Bardziej PiS-owski niż Michał Kamiński
Tagi: doradca, europoseł, ironia, koalicja, Marek Migalski, Michał Kamiński, PiS, prezes, SLD, spin doktor, wizerunek, wojenka wizerunkowa, żart, żelazny elektorat, łopatologia
http://piotrcybulski.eu/wp-content/uploads/2009/09/migalski.jpg
Aby w PiS-ie trwać, trzeba być człowiekiem o myśleniu PiS-owskim. Wie o tym każdy, zarówno w PiS-ie jak i poza. Wie także o tym Marek Migalski i postanowił to udowodnić konserwatywnemu prezesowi i równie konserwatywnemu żelaznemu elektoratowi tej partii. Przy okazji wziął udział w konkursie na najfajniejszego europosła PiS-u.
Na wypadek, gdyby przeciwnicy PiS-u nie mieli w danym momencie ochoty podkopywać wizerunku Michała Kamińskiego, zabrał się za to skwapliwie, na łamach swojego bloga, wciąż świeży spin doktor politolog-ornitolog Migalski. W końcu konkuruje z Kamińskim nie tylko w europarlamencie ale i w otoczeniu tronu samego prezesa – o miano najlepszego doradcy i kreatora wizerunku partii.
Zaczęło się od oddania honorów:
Michał Kamiński jest w polityce o wiele dłużej, niż ja. I zapewne więcej widział.
Pewnie Marek Migalski nie chciałby, byśmy pisali, co miał na myśli, powiemy więc jedynie: nie zabrzmiało to jak wyraz szczerego poszanowania dla dokonań kolegi. Kontynuacja tej wypowiedzi tłumaczy jednak, do czego Migalski pił:
Ma też na pewno większą wyobraźnię. Bo – jaka wyznał Anicie Werner i Pawłowi Siennickiemu – wyobraża sobie koalicję rządową PiS i SLD. Ja sobie tego jednak nie wyobrażam.
Następnie przeszedł do dowodzenia, kto tu jest prawdziwym PiS-owcem:
No bo jaka miałaby to być koalicja? Na czym się zasadzająca? Czy musielibyśmy zgodzić się na likwidację IPN, czy wystarczyłoby, żeby generał Jaruzelski był honorowym gościem naszych zjazdów? Z agentów SB powinniśmy być jedynie dumni, że budowali Polskę Ludową, czy musielibyśmy jednak przynajmniej kilku przyjąć na eksponowane stanowiska w naszej partii? A może to SLD uznałoby jako swoich antenatów SKS, WZZ, KOR czy ROPCiO?
Trochę ironizowania na poziomie może nie najwyższym, ale wystarczającym, by do wszystkich dotarło: to nie Michał Kamiński jest prawdziwym PiS-owcem. To podpadający czasem prezesowi, ale zawsze wierny linii ideowej partii ornitolog jest prawdziwym sumieniem Prawa i Sprawiedliwości. Na wypadek, gdyby nie do wszystkich dotarło to, co ukryte za woalką ironii, Migalski przywalił wprost:
Dajmy już jednak spokój historii, która – podobno – już jest passe. Wybierzmy więc przyszłość? No to jak – PiS ma się zgodzić na małżeństwa homoseksualne, eutanazję, aborcję i wyprowadzenie krzyży ze szkół, czy też jednak my namówimy SLD do swoich racji?
Znowu nieco ironii:
A może pół na pół? Zawrzemy historyczny kompromis –każde z ugrupowań wyprze się połowy swojego programu w zakresie aksjologii?
Jeszcze troszeczkę:
A model państwa? My rezygnujemy ze wzmocnienia prezydenta, czy oni rezygnują ze wzmocnienia władzy ustawodawczej? A polityka zagraniczna? Premier Kaczyński, Minister Spraw Zagranicznych Iwiński? A może jednak Pastusiak?
Teraz przyszedł czas na wyjaśnienia źródeł wątpliwości Migalskiego:
Rozumiem konieczność zawierania taktycznych sojuszy między PiS i SLD w sprawach ważnych dla kraju i by nie dopuścić do monopolu władzy PO, ale utworzenie wspólnego rządu jest nie do zaakceptowania. Dla mnie – bo to by oznaczało ostatni mój dzień w obozie PiS. Dla wyborców – bo dla nich my jesteśmy mordercami Barbary Blidy, a oni dla nas spadkobiercami morderców księdza Jerzego. I dla sensu uprawiania polityki – bo polityka musi być czymś więcej, niż tylko sztuką zdobywania władzy. Dla niej samej.
Oceniając post Migalskiego należy kategorycznie stwierdzić: dobry żart to żart krótki i nie powtarzany do znudzenia. Wizerunkowa potyczka Migalski – Kamiński jest długa i krąży wokół tego samego wątku: że PiS do SLD nie pasuje. Ile razy można dowodzić tej samej tezy? Najwyraźniej Migalski sądzi, że wiele razy.
Poza tym kontrastowanie stanowiska Kamińskiego ze swoim przeprowadził zbyt łopatologicznie. Tym bardziej, że uwiesił się na „wyobrażeniu” Kamińskiego, nie zaś na jego preferencji bądź politycznym zamiarze. Najwyraźniej chodziło więc nie o merytoryczną wewnątrzpartyjną polemikę, a o potyczkę wizerunkową, być może zapowiadającą szerzej zakrojoną wojenkę.
Rafał Garpiel

Ten gsc to musi uwazac, bo prezesowi podpadac mozna, ale niezbyt czesto. A on juz podpadal wiecej niz mozna. Norme dla calej partii wyrobil:)))
TO jest zręczny gracz. Tylko nam się tak wydaje, że on robi coś bez pomyślunku. To jest strateg, o którym jeszcze usłyszymy. To nic że podpada Kaczyńskiemu. Już niedługo to Kaczyński bęzie muisiał szukać u niego poparacia. WProwadził sobie do partii konia trojańskieog i wszyskto to z uwagi na chęć zapanowania z PiSem na salonach Europy. Tej znienawidzonej europy:)