Jak to było z tym winnym i jego tłumaczeniem?
Tagi: Andrzej Olechowski, błędy, Janusz Palikot, Kongres Kultury, kultura, marketing polityczny, PiS, PO, prezydent, prywatyzacja, rachunek sumienia, Stronnictwo Demokratyczne, subwencje, tłumaczenie się, urynkowienie, wizerunek
http://www.dziennik.pl/files/archive/00053/D_palikot019_53302l.jpg
Albo Palikot przyjął w noc sylwestrową zbyt rygorystyczne, względem siebie, postanowienia, albo stracił resztki politycznego instynktu. Tak czy owak efekt jest taki, że pisząc na swoim blogu notkę pt.: „Ludzie kultury a Platforma Obywatelska” strzelił sobie w kolano a Platformie walnął w nos.
Notka zaczyna się od cytatu, ale Palikot o tym nie uprzedza, czytelnik zaczyna więc lekturę od następującego tekstu:
Głosowaliśmy na PO w 2007 roku, choć wiedzieliśmy, że Wasze podejście do kultury jest zgubne. Nienawidzimy PiS-u z samej istoty, ale oni dawali nam poczucie, że nic się nie zmieni w finansowaniu mechanizmów kultury. Być może będą się wtrącać ideowo i narzucać pewien rodzaj martyrologii – jak choćby w Operze Wielkiej czy muzeum Powstania Warszawskiego – ale utrzymane będą subwencje. Nie będzie prywatyzacji instytucji kultury, nie będzie urynkowienia czyli mierzenia wydajności kultury – tak mówił do mnie w prywatnej rozmowie pewien ważny, wybitny człowiek kultury.
Pomijając uszczypliwości pod adresem PiS-u, które Palikot w owym symulowanym tekście zawarł, bo musiał zawrzeć, odnajdujemy tu kilka nowych (dla większości czytelników) informacji:
1. Podejście PO do kultury jest zgubne
…a za sprawą działań ludzi PO:
2. Zagrożone są subwencje dla twórców kultury
3. Instytucje kultury będą prywatyzowane
4. Kultura zostanie urynkowiona
Na końcu Palikot dodaje:
Tego typu głosy docierają do mnie co i rusz. I z podwórka lubelskiego i z krajowego.
…i zadaje pytanie:
Dlaczego tak jest?
W tym momencie zaczyna robić to, czego – jak wie – robić nie wolno, jeżeli chce się prowadzić skuteczną komunikację polityczną i budować stabilny, wiarygodny wizerunek polityka: tłumaczy się:
Przecież nic się nie zmieniło i PO nie zrobiła żadnej istotnej zmiany. Nie ma prywatyzacji w kulturze i w ogóle jej nigdy nie planowano, nie ma zmian w polityce finansowania instytucji, a jednocześnie formacja rządząca nie wtrąca się do polityki personalnej, a do najważniejszych miejsc wrócili ludzie kultury (…).
Co jednak najważniejsze, tłumaczy się z własnej inicjatywy, na własnym blogu, przez nikogo o to nie proszony. Rachunek sumienia wykroczył zresztą poza wzmiankę o środowiskowym napięciu emocjonalnym i tłumaczenie, że napięcie to pozbawione jest uzasadnienia.
Sami nie jesteśmy oczywiście bez winy. Źle wypadł Kongres Kultury. Głosy i Balcerowicza i Hausnera zostały uznane za testowanie przez rząd koncepcji twardej polityki liberalnej w tym obszarze i całkowicie odrzucone. Choć wiele teatrów, domów kultury, muzeów, bez wątpienia źle funkcjonuje, to nie da się w te miejsca przenieść metod zarządzania wprost z biznesu. I zdaniem twórców gdy wydajność – a więc dochody, liczba premier, publiczność, montaż finansowy – wezmą górę nad zwykłą twórczością, do której jakoś przynależy marnowanie czasu, to nic wartościowego nie powstanie. I z góry trzeba założyć pewną ilość pomyłek, pseudo-twórców i zwykłego cwaniactwa pomieszaną z prawdziwą twórczością. Nikt bowiem nie rozstrzygnie w kim tkwi demon sztuki. Jednak z czasem staje się jasne kto jest, a kto nie artystą.
