nawet nazywana samorządowym bastionem PiS-u).
Ogromną niezręcznością jest też obwinianie ludzi sprzyjających Kropiwnickiemu za nadgorliwość. Samo namawianie ich do bojkotu referendum wydaje się stać w sprzeczności z ideą demokracji; nic przecież nie stało na przeszkodzie, by zwolennicy Kropiwnickiego zmierzyli się w referendum z jego przeciwnikami. Najwyraźniej jednak Kropiwnicki i Chądzyński nie spodziewali się dobrego wyniku, skoro postanowili grać frekwencją. To dodatkowy gwóźdź do trumny wizerunkowej Kropiwnickiego i jego politycznej drużyny.
Rafał Garpiel
