Administratywistka z zawodu, prawnik z powołania
Tagi: administratywistka, autoprezentacja, Beata Kempa, eksperci, hazardgate, marketing polityczny, PO, polityczny PR, prawnik, Sławomir Neumann, wykształcenie, życiorys
http://www.gover.pl/userfiles/publikacje/kempa_2-large.jpg
Nawet naiwni obserwatorzy polskiej sceny politycznej nie sądzili zapewne, że przesłuchanie Beaty Kempy przed obliczem komisji ds.hazardgate będzie nudne. I nie było. Tym razem popłynęli i śledczy PO i sama Kempa.
Jeszcze przed rozpoczęciem posiedzenia komisji miał miejsce niczym nieskrępowany wybuch optymizmu członka komisji – Sławomira Naumana z PO, który rzekł:
To będzie standardowe przesłuchanie, to nie jest świadek, który ma przynieść przełom w pracach komisji. Podchodzę do tego z dużym spokojem.
Oczywiście prawdą jest, że nie od Kempy, jako świadka, zależy wyjaśnienie afery hazardowej. Zakładanie jednak, że jej przesłuchanie będzie w formie i treści standardowe, było jednak przejawem wielkiej naiwności.
Kempa zaczęła, z marketingowego punktu widzenia – najlepiej jak mógła. Przeniosła cały środek ciężkości ze swojego udziału w niegdysiejszych pracach nad ustawą hazardową na sedno problemu, umoczenie pierwszoplanowych polityków PO:
Oświadczam, że nie znam Rysia, ani Mira, ani Zbycha, ani Grzesia, osobiście ani towarzysko. (…) Nikomu nie obiecywałam, że na 90 proc. coś załatwię. Nie ustalałam, jak ma wyglądać jakakolwiek ustawa na cmentarzu, na CPN-ie. (…) Nie spędzałam również żadnego sylwestra w spa, a żaden Rysio nie finansował mojej kampanii wyborczej.
Wiadomo, nie była to wypowiedź – biorąc pod uwagę okoliczności – wartościowa merytorycznie. Ale nie oszukujmy się, większość wypowiedzi padających podczas obrad komisji śledczych nie spełnia tego warunku. Był to jednak bolesny dla uszu śledczych PO akt złośliwości politycznej, który miał zaboleć i zabolał.
Śledczy PO postanowili więc, podobnie jak Beata Kempa, nie zajmować się aferą hazardową. Dla nich wyjątkowo frapującym wątkiem stało się… wykształcenie posłanki. Wiedząc, że tytułuje się od zawsze jako prawnik powęszyli i… wywęszyli. Że prawnikiem nie jest.
Problem musiałbyć niezwykle poważny, bo poruszył go sam przewodniczący Sekuła:
Czy po prostu ma pani prawo do tego tytułu prawnika?
na co Kempa odpowiedziała:
Jestem magistrem prawa administracyjnego i za takiego się uważam. Pojęcie prawnik jest to sprawa, którą powinien wyjaśnić ekspert.
To ciekawe. Wydawało się, że wykształcenie wyższe, podobnie jak średnie czy podstawowe, jest weryfikowalne w oparciu o wpis, w tym przypadku na dyplomie ukończenia studiów a tu taka niespodzianka: trzeba zatrudnić ekspertów, którzy ustalą, jakim wykształceniem może pochwalić się Kempa. Dobrze, że nie ma takiej konieczności przy okazji każdego pojedynczego procesu rekrutacyjnego i weryfikacji wykształcenia kandydatów do pracy w milionach firm na świecie. Z drugiej strony dałoby to pracę kolejnym milionom ekspertów!
Wracając do meritum, po chwili zapytano Kempę czy skończyła aplikację prawniczą. Nie skończyła. Wątek wykształcenia Kempy wydał się równie atrakcyjny innemu śledczemu – Jarosławowi Urbaniakowi, przypadkiem także z PO. Ów odwołał się do informacji, które zdobył grzebiąc w internecie. Wynikało z nich, że Kempa skończyła administrację na Uniwersytecie Wrocławskim, nie zaś prawo administracyjne. Prawo studiowała wprawdzie, ale podyplomowo a co za tym idzie – tytuł prawnika jej nie przysługuje.
Pozostająca pod ostrzałem śledczych PO Kempa powiedziała:
To, czy ja skończyłam prawo administracyjne czy podyplomowe studia z zakresu prawa, czy miałam inne doświadczenia, nie ma żadnego znaczenia dla wyjaśnienia afery hazardowej.
To prawda, nie ma to najmniejszego znaczenia. Ale jednym z poważniejszych błędów PR-owskich, który może popełnić osoba publiczna, między innymi – polityk, to fałszowanie swojego życiorysu. Jeżeli skończyła administrację, winna się przedstawiać jako absolwentka administracji, bądź – jeżeli ktoś lubi gimnastykę słowną: administratywistka.
Doświadczenie samozwańczo przypisującego sobie wyższe wykształcenie byłego prezydenta Kwaśniewskiego winno być dla wszystkich polityków przestrogą. Jak widać nie jest. Jedyne, co osiągnęła Kempa fałszując w codziennej autoprezentacji ścieżkę swojego wykształcenia, to wyposażenie swoich adwersarzy w argumenty, niemerytoryczne, zawsze jednak argumenty podważające jej wiarygodność.
Rozpoczęcie dyskusji o wykształceniu Kempy podczas obrad komisji to bardzo tani, prymitywny chwyt, ale chwyt możliwy do zastosowania ze względu na próżność Kempy i owej próżności autoprezentacyjne konsekwencje.
Rafał Garpiel

nie ma takiego wydziłu prawo administracyjne i to powinna wiedzieć osoba,która nazywa się prawnikiem ,jest administratywistą i to należy wyjaśnić w postępowaniu karnym.
nie ma takiego wydziału orawo administrcyjne i to powinna wiedzieć osoba która nazywa sie „prawnikiem”-jest administratywistą i to należy wyjaśnić w postępowaniu karnym.
@kaz
jakiego „wydzialu”??? chodzi tu o kierunek studiow! Z tego co wiem w latach 80 kiedy konczyla studia nie bylo kierunku „administracja”, istnial kierunek „prawo administracyjne” obok odrebnego kierunku „prawo”
natomiast nawet dzisiaj absolwent kierunku „administracja” po jego ukonczeniu ma wypisane na dyplomie jak byk „magister nauk prawnych w zakresie nauk o administracji”
a wiec sprawa nie jest chyba taka oczywista jak sie to wydaje
Kempa nie dorosła do pięt p.Sekuły.Szalona kobieto powinnaś się wstydzić sama siebie oraz głupiej gadki.Dlaczego tak ucichłaś po tej komisji,boisz się Kaczora czy ludzi z Sycowa,wstyd niedoszła prawniczko.
kretynka Kempa
Jak krowa dużo buczy to mało mleka daje