Tu dostrzec można cień polemicznego nastrojenia Palikota które ucieleśniło się w następnym zdaniu:
Oczywiście sprawa nie jest błaha, bo jakieś ograniczenia być muszą i nie wszyscy, którzy się za twórców uważają, mogą być i powinni być finansowani przez budżet. Inaczej mielibyśmy szybko sytuację, że nie tylko działacze partyjni, ale i działacze różnych stowarzyszeń obsiedliby przeróżne instytucje bez żadnego istotnego i dobrego dla kultury skutku.
Kontynuował rachunek sumienia pisząc, między innymi:
Swoją drogą popełniliśmy całą masę błędów w tej kwestii. I niejako pozwoliliśmy się wepchnąć na pozycję polityki liberalnej bez naszych faktycznych zamiarów. Trzeba było jednak w miejsce zmniejszonego budżetu w TVP i problemów z ustawowymi uregulowaniami innego mechanizmu finansowania stworzyć na bazie budżetu ministerstwa Kultury ten nowy system. Nawet kosztem deficytu.
Dopiero teraz ujawnił, po co i z uwagi na jakie okoliczności pisze to wszystko:
Zdesperowani twórcy wybrali się więc w końcu do prezydenta i to nie dlatego, żeby liczyć na jego skuteczność, bo przecież prezydent niczego bez większości sejmowej nie załatwi, ale żeby zagrać na nosie nam i konkretnie premierowi – swoją drogą nieobecnemu na Kongresie Kultury. Teraz powstaje nowa ustawa medialna i wszyscy liczymy na to, że ona wejdzie w życie. To jednak nie oznacza, że nieufność do PO zniknie.
Wreszcie Palikot zabrał się za wytyczenie ścieżek właściwego postępowania jego partii i w ogóle – polityków:
Trzeba z naszej strony wyraźnej deklaracji, że państwo pod naszymi rządami będzie brało na siebie istotny ciężar finansowania kultury, nawet jeśli jest potrzebna nam do tego nowa formuła podziału tych finansów. To oznacza zgodę na szczególny rodzaj uprzywilejowania ludzi kultury wobec innych grup społecznych i w jakimś sensie nie jest myśleniem do końca demokratycznym, ale niezbędnym.
Znawcy politycznego PR-u winni zadać sobie to samo pytanie co zawsze – po co X (w tym przypadku Palikot) napisał to wszystko? Po co wzmianka o nieobecności Tuska na Kongresie Kultury? Po co wyliczanie błędów PO? Po co cytowanie krytycznych wypowiedzi domniemanych twórców kultury?
Może chciał, miedzy wierszami, zaakcentować, że obecnie wyrażana przez twórców miłość do prezydenta nie jest szczera? Słabo zaakcentował. Być może chciał pokazać twórcom, że w akcie desperacji zrobili coś głupiego? To już prędzej, ale też poszło średnio.
Co poszło Palikotowi dobrze? Informowanie internautów o problemie, z którym boryka sie PO i o którym większość z nich najpewniej nie wiedziała. Obecnie już wiedza wszyscy czytelnicy bloga Palikota, czyli całkiem spora gromada.
Akcentowanie błędów i potknięć ludzi z własnej drużyny, aczkolwiek bardzo szlachetne, nie jest dobrym pomysłem na autonomiczną notkę poczytnego blogera politycznego. Wylistowywanie własnych zaniechań i błędnych decyzji oraz uzasadnianie pretensji do swoich kolegów partyjnych, w tym szefa, to także taktyka cokolwiek karkołomna. Wiele wskazuje więc na to, że Palikot zaczyna grać solówkę, nie koniecznie w zgodzie z linią polityczną PO. Być może uważnie przygląda się rozwojowi wypadków w okolicy Stronnictwa Demokratycznego oraz swojego przyjaciela Olechowskiego i zastanawia się nad transferem? Alternatywną diagnozą byłoby orzeczenie o zidioceniu blogera, trzymajmy się więc tej pierwotnej diagnozy.
Rafał Garpiel

Znajac Palipajaca to pewnie gra na samotnosc, ponadpartyjna kreacje
To bystry facet – jezeli cos mowi, ma to pewnie jakis cel, ktory zrozumiemy za jakis czas. WIerze w niego. Irytuje mnie troche jego pewnosc siebie, ale wierze w jego wyczucie PRowskie
A mnie się po prostu wydaje ze jemu nerwy puszczaja jak PO cos nie idzie