Lewicowa wyobraźnia Szmajdzińskiego
Tagi: Andrzej Olechowski, bal charytatywny, barwa głosu, Jerzy Szmajdzinski, Joanna Senyszyn, karnawał, komunikacja niewerbalna, Lech Kaczyński, Leszek Miller, lewicowa wyobraźnia, mrukliwość, PiS, SLD, Warszawka, wizerunek, zaczepki
http://s.v3.tvp.pl/images/e/5/4/uid_e54c333381a86088dbcd614ea158799d1260564227192_width_700_play_0_pos_3_gs_0.jpg
Szmajdziński, człowiek mówiący niewiele i rzadko, zaczyna mówić więcej i częściej. Musi, ma być w końcu prezydentem z ramienia SLD. Z reagowaniem na dziennikarskie zaczepki radzi sobie raz lepiej, raz gorzej ale przyszli wyborcy mogli przynajmniej posłuchać, czy ma coś do powiedzenia i jeżeli tak – to czy coś ciekawego.
Szmajdziński nie był, nie jest i nie będzie medialny. Stąd może dziwić pomysł wystawiania jego kandydatury na stanowisko prezydenta. Skoro jednak jest już kandydatem, zaczyna odwiedzać stacje telewizyjne i radiowe. Odwiedził, między innymi, Konrada Piaseckiego w RMF-ie.
Kampania za pasem, to i angaż polityków w działania charytatywne większy. W tym temacie Szmajdziński ładnie się PR-owsko wybronił. Na zaczepkę Piaseckiego:
Jakoś nie dostrzegłem pana na sobotnim balu?
odpowiedział:
Byłem w Jeleniej Górze na piętnastym balu, który sam organizuję z moimi przyjaciółmi, balu charytatywnym, cel szczytny.
Lepiej być nie mogło. Jest tradycja, jest własna inicjatywa, jest akoniunkturalność, ucieczka od lansu „Warszawki”, wszystko ładnie, gładko, na dodatek zakomunikowane spokojnym, niskim głosem. Dobry początek. Trafna była także uwaga:
Gdybym się pojawił na Balu Dziennikarzy, ktoś by powiedział, że „nie był tyle lat, a teraz kampania, więc się pojawił”.
Szmajdziński radził sobie już nieco gorzej, gdy Piasecki czesał go pod włos pytając:
Nie jest tak, że lewicowa wrażliwość nie pozwala na balowanie w dzisiejszych trudnych czasach?
Odpowiedział bowiem:
Ludzie w karnawale chodzą na bale.
Kolejnym, poruszonym przez panów wątkiem był modny ostatnio, wprowadzony przez Kamińskiego hit: ewentualność koalicji PIS-u i SLD. Piasecki zapytał:
Czy lewicowa wyobraźnia potrafi stworzyć obraz koalicji SLD z PiS-em?
Tu znowu punkty dla Szmajdzińskiego – odpowiedź dobra, bo kategoryczna:
Nie. Nie, dlatego że PiS jest partią antysystemową, eurosceptyczną. Projekt konstytucji, który został przedstawiony przez Prawo i Sprawiedliwość to dyktatura w demokratycznym państwie.
Znakomicie poradził sobie także z pytaniem:
A pan nie wyobraża sobie takiej sytuacji, w której prosi pan swoich wyborców o poparcie Lecha Kaczyńskiego w drugiej turze?
odpowiadając:
Nie ma takiej możliwości. Prezydentura naprawdę partyjna i wszystkie sondaże pokazują, że Lech Kaczyński zajmował się przeszłością i ograniczył się do działań na rzecz Prawa i Sprawiedliwości.
Popełnił jednak Szmajdziński karygodny błąd, znacznie mniej konkretnie odnosząc się do cytowanych przez Piaseckiego słów Senyszyn:
Trybunał Prostytucyjny… Czy to jest obowiązujące w SLD określenie na Trybunał Konstytucyjny? (…) Eurodeputowana Senyszyn w TVN24 opowiada takie rzeczy.
Zdobył się tylko na wymijające…
Zostawiam to bez komentarza.
Gdy Piasecki mimo to drążył:
Uważa pan, że powinna się nią zająć prokuratura?
Szmajdziński wciąż uciekał od tematu:
Prokuratura ma ważniejsze problemy na głowie, które powinna szybko rozstrzygać, a nie zajmować tym, co jest związane z wypowiedziami, z tym co się nazywa wolnością słowa.
Pojawienie się wątku wolności słowa ucieszyło Piaseckiego. Rozmowa na ten temat przebiegała następująco:
Konrad Piasecki: Ale to nie jest przekroczenie granic wolności słowa?
Jarzy Szmajdziński: Ale nawet jeśli to jest przekroczenie granic…
Konrad Piasecki: Ale jest czy nie jest?
Jarzy Szmajdziński: Nie mnie to stwierdzać. Dla mnie tak, ale przecież w kraju, w którym jest wolność słowa, nie mnie określać te granice.
Konrad Piasecki: A powinna za to dostać jakąś partyjną naganę? Dostanie?
Jarzy Szmajdziński: Nie wiem.
Konrad Piasecki: Bo to przecież pańska koleżanka.
Jarzy Szmajdziński: Myślę, że reakcja, która już miała miejsce, jest ważną reakcją i dla pani profesor Joanny Senyszyn – i ona z tego wyciągnie wnioski.
Konrad Piasecki: Nie będzie opowiadała już takich rzeczy?
Jarzy Szmajdziński: Nie wiem, czy będzie czy nie będzie. Nie zajmuje mnie to.
Szmajdziński dobrze zaczął, bardzo źle skończył. Być może nie słyszał znanego szlagwortu autorstwa Leszka Millera o powiązaniu męskości z zaczynaniem i kończeniem. Tak czy owak można było odnieść wrażenie, że mimo iż nastroił się do rozmowy odpowiednio, nie wytrzymał związanego z nią napięcia i zaczął ucinać niewygodne wątki, co zawsze pozostawia katastrofalne wrażenie.
Do tego dochodzi cała sfera komunikacji niewerbalnej, która również nie pomaga Szmajdzińskiemu w toczeniu bojów polityczno-medialnych. Jest dość mrukliwy, nie wykorzystuje we właściwy sposób barwy swojego głosy, która – gdyby była odpowiednio wyeksponowana – mogłaby wspierać jego wizerunek tak, jak dzieje się to w przypadku Olechowskiego.
Szmajdziński sprawia wrażenie aktora – jak na polityka – niedostatecznie teatralnego. Nie manipuluje emocjami słuchaczy, nie lawiruje starając się zmienić temat, gdy znajdzie się w narożniku. Ogólnie mówiąc – osaczony staje się bezbronny. Dając po sobie poznać, że dany wątek budzi w nim poczucie dyskomfortu, pokazuje równocześnie polityczną słabość, a to na pewno nie pomoże mu w budowaniu wizerunku silnego kandydata na prezydenta.
Rafał Garpiel

A ja bym chciała takiego prezydenta
Jak taki szczery i prawdziwy gosci u z niego to niech sie do poilityki nie pcha
[i]